Indian ogłosił koniec modelu Chief! Teraz będzie Vintage. Ale co to właściwie oznacza?

Spieszcie się kochać motocykle, tak szybko odchodzą. Chiefa już z nami nie będzie. Smutno Wam?

Legenda, która została zbudowana przez Hendee Manufacturing Company, a następnie rozwinęła skrzydła jako dziecię Indian Motorcycle Company (nazwę firmy zmieniono w 1928), była produkowana od 1922 roku aż do końca działalności macierzystej firmy w 1953 roku.

Umieszczony w ramie Big Twin był większy i mocniejszy niż bardziej zwinny Scout używany do wyścigów i jazdy sportowej, ale niezawodność i siła czołgu Chiefa finalnie okazały się wielką zaletą zaprojektowanego przez Charlesa B. Franklina motocykla. Kiedy po II wojnie światowej Indian wznowił produkcję cywilną, ożywił tyko linię… Chief.

Fot. Hendee Mfg. Co. / Public domain

Co prawda nazwa modelowa Scout pojawiła się jeszcze w 1949 roku, ale szybko została zmieniona na Warrior. A Chief żył sobie dalej, chociaż jak już wiemy, niezbyt długo. Na początku lat 50. prawa do marki kupiła firma Brockhouse Engineering, a potem nastąpił niesławny czas, kiedy pod logo Indiana Amerykanie sprzedawali sprowadzone zza granicy Royal Enfieldy. Później nie było lepiej. Trzeba było czekać blisko pół wieku na powrót starego Indianina.

Fot. Indian Chief 1922 z wózkiem / museonicolis.com

Chief powrócił w 1998 roku. Indian Motorcycle Company of America (IMCA) produkowała w Gilroy, w Kalifornii, w latach 1999-2003 motocykle typu Chief. Co ciekawe, początkowo wykorzystywano w nich klony silników Harleya, a konkretnie Evolution zbudowanych na częściach od S&S. Późniejsze wersje doczekały się własnego silnika Powerplus. Ale już pięć lat później, w 2003 roku, firma zbankrutowała.

Fot. Nowy Indian Vintage / Indian

Kolejny rozdział z życia modelu Chief to rok 2006, kiedy W King’s Mountain w Karolinie Północnej zaczęto produkować zaktualizowaną wersję Chiefa od IMCA, tym razem pod skrzydłami Stellican Limited.

Nie był to złoty okres dla Chiefa, ale przynajmniej przetrwał. W 2011 roku produkcja została przeniesiona do Spirit Lake w stanie Iowa po zakupie przedsiębiorstwa przez Polaris Industries. I tu już w zasadzie jesteśmy w domu.

Fot. Nowy Indian Vintage / Indian

W 2014 Indian Motorcycle z kryjącym się za plecami marki potężnym Polaris wypuściło nowego “Szefa” z dziewiczym silnikiem. Warto zaznaczyć, że to konstrukcja niemająca nic wspólnego z modelem zakupionym od firmy z King’s Mountain. Chief okazał się równie solidny jak jego przodek i wydawało się, że powróci na dekady. Tak się jednak nie stało… Istniał sześć lat. Indian właśnie postanowił uśmiercić starego wiarusa, a przynajmniej jego miano.

Następcą Chiefa jest model Indian Vintage. Mamy kilka znaczeń tego wyrazu. W przypadku win oznacza markowy produkt, natomiast szerzej „klasykę” lub „złote lata” albo „złotą erę”. Z kolei Anglicy lubią łączyć „vintage” z rzeczownikiem „car”. Osobiście zdecydowanie wolę solidne „Chief”, bo to nazwa niosąca z sobą autentyczną historię tego modelu, no ale widać Indian postanowił odrzucić sentymenty i patrzeć w przyszłość. Może to i lepiej.

Fot. Nowy Indian Vintage / Indian

Dodajmy jeszcze, że kiedy w 2013 roku Polaris popchnął Indiana do przodu, Chief pojawił się do razu w dwóch smakach, jako Indian Chief Dark Horse i właśnie Indian Chief Vintage. Mówiąc inaczej, nic się nie kończy, Vintage było już wcześniej, a z nazwy znika tylko „Chief”.

W Chief Vintage znanym od 2013 roku wszystko było masywne i grube. Ta lokomotywa waży niemal 400 kilogramów i to przecież się nie zmieni tylko dlatego, że Indian bawi się nazwami. Zapomniałem jeszcze dodać, że nowego Vintage dostaniemy w dwóch wersjach, czyli Dark Horse i Classic. Obydwie odznaczają się klasyczną, tradycyjną linią z zamkniętym, przednim błotnikiem i świecącym emblematem War Bonnet.

Fot. Nowy Indian Vintage / Indian

Oba warianty napędza nowa wersja potężnego silnika Thunder Stroke 116 o pojemności 1890 cm3 i 168 Nm momentu obrotowego. Dla porównania Indian Chief Classic w wersji modelowej na 2018 rok, ze „starym” silnikiem Thunder Stroke 111 o pojemności 1811 cm3, zapewniał 150 Nm momentu obrotowego. Ale nie mieliśmy w nim funkcji EISD, która pozwala na chwilowe, automatyczne wyłączenie pieca np. podczas postoju na światłach celem oszczędzenia paliwa.

Nowy motocykl będzie dostępny z sakwami bocznymi ze skóry w wersji Classic oraz z czarnego winylu w wersji Dark Horse. Ponadto Classic będzie od razu wyposażony w poliwęglanową owiewkę 21″, która zapewni maksimum komfortu podczas długich, autostradowych rejsów, zestaw pasażera oraz potężne światła dodatkowe.

Fot. Nowy Indian Vintage / Indian

No dobrze. Ale ile kosztuje ten parowóz? Otóż jeszcze pachnący farbą Vintage Dark Horse to wydatek minimum 109 900 zł, natomiast Vintage Classic nieco więcej, czyli 119 900 zł.

I jeszcze mała dygresja. Ktoś mi właśnie napisał, że „szef” to w pewien sposób wywyższanie się, bo przecież jeśli jest „szef”, musi być również „podwładny” – a to w aktualnym klimacie nie jest dobrze widziane. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś bzdura, ale z drugiej strony…

Fot. Nowy Indian Vintage / Indian

Pamiętacie ostatnią sprawę z Twitterem i JP Morgan, czyli wykreślenia słowa „master” (pan) i „slave” (niewolnik), które uznano za rasistowskie? Paranoja, ale w kodzie Twittera słowa „master” i „slave” rzeczywiście zostały zastąpione przez sformułowania „leader” (lider) i „follower” (podążający) lub „primary” (główny) i „replica” (duplikat). Nie mówię, że Polaris/Indian idą tą samą ścieżką poprawności politycznej. Oceńcie to sami…

%d bloggers like this: