6 motocykli, na widok których zastanawiasz się, kto zawalił sprawę

Na pewno zaraz powiecie, że z motocyklami jest jak z kobietami: „Wszystkie są piękne”. Ale bądźmy szczerzy, to nieprawda.

Victory Vision

Victory Vision to świetny przypadek na rozpoczęcie naszej listy motocykli, których projektanci zdryfowali na mieliznę. Paradoksalnie to naprawdę świetny motocykl, który czerpie wiele inspiracji z Hondy NM4. Maszyna, której dodano zdecydowanie amerykański sznyt poprzez wstawienie w ramę ładnego i mocnego, chłodzonego powietrzem silnika V-Twin o pojemności 1731 cm3.

Fot. Victory Vision

Niestety projektanci motocykla nie mogli się zdecydować, czy chcą bardziej japońskiego, czy amerykańskiego motocykla i zamiast konkretnej wizji mamy schizofreniczny projekt, który nie jest ani nowoczesny, ani klasyczny. Mimo że mechaniczne Vision jest fantastyczny, wizualnie nie wie czym chce być. Oczywiście po upadku Victory nie będzie miał szansy na poprawę i już się tego nie dowiemy. Pozostanie taki jaki jest. Brzydal. Ale wiecie co? Wersja dwukołowa to i tak piękność w porównaniu do trajki. Spójrzcie. Brrr!

Fot. Victory Vision Trike

Ducati Paso

Ducati słynie z dopracowanych, starannych i po prostu pięknych motocykli, co zatem robi w tym zestawieniu przedstawiciel rodziny z Panigale? Paso może wywołać dyskusję, bo dla niektórych to jest niezwykle osiągnięcie, które pokazuje, jaki powinien motocykl sportowy, a przynajmniej jak powinien wyglądać w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Dla innych jest to jednak nieszczęście, jakie spadło na Ducati.

Fot. Ducati Paso

Paso to wynik związku pomiędzy Cagivą i Ducati, a wpływ założonej przez Giovanniego Castiglioni Cagivy musiał być niemały. Niestety podczas prób połączenia i ściśnięcia dwóch odmiennych wizji, po drodze coś zginęło. Paso to legendarny motocykl z wielu powodów – niestety jednym z tych powodów jest to, że jednoślad jest brzydki. Uczciwie trzeba przyznać, że co, czego brakuje mu w wyglądzie, nadrabia wydajnością. To dowód, że nawet Ducati buduje czasami przeciętne, brzydkie motocykle, które są wyzwaniem dla estetów.

Suzuki B-King

B-King jest jednym z najdziwniejszych motocykli wszechczasów. Założenie było proste: To będzie taka Hayabusa w wersji naked. Kto by tego nie chciał? Motocykl, który szczyci się osiągami legendarnej „Busy”, ale bez aerodynamicznych owiewek, które nie wszystkim się podobają? Można brać w ciemno! Motocykl idealny! Najwidoczniej nie.

Fot. Suzuki B-King

Rezultatem okazało się coś, co przeczy perspektywie i konwencjonalnemu językowi projektowania. Moto jest zdecydowanie umięśniony, ale w zły sposób. Suzuki jest po prostu za duży w niewłaściwych obszarach. Spójrzcie na potężny ogon, który za sobą wlecze, XVII-wieczne armaty wydechów, przesadnie zgarbiony bak, trójkątne mocowania chłodnicy, paskudny przedni zderzak. Ciężką wizualnie górną część połączona z lekkimi, trójramiennymi felgami – kolejne kuriozum.

Honda Pacific Coast

Być może uznacie, że umieszczenie tego modelu w naszym małym zestawieniu, to błąd. W końcu Honda PC jest przedstawicielem swoich czasów i odpowiedzią na ówczesne potrzeby. Wcale nie musi nam się dziś podobać. Do tego Pacific Coast rzeczywiście ma zagorzałych zwolenników i fora poświęconej wyłącznie Hondzie przeznaczonej po pokonywania wybrzeża Pacyfiku. W końcu pod pseudo-futurystycznym pudełkiem znajduje się wspaniały silnik typu V-Twin, który był odpowiedzią na wszystkie potrzeby wielbicieli Hondy.

Fot. Honda PC800

Japoński producent produkował ten model w latach 1980-1990 i 1990 – 1994. To wysokiej klasy maszyna turystyczna, ale bez względu na to, ile będziesz pił i na nią patrzył, ciężko będzie się zakochać. To trochę jak Fiatem Multipla, porządnym mułem zaskakująco przestronnym i wygodnym wewnątrz, natomiast na zewnątrz karykaturą samochodu. Z Hondą Pacific Coast nie jest tak źle, ale zdecydowanie zasługuje na miejsce wśród motocykli, których wygląd miał dla projektantów drugorzędne, a może i trzeciorzędne znaczenie.

Suzuki Madura

Cruiser Suzuki nie sprzedawał się dobrze, już po dwóch krótkich latach (1985-1986) produkcja została wstrzymana, chociaż nadal można znaleźć fanów Madury. Być może nie powinno się bić leżącego, ale przeglądając net w poszukiwaniu informacji o tym modelu, można natknąć się na wątek z pewnego zagranicznego forum: „Darmowy motocykl – powinienem go brać?” Tak, to była Madura z pełną historią przebiegu i nawet w nienajgorszym stanie.

Fot. Suzuki GV1200 Madura

Jasne, Madura nie była najgorsza. W ramę wepchnięto solidny silnik V4 o pojemności 1200 lub 700 cm3, charakteryzujący się dużym momentem obrotowym. Napęd przenosił bezobsługowy wał Kardana. Ale motocykl był trudy pod względem estetycznym, z dziwnym wydechem, zadartym w górę bakiem i mizernie wyglądającym w zestawieniu z masą silnika widelcem.

Bimota Mantra

Wydawałoby się, że wszystko czego dotknęli się Bianchi, Morri i Tamburini, musi zamienić się w złoto. Otóż niekoniecznie. Założone we włoskim Rimini przedsiębiorstwo ma na swoim koncie wiele sukcesów i przynajmniej jedną porażkę. Niestety innowacyjne podejście francuskiego projektanta Sacha Lakic do projektowania motocykli było zbyt innowacyjne.

Fot. Bimota DB3 Mantra

Co prawda pod aluminiową, kratownicową ramą Mantry, kryje się czterocylindrowi L-Twin Ducati (900 SS), a prowadzenie maszyny to podobno bajka, ale ten pojazd wygląda okropnie. Już deska rozdzielcza ze sztucznego orzecha włoskiego powinna wystarczyć, żeby zniechęcić do bliższego poznania Mantry, ale jeśli to nie wystarczy, przedni reflektor wygląda jak dysza odkurzacza. Spod skrzydeł Bimoty wyszło wiele wspaniałych motocykli, ale ten nie jest jednym z nich. Czy można przyznać mu pierwsze miejsce w naszym zestawieniu?

%d bloggers like this: