Milenialsi: Nie jeżdżą po to, żeby robić coś ciekawego i ekscytującego. Chcą po prostu pokonać korki

Pokolenie czterdziesto- i pięćdziesięciolatków nie może zrozumieć, dlaczego ich dzieci nie chcą poczuć smaku wolności, swobody i pasji, jaką dają motocykle. Marzenie o potężnym krążowniku, w siodle którego można przejechać całą Route 66 od Chicago po Santa Monica w Kalifornii, promieniowało przez lata z amerykańskiej ziemi na cały świat. Mit motocyklowego buntownika utrwalały filmowe obrazy takie jak „Easy Rider”, czy „Harley Davidson i Marlboro Man”.

Jednak ta era się skończyła, tak jak Route 66 została skreślona z listy autostrad, dziś będąc po prostu zabytkiem o nazwie Historic Route 66. Motocyklowi giganci, szczególnie Harley-Davidson, pozostali na swoich pozycjach, ale wszystko wokół się zmieniło. Nowe pokolenie Y, czyli dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, nie potrzebuje motocykla do określania siebie i jako sposobu na wyzwolenie z codzienności. Zatem do czego? I czy w ogóle go potrzebuje?

Foto: „Harley and the Davidsons”

Specjaliści dają nam odpowiedzi na to pytanie już od pewnego czasu. Dowiedzieliśmy się miedzy innymi, że milenialsi są skoncentrowani na technologii i ekologii, co nie pasuje do klasycznych motocykli pachnących benzyną, smarami i spalinami. To dlatego nowoczesne rozwiązania, np. ciekłokrystaliczne ekrany i oprogramowanie umożliwiające komunikację ze smartfonami, przenika do każdego motocyklowego segmentu pojazdów, a szczególnie entry level.

Do tego dochodzą inne warunki wchodzenia w dorosłość dzisiejszej młodzieży, na przykład pozostawanie młodych ludzi w rodzinnych domach mimo przekroczenia 25, a nawet 30 lat życia, przedłużanie okresu nauki, itd. Najnowsze badania, przeprowadzone szwajcarską firmę UBS, zajmującą się bankowością prywatną, inwestycyjną i obrotem papierami wartościowymi, dają nam jeszcze inny obraz sytuacji.

UBS to poważna instytucja, która powstała pod koniec lat 90. z połączenia Union Bank od Switzerland i Swiss Bank Corporation. UBS to przedsiębiorstwo państwowe, które zatrudnia na całym świecie ponad 60 tys. pracowników. Raport publikowane przez UBS mają spore znaczenie dla rynków finansowych i są wiarygodne.

Najnowsze badania skupiły się na próbie ustalenia, dlaczego akcje Harleya-Davidsona spadły o 32 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Skrupulatni Szwajcarzy przeprowadzili ankietę, która objęła ponad 2000 osób. Ankietowane osoby były w przedziale od 21 do 34 lat.

Okazało się, że młodzi nie uważają motocykla za „hobby” i „coś ekstra”, co determinuje zakup silnikowego jednośladu przez starszych użytkowników. Dla milenialsów ważne jest to, żeby motocykl „ułatwiał przemieszczanie się”. Młodzi nabywcy są zainteresowani praktycznymi i przystępnymi cenowo motocyklami, częściowo z powodu bardzo wysokich cen jednośladów. Ponadto większość młodych mieszka w obszarach miejskich, gdzie ruch drogowy i parkowanie są koszmarem, z którym można poradzić sobie za pomocą roweru lub małego, zwrotnego skutera lub motoroweru.

fot. Harley-Davidson

Jednak nawet mały pojazd wymaga bezpiecznego miejsca postoju nocą, serwisowana i opieki, dlatego szukający najwygodniejszych i najprostszych rozwiązań milenialsi wolą wypożyczalnie rowerów lub powstające jak grzyby po deszczu wypożyczalnie skuterów, gdzie pojazd można mieć w dowolnej chwili i czasie bez żadnych zobowiązań poza niewielką kwotą jaką trzeba uiścić na wynajem.

Rozwijający się system wypożyczalni będzie co raz wygodniejszy i tańszy w miarę rosnącej w tym segmencie konkurencji, z czego młodzi ludzie doskonale zdają sobie sprawę. Nie bez znaczenia jest niezwykle dynamicznie rosnący się rynek pojazdów elektrycznych, które postrzegane są jako ekologiczne, nowoczesne i będące synonimem przyszłości – czyli wszystkich cech cenionych przez młodych ludzi. Po co zatem mieliby kupować ciężkie, drogie krążowniki, które musieliby na dodatek spłacać przez wiele lat z powodu braku żywej gotówki?

Jak już wiemy, Harley-Davidson musiał mieć podobne wnioski, dlatego nieprzypadkowo postanowił wprowadzić właśnie teraz swojego elektrycznego LiveWire, a na widnokręgu są już jego małe, zwinne i prawdopodobnie znacznie tańsze pojazdy. Zresztą H-D próbuje już od dłuższego czasu, mniej więcej od dnia, kiedy na świecie pojawił się model Street 500 i 750.

Street 500 / Fot. newatlas.com

Najmniejszy i najtańszy w rodzinie Street 750, którego można kupić również w Polsce, i tak kosztuje minimum 32500 zł. To dużo, i chociaż Harley zachwala go hasłem: „Wytyczaj ścieżki w miejskiej dżungli”, to ma niewielkie szanse, aby młodzi ludzie zapragnęli realizować to hasło. Stąd zapewne nowy pomysł na jeszcze mniejsze, zwrotniejsze i żwawe pojazdy, tym razem elektryczne.

Rosnące sieci wypożyczalni jednośladów i rozwój segmentu pojazdów elektrycznych nie oznacza, że młodzi ludzie zupełnie stracili chęć zakupu własnych dwóch kółek. Amerykańska Rada Przemysłu donosi, że w USA więcej gospodarstw domowych niż kiedykolwiek ma motocykl i nie wygląda na to, żeby ich liczba spadała. Wśród młodej grupy docelowej drugim najczęstszym powodem zakupu motocykla jest, aby „pasował do wizerunku”. W praktyce chodzi zatem o to, aby producenci nie próbowali sprzedawać nowemu pokoleniu pojazdów ich ojców.

Harley-Davidson odniósł się już do rewelacji UBS: „Nie jest to dla nas nic nowego. Nasze zaawansowane możliwości analityczne pozwalają nam na głębsze zrozumienie migracji motocyklistów, na czym tworzymy strategię budowy nowej generacji motocyklistów Harley-Davidson na całym świecie”.

fot. Harley-Davidson

Próbując wytyczać nowe ścieżki Harley-Davidson sporo ryzykuje, i to ryzyko odzwierciedla zapewne spadek cen akcji amerykańskiego giganta, bo inwestorzy zazwyczaj reagują panicznie na zmiany, szczególnie tak tradycyjnej marki jak H-D. Z drugiej strony firma z Milwaukee rzeczywiście nie ma wyjścia, jeśli nie chce pozostać na polu walki z garstką wymierających, najwytrwalszych fanów marki. Czasy się zmieniają, a nowe czasy wymagają nowego podejścia i pomysłów…

%d bloggers like this: