5 najlepszych motocykli elektrycznych

Zapewne na koniec pojazdów napędzanych paliwami kopalnymi poczekamy jeszcze kilkadziesiąt lat, ale świat się zmienia i tego nie powstrzymamy. W 2016 roku Niemcy głosowały za wprowadzeniem zakazu używania silników o spalaniu wewnętrznym, przy czym graniczny rok, w którym przepis objąłby wszystkie pojazdy, jest całkiem bliski.

Zakaz miałby obowiązywać od 2030 roku. Z kolei rząd Wielkiej Brytanii jest obecnie pod presją aby wprowadzić zakaz sprzedaży nowych samochodów i furgonetek z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi najdalej w 2032 do 2040 (okres przejściowy). Również rządy i politycy innych krajów co raz mocniej zwracają się ku elektrycznym wariantom mobilności.

Tesla poczyniła olbrzymie kroki w kierunku wprowadzenia samochodów elektrycznych do głównego nurtu, łącznie z takimi zagadnieniami jak poprawa infrastruktury i instalacja punktów zasilania na stacjach paliw. Co prawda Tesla zupełnie pomija branżę motocyklową i nie wygląda żeby to miało zmienić się w najbliższym czasie, ale inne firmy robią w tym sektorze wielkie postępy.

Oto pięć modeli, które możemy uznać za najciekawsze i najbardziej rozwojowe. Ponieważ sektor motocykli elektrycznych wymaga niemałych nakładów na rozwój i innowacje, największe szanse mają marki o już ustalonej renomie i działające od dłuższego czasu. Warto też zwrócić uwagę, że nie tylko Harley-Davidson napiera na rynku elektryków. Nawet Ducati słowami swojego prezesa obwieściło ostatnio zainteresowanie tym segmentem. Tymczasem przyjrzyjmy się propozycjom liderów.

Harley-Davidson LiveWire

Amerykański gigant bardzo długo przygotowywał się do oficjalnej premiery LiveWire. Starczy przypomnieć, że całkiem niezły prototyp jeździł już w 2014 roku. Zasilanego z gniazdka Harleya zaprezentowano ostatecznie w sierpniu 2018 roku. 2019 ma być rokiem LiveWire, ale motocykl kosztuje aż 29 799 dolarów, czyli na poziomie Energica Eva, a w przypadku motocykli z silnikiem spalinowym cena zbliżona jest do sumy jaką trzeba wyłożyć na najpotężniejsze modele ze znaczkiem H-D lub Indian. Przy aktualnym kursie LiveWire kosztuje w przeliczeniu na złotówki ok. 115 000 zł. Motocykl można już zamówić online z dostawą w USA lub do Europy Zachodniej.

LiveWire / fot. Harley-Davidson

Najistotniejszy z punktu widzenia klienta elektrycznego motocykla jest zasięg, który oszacowano na ok. 110 mil, czyli 177 kilometrów. Harley-Davidson LiveWire przyspiesza od 0 do 100 km/h w 3,5 s. Wydajność jednostki zbliżona jest do motocykla średniej wagi z rzędowym silnikiem w rodzaju Hondy CBR600F.

Energica Ego

Energica Ego trafiła do sprzedaży bardzo wcześnie, jeszcze w 2015 roku. Dziś jest to jeden z najbardziej rozwiniętych i przemyślanych e-motocykli na świecie, na dodatek z kategorii superbike. Ego ma naprawdę imponujące możliwości. Chłodzony olejem (!) silnik generuje 100 kW (136 Km) mocy i 195 Nm momentu obrotowego. Prędkość maksymalna wynosi 240 km/h. Do setki Ego potrzebuje tylko 3 sekundy.

Energica Ego / fot. Energica

Na dodatek ładowanie do poziomu 80% może trwać tylko pół godziny. Cenę tegorocznego modelu to 25 000 euro, czyli ok. 95 000 zł (oczywiście finalna kwota jest wyższa ze względu na opłaty celne i podatki). Ego będzie również tegoroczną, bazową maszyną w rywalizacji wyścigów MotoE.

Super Soco

Podczas Motorcycle Live 2018 zaprezentowany został Super Soco TC-Max, który może okazać się czarnym koniem elektrycznej stawki. Firma Super Soco została założona przez byłych pracowników Hondy, a ich dokładność, drobiazgowość i perfekcjonizm odbił się również na znakomitej jakości elektrycznych motocykli. Nieprzypadkowo Super Soco nazywany jest w środowisku „motocyklową Teslą”. Pierwszy motocykl firmy pojawił się w sprzedaży w 2016 roku.

Super Soco TC-Max / fot. Super Soco

Super Soco działa na podzespołach renomowanych marek. Silnik są marki Bosch a ogniwa elektryczne konstruuje Panasonic oraz Samsung. TC-Max jest odpowiednikiem skutera o pojemności 125 cm3. Jego maksymalna prędkość wynosi 100 km/h, ale może poszczycić się momentem na poziomie 170 Nm. Zasięg na jednym ładowaniu jest wystarczający do jazdy w mieście (110 km). Czas ładowania wynosi 4,5 godziny.

TC-Max jest już produkowany, do klientów trafi za kilka miesięcy. W Europie będzie kosztował 4 499 euro, czyli ok. 20 000 zł. Warto dodać, że Super Soco ma od zeszłego roku przedstawiciela również w Polsce.

Zero DSR

Amerykańska firma Zero jest jednym z pionierów w elektrycznym segmencie. Model DSR znany jest w od paru lat, w kilku wariantach, m.in. turystycznym DSR Black Forest – ewenement wśród motocykli ładowanych z gniazdka.

Zero DSR Black Forest / fot. Zero Motorcycles

DSR otrzymał na 2019 rok szereg ulepszeń, w tym nową baterię ZF14.4. DSR Black Forest ze standardowym bagażem ma zasięg 260 kilometrów, jednak z opcjonalną baterią zasięg zwiększy się do 330 km. Niestety koszt ulepszenia jest niemały, opcjonalna bateria kosztuje blisko 15 000 zł (po przeliczeniu na złotówki).

Charge Tank, który płatny jest osobno, umożliwia uzyskanie 150 kilometrów jazdy na godzinę ładowania. DSR Black Forest pojawił się w ofercie europejskich dystrybutorów w kwietniu zeszłego roku. W Wielkiej Brytanii cena motocykla to 18 785 funtów, czyli ok. 90 000 zł.

Vespa Elettrica

Podczas Milan Show 2016 włoska firma ogłosiła wejście swojego elektrycznego skutera. Przedsprzedaż ruszyła w czwartym kwartale ubiegłego roku, chociaż cena jednośladu okazała się zaporowa. Za 6 500 euro, czyli ok. 28 000 zł, można kupić spalinową Vespę z silnikiem o pojemności 125 cm3 i jeszcze zostanie kilka tysięcy złotych.

Vespa Elettrica / fot. Vespa

Elettrica to odpowiednik 50 cm3. Zasilany z gniazdka skuter ma moc 2,7 KM (maksymalnie 5,4 KM), natomiast akumulator o pojemności 4,2 kWh wystarcza do przejechania ok. 100 kilometrów na jednym ładowaniu. W mieście to powinno w zupełności wystarczyć.

Czy “elektryki” zastąpią motocykle spalinowe?

Elektryczne motocykle nadal są w defensywie, nawet jeśli rządy i politycy będą starali się zachęcić (przymusić) obywateli do ich zakupu poprzez restrykcje dla jednostek spalinowych (kolejne normy Euro) i preferencji dla jednośladów na prąd. Na razie największy problem utrudniający rozpowszechnienie się e-technologii jest zaporowa cena motocykli na prąd oraz długie ładowanie – znacznie dłuższe niż tankowanie paliwa na tradycyjnej stacji. Do tego dochodzi brak sieci stacji ładowania.

Te problemy będą jednak stopniowo rozwiązywane i w pewnym momencie producenci motocykli elektrycznych zyskają przewagę. Czy ten dzień stanie się początkiem końca tradycyjnych jednośladów na paliwa kopalne?

%d bloggers like this: