7 zabitych motocyklistów, tysiące komentarzy. Ta śmierć wywołała lawinę

Nie milkną echa po strasznym wypadku, który miał miejsce w USA w ostatni piątek. Przypomnijmy, że w kolumnę motocyklistów zmierzających na zlot w stanie New Hampshire uderzył czołowo ciężki, dostawczy Dodge. Siła była tak wielka, że odrzucała masywne motocykle jak dziecięce zabawki, zabijając kierowców i pasażerów. W sumie zginęło siedmioro członków klubu motocyklowego Marine JarHeads zrzeszającego weteranów wojennych.

Pickup zatrzymał się dopiero na barierkach energochłonnych, gdzie stanął w płomieniach. Kierowcy, 23-letniemu Włodymyrowi Zhukovskyemu, nic się nie stało. Na razie nie ustalono wszystkich okoliczności wypadku. Obecnie nie jest jasne kto ponosi winę za wypadek, dochodzenie wciąż trwa. Wiadomo natomiast, że zdarzenie miało miejsce zaledwie kilkaset metrów od miejsca postoju grupy.

fot. Miranda Thompson

Ofiary to Michael Ferazzi – 62 lata, Albert Mazza – 49 lata, Desma Oakes – 42 lata, Aaron Perry – 45 lat, Daniel Pereira – 58 lat, oraz Joanne i Edward Corr, oboje mieli po 58 lat.

Miejscem ostatniego spoczynku wszystkich siedmiorga osób został cmentarz w New Hampshire, zaledwie 16 kilometrów od pechowego odcinka drogi gdzie weterani zginęli. Na ceremonii zjawiło się ponad 400 motocyklistów z całego kraju, a pogrzeb transmitowały lub relacjonowały największe stacje telewizyjne w USA, w tym CNN, CBS i wiele innych. Jednocześnie zdarzenie wywołało ogólnokrajową dyskusję o bezpieczeństwie jazdy na motocyklach, która przeniosła się już poza granice Stanów Zjednoczonych.

Jak to zwykle bywa, najostrzejsze sądy wydają ludzie, którzy z motocyklami mają tyle wspólnego, co astronauci z sadownictwem. Jedną z takich osób jest kanadyjska dziennikarka Liz Braun, która na co dzień jest… krytykiem filmowym.

fot. Miranda Thompson

Otóż pani Braun wysmażyła sążnisty tekst, w którym przedstawiła swoje rozwiązanie. Zaleca mianowicie, żebym motocyklami w ogóle nie jeździć, przytaczając przy tym szereg danych statystycznych mających uzasadnić tezę, że motocykle to pojazdy szalenie niebezpieczne, złe i właściwie powinny zostać zakazane.

Liz Braun karmi nas liczbami, aby podeprzeć swój punkt widzenia. Na przykład o tym, że jesteśmy 27 razy bardziej narażeni na śmierć w wypadku motocyklowym niż samochodowym, a także, że to motocykliści są odpowiedzialni za 10 procent zgonów na drogach.

Oczywiście pani Braun nie musiała czekać długo na ripostę. Odpowiedzieli jej motocyklowi dziennikarze z USA, między innymi z RideApart. Nie chciałbym jednak relacjonować tej dyskusji, tylko zwrócić Waszą uwagę na coś innego.

fot. Miranda Thompson

Śmierć tej siódemki w USA, mimo że straszna i tragiczna, nie jest niczym wyjątkowym poza tym, że zginęli wszyscy razem. Absolutnie nie umniejszam skali tego nieszczęścia i tragedii rodzin, ale motocykliści ginęli, giną i ginąć będą. Przykład? Proszę bardzo.

Zaledwie dwa miesiące temu podczas wielkanocnej przerwy na niemieckich drogach zginęło w wypadkach 11 motocyklistów. W trzy dni. Niemieckie władze oraz media nie rozpaczały z tego powodu. Jedynie podały ten fakt do wiadomości. Nasi zachodni sąsiedzi podają jednocześnie, że na 3265 wypadków ze skutkiem śmiertelnym (w ostatnim roku) w całych Niemczech, motocykliści stanowią ponad 21 procent (699 osób) zabitych.

I co z tego wynika? Absolutnie nic, podobnie jak nasze tegoroczne rozpoczęcie sezonu motocyklowego w połowie kwietnia, kiedy to w weekend zginęło 5 motocyklistów, a wielu zostało rannych.

fot. YT, StudioSpeed

Statystyka ma to do siebie, że działa na wyobraźnię, ale można nią podpierać różne tezy, ponieważ prawie zawsze dane statystyczne są niepełne, prezentowane wybiórczo. Na przykład mógłbym teraz napisać tekst, w którym oskarżyłbym nauczycieli i polskie szkoły o brak uwagi i kontroli nad dziećmi, które w dobrej wierze oddajemy w mury tych szacownych placówek. Dlaczego?

Bo tylko w jednym sezonie 2012/2013 w szkołach miało miejsce 71 417 wypadków (!), w których 12 dzieci straciło życie! Gdzie byli nauczyciele, kto ponosi za to odpowiedzialność?! Dlaczego o tym się nie mówi!?

To samo tyczy się naszych „bezpiecznych” domów, miejsc pracy, wypoczynku i urlopu. Giniemy i umieramy nawet przed telewizorem, w kapciach. I na koniec, uwaga! To może być szok. Życie kończy się śmiercią. To fakt potwierdzony przez doświadczenie milionów zmarłych.

Fot. pixabay

Czy to znaczy, że mamy nie puszczać dzieci do szkół? Nie wychodzić z domu? A właściwie chować się gdzieś w kącie, żeby nie poślizgnąć się na podłodze? Może nie powinniśmy jeździć na urlopy, gdzie czai się tyle niebezpieczeństw?

Nie zachęcam nikogo do brawury i nieostrożności, ale życie po prostu jest niebezpieczne z natury, a gdybyśmy jako gatunek stale mierzyli i ważyli ryzyko egzystencji, wciąż siedzielibyśmy w jaskiniach, bez ognia.

Dlatego będę pamiętał o siódemce weteranów z Marine JarHeads, tak samo jak o naszych chłopakach, również tych których znałem a już ich nie ma. Ale nie zamierzam rezygnować z motocykla, tak jak zrezygnuję z oddychania. Obie te rzeczy są mi potrzebne do życia, nawet jeśli komuś to stwierdzenie wyda się przesadą.

%d bloggers like this: