Nowy Indian Challenger: Co już wiemy?

Pojawił się zaledwie kilkadziesiąt godzin temu, a już wszędzie go pełno. Czy Indian Challenger będzie hitem? Z którym modelem konkurentem nawiąże walkę o dusze i zawartość portfeli klientów? A przede wszystkim, czy to dobry motocykl?

Kiedy testowaliśmy nowego FTR 1200 ze stajni Indiana, znaliśmy już plotki o nowym motocyklu marki z zupełniej innej, cięższej kategorii. Pojawiła się nawet nazwa Challenger, która wówczas wydawała nam się nieprawdopodobna, bo przecież w USA wciąż żywa jest pamięć o katastrofie wahadłowca NASA o tej samej nazwie. Wychodzi na to, że trzydzieści lat z okładem wystarczy, żeby pechowy prom kosmiczny nie łączył się jakoś w wyobraźni Amerykanów z nowym motocyklem marki Indian.

Fot. Indian Motorcycle

Mniejsza o nazwę. Trzeba przyznać, że Indian zaskoczył nas nagłą, niespodziewaną premierą Challengera. Co prawda w zeszłym tygodniu amerykański producent pokazał nowy, chłodzony cieczą silnik PowerPlus, o którym z miejsca było wiadomo, że trafi w ramę Challengera, ale i tak prezentacja motocykla przed listopadowymi targami EICMA w Mediolanie wydawała się nieprawdopodobna. Indian zapowiadał to w zwiastunach, ale czy ktoś w to wierzył?

Fot. Indian Motorcycle

Challenger już jest – pojawił się wczoraj 29 października 2019. Stosowna strona z wszelkimi danymi dotyczącymi motocykla zawisła również na stronie internetowej producenta, chociaż brak jeszcze modelu na zagranicznych stronach, w tym polskiej. Co już wiemy o nowym pojeździe ze stajni Indiana?

Challenger to poważna sprawa dla firmy z Minneapolis. Zupełnie nowa platforma i to od razu z trzema wariantami. Najpierw ceny. Model podstawowy został wyceniony na 21 999 dolarów (ok. 84 000 zł), wersja Challenger Dark Horse kosztuje 27 499 (ok. 104 000 zł) dolarów a najdroższy Challenger Limited można zakupić za 27 999 dolarów (107 000 zł). Dużo?

Fot. Indian Motorcycle

Harley-Davidson Road Glide Special z silnikiem Milwaukee-Eight 114 o pojemności 1868 cm3 (Challenger 1762 cm3) kosztuje u polskiego dealera 127 039 zł w standardowej wersji Vivid Black. Jeśli uwzględnimy cła i dodatkowe opłaty, które podniosą cenę Challengera po sprowadzeniu go do Polski, okaże się, że Indian będzie kosztował w specjalnej wersji Limited mniej więcej tyle co Special H-D. Inna rzecz, że Road Glide Limited Harleya-Davidsona jest dostępny już od 127 980 zł. Czy to porównanie jest słuszne?

Fot. Indian Motorcycle

Tematycznie Challenger nie wkracza na nowy grunt. Indian stworzył pojazd, który ma konkurować z Road Glide giganta z Milwaukee, ale elementem różnicującym obie jednostki ma być wydajność. Czy tak będzie w istocie?

Pierwszy chłodzony cieczą silnik Indiana o dużej pojemności ma najwyższą w swojej klasie moc 122 KM i maksymalny moment blisko 174 Nm. To lepszy wynik niż w chłodzonym powietrzem 116 Thunder Stroke, który też przecież nie wypadł sroce spod ogona. Dla porównania Road Glide od H-D generuje 166 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Nowy zespół ma również sześciobiegową skrzynię z prawdziwym nadbiegiem, wspomaganie sprzęgła, a hydrauliczne regulatory luzu zaworów i napinacze wałka rozrządu zapewnią niskie koszty utrzymania.

Fot. Indian Motorcycle

Challenger ma wspomniane, odlewane, aluminiowe podwozie i zawieszenie upside-down z widelcem 43 mm z przodu oraz pojedynczym (skok 130 mm), hydraulicznie regulowanym amortyzatorem FOX z tyłu (skok 114 mm). Według Indiana system zapewnia bardziej konsekwentne i kontrolowane tłumienie w porównaniu z innymi motocyklami klasy turystycznej.

Fot. Indian Motorcycle

Do tego dochodzą wszystkie udogodnienia, do których przyzwyczaiły maszyny spod szyldu Indian Motorcycles. Hamulce Brembo, ABS, kontrola trakcji oraz technologia Smart Lean gwarantują doskonałe prowadzenie. Dodajmy unowocześniony system Ride Command, który pokazuje teraz informacje o ruchu drogowym oraz pogodzie.

System dostał nowy czterordzeniowy procesor zapewniający szybszy rozruch i czas reakcji. Ekrany jazdy można oczywiście dostosować do własnych preferencji i oczekiwań, a ciekłokrystaliczny wyświetlacz reaguje na obsługę w rękawicach. Do tego dodajmy trzy tryby jazdy: Rain, Standard oraz Sport – z których każdy ma indywidualne poziomy mapowania przepustnicy i kontroli trakcji.

Fot. Indian Motorcycle

Ola Stenegard, który w Indianie piastuje stanowisko Dyrektora ds. Projektowania Produktu, jest szczególnie dumny z nowoczesnej, agresywnej owiewki, która wyposażoną jest w elektrycznie regulowaną szybę (za pomocą przycisku na kierownicy).

Według Stengarda Challenger jest starszym bratem Scouta i FTR 1200 w nowoczesnej podrodzinie motocykli, którą zresztą naśladuje choćby zakrzywionym zbiornikiem, lekkim podwoziem, przemyślanym zawieszeniem i groźnymi wyglądem. Ten motocykl nie jest i nie będzie ociężałym mułem do weekendowych podróży, a przynajmniej tak będzie przedstawiany przez Indiana.


Źródło: YouTube / Indian Motorcycle

Jak się jeździ na Challengerze? Okazuje się, ze dziennikarze magazynu Cycle World mieli całe dwa dni na testowanie nowości Indiana. Podobno mocy jest dużo, z zapasem, który nie kończy się nawet na autostradzie przy mocnym odkręceniu gazu. Pozycja za kierownicą jest bardzo wygodna, również po całodniowej jeździe, w czym duża zasługa poprawnie wyprofilowanego i nie za twardego siodła. Tryb sportowy nie zamienia Challengera w zawodnika MotoGP, ale pozwala na znacznie dynamiczniejszą jazdę, w czym 122 KM i sporo momentu obrotowego bardzo pomaga.


Źródło: YouTube / Indian Motorcycle

Motocykl świetnie radzi sobie w zakrętach, układ Brembo zapewnia skuteczne i bezpiecznie hamowanie. Gorące powietrze z chłodnicy jest kierowane w dół, a nie w tył. Szeroka kierownica ma dobrze zaprojektowany i łatwo dostępny zestaw przycisków. Od wewnętrznej strony owiewka jest równie masywna jak na zewnątrz, co wizualnie pasuje do całości. Dziennikarze Cycle World mieli jedynie niewielkie zastrzeżenia wykończenia, szczególnie analogowych wskaźników nad ekranem Ride Command. Spora masa maszyny, czyli 377 kilogramów, była nieodczuwalna podczas jazdy w każdym zakresie prędkości.


Źródło: YouTube / Indian Motorcycle

Brzmi to wszystko bardzo pięknie, może nawet zbyt pięknie. Zapewne na mniej przychylne recenzje niezależnych dziennikarzy będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Poza tym, potrzeba po prostu czasu, żeby ujawniły się mankamenty doskwierające zwykłym użytkownikom w codziennej eksploatacji. Na razie przyjmujemy zatem, że Challenger jest dokładnie tym, co obiecał nam Indian: porządnym turystykiem z usportowioną duszą. Wygląd? To rzecz gustu, ale na pewno nie jest to brzydki motocykl. Myślicie, że będzie hit?

%d bloggers like this: