Dominika Orlik zdradza receptę na swój sukces. Dosłownie. To… Sos tatarski!

Poniższy “wywiad” to oczywiście żart primaaprilisowy. Dominika niestety nie jest fanką sosu tatarskiego 😉

 

Dominiki “333” Orlik nie trzeba nikomu przedstawiać. Z zawodniczką enduro, ale przede wszystkim świetną dziewczyną, spotkaliśmy się podczas Poznań Motor Show 2019. Koniecznie posłuchajcie, co nam powiedziała!

Inforiders.pl: Domnika, w zeszłym roku zostałaś Wicemistrzynią Polski w Enduro i II Wicemistrzynią Polski w PitBike Supermoto. Dodajmy, że rozpoczęłaś sezon 2018 po ośmiu miesiącach przerwy, a więc Twój sukces ma dodatkowy wymiar.

Dominika Orlik: Rzeczywiście nie było łatwo, ale tym bardziej cieszę się, że poszło tak dobrze. Jestem też bardzo zadowolona z trzeciego miejsca w Pucharze Polski Pitbike Supermoto.

Ale nie rozmawiamy dzisiaj dlatego, że chcielibyśmy jeszcze raz pogratulować Ci sukcesów i zapytać o kolejne plany. Wiem, że masz pewną tajną broń, o której do tej pory nikomu nie wspominałaś, a jej tajemnice zna tylko Twój #333team!

Tak! Wiele razy byłam pytana o to, co mnie nakręca, motywuje i pomaga. Do tej pory nie wymieniłam tylko jednej rzeczy, która była zbyt nietypowa, żeby o tym rozpowiadać. Ale jest początek sezonu i może moja tajna broń pomoże również innym zawodniczkom lub dziewczynom, które zamierzają podążać podobną drogą do mojej.

Co to takiego?

Sos tatarski.

Słucham?

Nie przesłyszałeś się. Kiedy się ścigam, w mojej głowie jest wiele myśli, ale najczęściej mały lub większy słoiczek sosu tatarskiego. Albo miseczka. Po prostu uwielbiam tę niezwykłą kombinację majonezu, ziół i warzyw w marynowanym occie.

fot. Inforiders.pl

Przyznam, że jestem trochę zaskoczony. Spodziewałem się raczej jakieś metody treningowej lub sekretów warsztatu…

Ale to jest sekret warsztatu! Przecież w dyscyplinie, którą uprawiam chodzi między innymi o przygotowanie fizyczne i mentalne!

Tak. No i?

To teraz wyobraź sobie, że jesteś już w boksach startowych, wszyscy są strasznie spięci, bo to finał wielotygodniowych a nawet wielomiesięcznych przygotowań. Oczekiwania są wielkie, bo przecież nie chodzi tylko o ciebie, ale również team, sponsorów, chęć, aby nie zawieść fanów i wielbicieli dyscypliny, którą reprezentujesz. Ciśnienie jest ogromne!

Mogę sobie wyobrazić… Ale zauważyłem, że Ty jesteś raczej spokojna na starcie.

Właśnie! A dlaczego? To teraz Ci powiem. Bo myślę wówczas: Ogórki, grzybki, cebulkę pokroić w drobną kostkę do miseczki. Dodać pokrojony szczypiorek i pietruszkę. Potem majonez, jogurt i chrzan… Pieprz i sól do smaku… Wymieszać, ale delikatnie…

Nie wierzę!

To uwierz, bo mówię Ci to jako pierwszemu. To mnie po prostu uspokaja, a już przy frazie „jogurt i chrzan” czuje się w ogóle świetnie! No i oczywiście trochę głodna…

Ale to w takim razie rodzaj startowej mantry, ćwiczenie relaksacyjne?

I tak, i nie.

To znaczy?

Bo potem rzeczywiście wracam do namiotu, pokoju w hotelu, do domu – zależy od formuły zawodów i miejsca, gdzie mnie wywiało. A następnie sięgam po wspomniane ingrediencje i przygotowuję sobie sos tatarski. Mój team wie, że to jak japoński rytuał parzenia herbaty i potrzebuję wtedy spokoju. Po prostu trochę czasu.

fot. Inforiders.pl

I co potem robisz?

Przez jakiś czas kontempluje sos, który przygotowałam. Badam konsystencję, smak, zapach. To działa niezwykle relaksująco i pozwala również pozbyć się nadmiaru emocji, które po zawodach wciąż we mnie kipią.

Jak długo to trwa?

Niezbyt długo, bo kiedy wokół zaczyna się roznosić woń majonezu i cebuli, każdy już wie, co się stanie.

Czyli co?

Na każdy wyjazd mamy przygotowaną małą lodówkę z gotowanymi jajami. I to jest czas, że każdy z mojej ekipy może sobie takie świeże gotowane jajo wyciągnąć i przyjść na degustację mojego sosu. Bo jestem w tej kwestii bardzo ortodoksyjna. Sos tatarski powinno się jadać wyłącznie z jajami, najlepiej kur z wolnego wybiegu, preferuję zielononóżki.

To… Niespotykane.

Zapewne. Ale działa.

A tylko po zawodach?

Oczywiście, że nie tylko po zawodach, ale głównie po zawodach. I jeszcze przed dłuższymi wyprawami oraz w ich trakcie. Z racji częstych treningów nie mam czasu na zbyt długie wojaże na motocyklu, ale jeśli uda mi się pojechać gdzieś dalej, zawsze mam ze sobą słoiczek sosu tatarskiego. Jeśli nie mogę zrobić go sama, kupuję w sklepie, chociaż nie mam ulubionej marki ani producenta.

fot. Inforiders.pl

Czyli na długie wyprawy też się nadaje?

Pewnie, że tak! To bomba kaloryczna, ale i mnóstwo energii. No i tak po prostu lubię.

Wiec gdybyś miała znaleźć się na bezludnej wyspie, jak Tom Hanks w jednym z filmów…

Tak! To od Wilsona wolałabym słoik lub najlepiej cała beczkę sosu tatarskiego.

Dzięki za rozmowę. Chyba skoczę do sklepu po słoiczek…

Dzięki również i lepiej kup po prostu składniki i zrób sos samodzielnie. Gwarantuje, że Ci się spodoba! Sma333nego!*

 

* Trzy trójki to szczęśliwa liczba Dominiki 🙂

 

Rozmawiał: Andrzej Sitek

 

Powyższy “wywiad” to oczywiście żart primaaprilisowy. Dominika niestety nie jest fanką sosu tatarskiego 😉

%d bloggers like this: