Śmierć Goncalvesa to smutny i przygnębiający przypadek, ale Dakar zabija od samego początku

Śmierć Paulo „Speedy” Goncalvesa podczas rajdu Dakar poruszyła wielu, ale przecież nie był ani pierwszą, ani nie będzie ostatnią ofiarą tego sportowego wydarzenia. Co roku podziwiamy zwycięzców Dakaru, ale nie zapominajmy o przegranych oraz o tych, którzy w ogóle nie wrócili do swoich domów i rodzin. Oto mniej znana, ponura historia Rajdu Dakar.

W 1977 roku Thierry Sabine zgubił się na libijskiej pustyni podczas rajdu Abidżan-Nicea. Bezkresne paski były jednak nie tylko gorące i jałowe, ale również piękne, a urzeczony nimi Francuz uznał, że to doskonałe miejsce na sportowe wydarzenie większego kalibru.

Pierwsze rajd Paryż-Dakar obył się w 1979 roku, liczył 10 000 kilometrów i prowadził przez Algierię, Niger, Mali i Burkina Faso. W tej formule odbywał się do 2001 roku, kiedy z powodów politycznych i innych czynników, zmienił lokalizację, start i metę.

Fot. CC BY-SA 3.0 / Yelles M.C.A.

Od pamiętnej, pierwszej edycji w 1979 roku, w różnych okolicznościach zginęło łącznie 71 ludzi. To bezpośrednie ofiary Dakaru. W smutnej klasyfikacji znalazło się 39 zawodników, z których 20 było związanych z motocyklami, 6 z samochodami, jeden z ciężarówkami, a dwóch zmarło w wyniku lokalnego konfliktu zbrojnego. Do 1992 roku najczęstszą przyczyną śmierci zawodników była kolizja.

Wśród 42 ofiar nie będących zawodnikami znalazł się pomysłodawca rajdu Dakar, Therry Sabine, 14 dziennikarzy i osób z ekip pomocniczych, 23 widzów i 4 dzieci.

Fot. losandes.com.ar

Sabine, organizator rajdu, legenda tego sportowego wydarzenia, zginał w 1986 roku w katastrofie helikoptera. Lecąc śmigłowcem w trakcie burzy piaskowej rozbił się w pobliżu Gourma-Rharous na granicy Nigru, uderzając o wydmę. Wraz z nim śmierć poniosły cztery inne osoby. 8. edycja z 1986 roku była wyjątkowo pechowa, ale też maksymalnie wyczerpująca dla zawodników i organizatorów, ponieważ trasa liczyła aż 15 000 kilometrów (tegoroczna 7800 km). Nigdy wcześniej ani później nie zdecydowano się na tak długą trasę.

Pomysłodawca jednego z najtrudniejszych rajdów terenowych świata nie był jego pierwszą ofiarą. Śmiertelne żniwo przyniosła w rzeczywistości już premierowa edycja. W rajdzie, który wystartował z Paryża pod koniec grudnia 1978 roku, na linii startu ustawiło się 90 motocyklistów. Do mety dojechało tylko 24 z nich, a jeden pozostał na trasie na zawsze. Był to francuski motocyklista Patrick Dodin, który zginął 6 stycznia w okolicach Agadezu, miasta w środkowym Nigrze. Dodin przewrócił się a nie dopięty kask spadł mu z głowy.

Fot. Bert Oosterhuis / Facebook / Classic DAKAR Bikes

Kolejne dwie edycje obyły się bez ofiarą wśród uczestników ale podczas czwartego Dakaru zginął znowu motocyklista. Holenderski zawodnik Bert Oosterhuis, sześciokrotny mistrz swojego kraju w klasach 350 cm3 i 500 cm3, wywrócił się na motocyklu Yamaha i zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Już rok później, w 1983 roku, życie podczas Dakaru stracił Jean-Noel Pineau. Francuz zabił się na bardzo szybkim, utwardzonym odcinku trasy niedaleko Ouagadougou, czyli podobnie jak Paulo Goncalveseen.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że krótsze lub nawet kilkuletnie przerwy w fatalnych przypadkach śmierci zawodników nie oznaczają wcale, że nikt nie zginął w danym rajdzie. Na przykład podczas 3. edycji z 1981 roku zmarły aż trzy osoby. Była to ekipa wsparcia technicznego. Włosi ponieśli śmierć po tym, jak ich terenowy Fiat Campagnola kilkukrotnie przekoziołkował podczas zjazdu z wydmy.

Czwartą śmiertelną ofiarą Dakaru wśród zawodników był… motocyklista. Znowu. Yasuo Kaneko nie zginął jednak zmagając się z wydmami, ale jeszcze na terenie Francji, w pobliżu Sete. Kaneko został potrącony przez samochód na trasie dojazdowej. Była to zresztą wspomniana już, pechowa edycja z 1986 roku, podczas której zginął pomysłodawca Dakaru.

Fot. Gilles Lalay / parisdakar.it

W 1988 roku, podczas jubileuszowej 10. edycji rajdu odnotowano dwa śmiertelne przypadki wśród uczestników, ale nie były to ofiary kraks motocyklowych a pilotów samochodów. Trzy lata później, w 1991 roku francuski kierowca ciężarówki serwisowej, Charles Cabannes, został śmiertelnie postrzelony na terenie Mali. Rok później Dakaru nie przeżył między innymi znany francuski motocyklista Gilles Lalay, który zderzył się z autem ekipy medycznej rajdu. Następny zawodnik jadący na dwóch kołach zginął dopiero w 1994 roku.

Przez kolejne kilka lat, poza rokiem 1997, kiedy amator Jean-Pierre Leduc zabił się na trasie Mali, śmierć omijała motocyklistów, chociaż zbierała w tym czasie żniwo wśród kierowców innych pojazdów, widzów i pracowników wsparcia technicznego, np. głównego mechanika zespołu Toyoty (Daniel Vergnes, który zginał w 2002 roku).

Fot. Jose Manuel Peres / formula.hu

Ale w 2005 roku kostucha upomniała się o swoje. Podczas 27. edycji Rajdu Dakar śmierć poniósł Hiszpan Jose Manuel Peres, który zmarł po czterech dniach od upadku na trasie siódmego etapu. Z kolei do mety jedenastego etapu nigdy nie dojechał Fabrizio Meoni, który zmarł na atak serca. Włoch był nie tylko dwukrotnym triumfatorem rajdu Dakar (w 2001 i 2002 roku). W chwili śmierci zajmował 2. miejsce w klasyfikacji generalnej i miał spore szanse na zwycięstwo.

Również rok później śmierć zabrała motocyklistę. Historia Andy’ego Caldecotta jest wyjątkowo tragiczna. Australijczyk zginał na 250- kilometrze dziewiątego etapu w Mauretanii, ale w ogóle miało go tam nie być! Na 28. edycji Dakaru pojawił się przez przypadek po tym, jak ze składu Repsol KTM wycofał się Jordi Duran. Caldecott zgodził się zastąpić Durana, ponieważ sam nie zebrał wystarczających pieniędzy, żeby wystartować. W związku z tym brakowało mu również przygotowania fizycznego i mentalnego. Mimo to pojechał i spotkał kostuchę.

Fot. Andy Caldecott / YouTube / Rosco Holden

Rajd Dakar ma też polską ofiarę wśród motocyklistów. Pięć lat temu odszedł od nas Michał Hernik. Jego ciało zostało znalezione na 206 kilometrze trzeciego etapu między argentyńskim San Juan a chilijskim Chilecito. Zawodnik zmarł z przegrzania. Pochodzący z Krakowa Hernik debiutował w Rajdzie Dakar, ale solidnie przygotowywał się do tego wyzwania przez dwa lata. Śmierć zabrała go tuż przed 40. urodzinami. Udział w Rajdzie Dakar miał być prezentem z okazji urodzin.

To właśnie śmierć Michała z 2015 roku poprzedza aktualną tragedię Paulo Goncalvesa, bowiem przez długie pięć lat nie było ofiar śmiertelnych wśród uczestników Rajdu Dakar. W edycji z 2015 roku Goncalves zajął drugie miejsce. To był jego najlepszy wynik…

Fot. Paulo Goncalves / portugalresident.com
%d bloggers like this: