Hadin to przyszłość cruiserów w segmencie elektrycznym? Oby nie

Już jutro odbędzie się oficjalna premiera Hadin Panther, czyli kalifornijskiego snu o bezemisyjnym krążowniku na prąd. Hadin to właściwie chińska marka, która swoją siedzibę ma w Anaheim, niewielkim mieście należącym do okręgu Los Angeles. Co ciekawe, „Panterę” mieliśmy zobaczyć dopiero podczas startujących jutro targów EICMA, ale ktoś się pomylił i strona internetowa została opublikowana za wcześnie. Ot, falstart.

Fot. hadinmotor.com

Panther nawiązuje do amerykańskiego stylu, którego prekursorami są Harley-Davidson i Indian. Naprawdę? Mimo najszczerszych chęci nie odnajduję w tym projekcie ani jednego elementu, na którym można zawiesić oko. Czoło maszyny z czterema grupami diod LED przypomina chiński skuter, którego twórcy chcieli zrobić coś futurystycznego, ale im nie wyszło.

Fot. hadinmotor.com

O środkowej sekcji niewiele można powiedzieć. Jest gigantyczna i składa się z wielu owiewek, którego ponownie budzą skojarzenia ze skuterem, jednym z tych, który chciał być motocyklem ale chęci rozminęły się z rzeczywistością. Tylną sekcję można pozostawić bez komentarza, bo wygląda jak przyklejona z innego modelu.

Fot. hadinmotor.com

Co jeszcze wiemy o elektrycznym cudzie techniki od Hadin? Panther ma moc 45 kW (60 KM) i może osiągnąć prędkości 130 km/h przy zasięgu 160 kilometrów. Ładowanie akumulatora zajmuje od 6 do 8 godzin, chociaż w przyspieszonym trybie możliwe jest naładowanie baterii do 80 procent w nieco ponad pół godziny. Masa pojazdu to 270 kg. Nie znamy jeszcze ceny tego cudu techniki. Może i dobrze.

Fot. hadinmotor.com
Fot. hadinmotor.com
Fot. hadinmotor.com
%d bloggers like this: