Opole europejską potęgą marki Indian? Widzieliśmy fabrykę od środka!

Z zewnątrz fabryka Polaris nie wygląda jak katedra. Właściwie ten wielki, biały prostopadłościan jest nudny i nijaki jak samotna kostka cukru na talerzu. Ale to co się dzieje wewnątrz, to już zupełnie inna historia…

Od chwili gdy przeszliśmy przez hol i znaleźliśmy się w olbrzymiej hali, w której powstają motocykle marki, czuliśmy się jak dzieciaki w wielkim sklepie z zabawkami. Szkoda tylko, że nie można było żadnej zabaweczki wynieść, a jedynie trochę nimi pobawić. Posłuchajcie.

Pierwszy egzemplarz Indiana zmontowany we Opolu / Fot. Inforiders.pl

W połowie 2018 roku Scott Wine, dyrektor generalny Polaris Industries Inc., czyli właściciela marki Indian, ogłosił przeniesienie części produkcji motocykli ze Spirit Lake w stanie Iowa do fabryki w Polsce. Grupa Polaris wybrała obiekt w Opolu, gdzie już produkowano quady i pojazdy RZP.

Trzeba zaznaczyć, że wcześniejsze plany zakładały, że w Polsce składane będą jedynie mniejsze modele, a silniki zostaną dostarczone do Opola w całość z centralnej fabryki marki w… Spirit Lake. Polaris zobowiązał się, że nie zwolni żadnego amerykańskiego pracownika z powodu uruchomienia zakładu w Polsce.

fot. Inforiders.pl

Motocykle w Polsce budowane są od zeszłego roku, rzeczywiście na razie tylko mniejsze modele, chociaż są to jednocześnie najbardziej przebojowe jednoślady, w tym najgorętszy FTR. Inna rzecz, że nawet to może się wkrótce zmienić, a na linię trafią większe jednostki. Ale to jeszcze niepotwierdzona informacja, więc ostatniego zdania nie widzieliście.

Pod Opolem odbywa się montaż motocykli od A do Z, w tym kół, czyli osadzanie i wyważanie. Mając części u siebie i montując je w Polsce, fabryka jest w stanie szybciej reagować na zamówienia dla odbiorców na Starym Kontynencie, niż gdyby wszystko odbywało się w USA. Nie bez znaczenia jest też kwestia ceł. Kiedy pojazdy schodzą z linii, niemal na drugi dzień są wysyłane do centrum dystrybucyjnego, a następnie do dealera.

fot. Inforiders.pl

Linia produkcyjna wygląda jak plan z filmu Gwiezdnych Wojen, tylko zamiast T-65 X-wingów na platformach stoją motocykle. Zdziwiło nas, że wszędzie panuje idealny porządek i jest czysto. W końcu to fabryka, a znając kilka z nich, spodziewaliśmy się malowniczo porozrzucanych blach, jakiś beczek, koszy z odpadami. Nic z tych rzeczy. Ale przecież my nie o tym.

Ile produkuje się motocykli pod Opolem? Dziennie z linii montażowej zjeżdża 29 sztuk (do końca czerwca). W dalszej części roku produkcja zostaje ograniczona do 15 motocykli na dobę. Jeśli chodzi o liczbę konkretnych modeli, to dla procesu nie ma ona znaczenia. Odbywa się w zależności od zamówień, chociaż generalnie około dwie trzecie to Bobbery, a reszta to Scouty i FTRy.

fot. Inforiders.pl

Niestety akurat podczas naszej wizyty w fabryce na linii montażowej składano model, który nie został jeszcze opublikowany (podobnie jak jego nazwa), a zatem nie mogliśmy filmować i robić zdjęć. Coś tam jednak udało się przemycić… Wybaczcie efekt pikselozy, w więzieniu słabo karmią, nie można jeździć na motocyklu, więc woleliśmy podporządkować się zakazom.

Motocykle podlegają zmiennym okresom produkcji, w przeciwieństwie to pojazdów ATV i quadów, które pod Opolem składane są na dwóch liniach. Co to oznacza? Od grudnia do maja produkcja idzie pełną parą, a w drugim półroczu wykorzystywana jest połowa mocy produkcyjnych. Motocykli nie można robić na tzw. półkę, ponieważ maja szczególne wymagania co do przechowywania, tzn. muszą być trzymane na hali, która jest ogrzewana, zadaszona, sucha, a to oznacza konieczność wygospodarowania dużej przestrzeni i generuje dodatkowe koszty.

fot. Inforiders.pl

Terenowe czterokołówce nie mają takich wymagań, stoją na świeżym powietrzu, poza halami produkcyjnymi i magazynami, chociaż oczywiście ukryte pod plandekami. Oznacza to, że motocykle muszą być składane krótkimi seriami, aby szybko wyjeżdżały z fabryki (w tak zwanych kratach, które później wracają do Opola).

Ze wspomnianej fabryki Indiana w Spirit Lake przylatują do Polski wszystkie części motocykli. Z USA dotarły również wszelkie procedury dotyczące działania obiektu, montażu, procesów technologicznych, które zostały niejako skopiowane, zaadoptowane do polskich warunków (oprócz lakierni). Dla procesu jakim jest montaż, nie ma dużej różnicy pomiędzy Boberami, Scoutami, itd. Zmiana produkcji nie stanowi żadnego problemu i odbywa się bardzo szybko, pomijając malarnię, w której pokryte nową farbą elementy i części trzeba odsezonować przez kolejne trzy dni.

fot. Inforiders.pl

Wędrując pomiędzy linia montażowymi fabryki pod Opolem odnieśliśmy wrażenie, że z USA przyleciała również tamtejsza kultura pracy. Pracownicy na linii montażowej nie uwijają się jak mrówki w ukropie, właściwie można by pomyśleć, że praca przebiega dość leniwie, a platformy z motocyklami przemieszczają się bardzo wolno. Okazuje się, że szefowie nie wymagają od pracowników 100 procent wydajności, norma jest obniżona do 91 procent. Chodzi o to żeby każdy pracownik mógł wykonać swoje obowiązki przede wszystkim dokładnie, a nie szybko.

Praca szeregowego montera nie polega na przykręcaniu jednej śrubki przez osiem godzin. W rzeczywistości każdy zatrudniony w Polaris człowiek wykonuje kilkanaście czynności, które mieszczą się w standardowym czasie ośmiu minut. Na dodatek pracownicy nie pozostają na jednym stanowisku przez wiele miesięcy. Są motywowani finansowo (specjalne premie), aby przechodzili na inne etapy montażu, czyli kolejne stanowiska, i zdobywali nowe umiejętności.

fot. Inforiders.pl

Ucząc się innych rzeczy stają się bardziej wszechstronni i poznają dogłębnie cały proces produkcji. Ich rosnące umiejętności są, jak wspomniałem, doceniane przez pracodawcę, który płaci za każdy kolejny szczebelek w rozwoju. Kiedy ostatnio szef zapłacił Ci za to, że się czegoś nauczyłeś?

Powiecie zapewne, że ten system jest skonstruowany po to, żeby zatrudnieni mogli pracować na dowolnym etapie montażu, a finalnie i tak sprowadza się to do powtarzalnych, monotonnych czynności. Być może, ale po pierwsze nie każdy oczekuje od pracy, że co chwila będzie się zmagał z nowym problem i siedział nad nim do późna w nocy (w Polarisie jest tylko jedna, dzienna zmiana), a po drugie, który pracodawca zapewnia swoim ludziom darmowe wypożyczenie świeżutkiego motocykla na cały weekend? No właśnie. Zresztą o tym, że atmosfera w Polaris jest dobra, świadczy najlepiej fakt, że rotacja pracowników jest bardzo mała.

fot. Inforiders.pl

Malowanie części motocykli Indian pod Opolem odbywa się dopiero od bieżącego roku. Wcześniej wszystkie elementy przylatywały do Polski z Iowa. Co ciekawe, jednym z powodów uruchomienia malarni w obiekcie pod Opolem, były odmienne standardy jakości i technologia (w USA są to farby rozpuszczalnikowe, u nas wodne).

Mówiąc prościej, europejscy klienci mają wyższe oczekiwania i pewne niedociągnięcia, które mieściły się w normie dla odbiorców spoza Europy, nie mogły zostać przyjęte u nas. To oznaczało konieczność dodatkowego sortowania elementów i odrzucania tych, które nie spełniały oczekiwań.


Produkcji w Polsce nie mogliśmy sfilmować, ale wygląda podobnie jak w USA / Źródło: YouTube

Prościej było zatem malować części w Polsce, według bardziej rygorystycznej normy. Docelowo wszystkie amerykańskie warianty malowania będą stosowane pod Opolem już od marca, co jest związane z czasochłonnym, około półrocznym procesem walidacji.

c.d.n.

Dziękujemy Indian Motorcycle Wrocław za możliwość zwiedzenia fabryki Polaris.

%d bloggers like this: