Skuber.pl: Brzmi pięknie, ale czy to prawda?

Gdy na początku 2017 roku zamieścilimy na naszych łamach news pt. „Motocyklowe przewodniczki w Phnom Penh. Kiedy podobna usługa wystartuje u nas?”, nie spodziewaliśmy się, że tak szybko pojawi się polski wariant tego pomysłu. Minęły zaledwie dwa lata i moto taksówki ruszają w Polskę. Nazywają się Skuber, ale pomysł budzi pewne wątpliwości. Dlaczego?

Co prawda w Phnom Penh kierowcami są tylko piękne Kambodżanki a u nas niekoniecznie – ale kto wie, może za jakiś czas będzie można również wybrać sobie płeć kierowcy? Pomysł na płatny przewóz klientów skuterami ma sens, ponieważ w centrach miast przejazd jednośladem jest krótszy od kursu autem aż o 60 proc. Skuber ma działać w siedemnastu miastach naszego kraju. Właściwie to w siedemnastu miastach wojewódzkich i we Włoszczowej. Czemu akurat tam? Nie wiadomo.

fot. skuber.pl

Pomysł przypomina nieco Ubera. Aby skorzystać z usługi wystarczy ściągnąć aplikację i zamówić przejazd. Klient może również podsumować jazdę wystawiając ocenę kierowcy skutera. Każdy pojazd zostanie wyposażony w kask, bagażnik oraz specjalna pelerynę, z której klient będzie mógł skorzystać podczas złej pogody. Opłata początkowa wyniesie w zależności od lokalizacji od 4 do 8 złotych, natomiast każdy kilometr to wydatek 90 groszy.

Do tego momentu brzmi prawdopodobnie? Jeśli przyjrzymy się sprawie nieco bliżej, przedsięwzięcie nie wygląda już tak dobrze. Bardzo konkretnie wypunktował pomysł jednośladowych taksówek Spidersweb.pl. Cały artykuł można przeczytać tutaj. Główne zarzuty sformułowane w artykule, to brak Skubera w KRS i CEIDG, brak NIP i adresu.

fot. google.pl

Do tego fantomowe podmioty wspierające, np. nigdzie nie występujący Prosty Fundusz, lub zdumiewający rodzaj działalności kooperujących, faktycznych firm, choćby rozprowadzanie darmowego oprogramowania do gromadzenia danych pacjentów medycznych – czym zajmuje się Stowarzyszenie PEMI. Osobną sprawą jest nierealny plan Skubera, który już bieżącym roku zakłada przychody na poziomie 30 mln złotych, w tym czystego zysku blisko 12 mln złotych. Nieźle jak nas startupa, który nie istnieje poza internetową stronką i fanpage na Facebooku, nie ma kapitału, a przewozy planuje rozpocząć dopiero na początku drugiego kwartału bieżącego roku.

Moglibyśmy w tym miejscu temat właściwie zamknąć, uznając go za rodzaj żartu, gdyby nie fakt, że Skuber prowadzi już pewne konkretne działania, na przykład tworzy bazę danych potencjalnych kierowców. Oficjalnie, na stronie skuber.pl, rejestracja jako kierowca możliwa jest dopiero od 11 lutego 2019 roku, ale jednocześnie na swoim fanpage Skuber zbiera dane osobowe już od listopada, szczególnie zachęcając do aplikowania kobiety.

fot. Facebook/Skuber

Zachęta jest konkretna, bo Skuber pisze wprost, że zarobki wyniosą od 7 000 zł do 13 000 zł netto w 8 godzinnnym trybie pracy, 5 razy w tygodniu. Co najciekawsze, kierowcą będzie mógł zostać każdy, kto przejdzie weryfikację i rozmowę kwalifikacyjną. Czyli coś jak kierowcy masowo jeżdżący na skuterkach dla pizzerii. Oczywiście nie znamy procedury kwalifikacyjnej, natomiast na swoim fanpage Skuber napisał, że liczba zgłoszeń bardzo go raduje, a więc chętnych zapewne nie brakuje.

fot. Facebook/Skuber

Dlaczego ktoś miałby podawać swoje dane Skuberowi? Jeśli pominiemy na chwilę fantastyczną zachętę finansową oraz liczne doniesienia prasowe w największych mediach, które po prostu powielają reklamówkę przewoźnika (np. GW), pozostają jeszcze szerokie plany działalności firmy. Krewny Ubera chce zatrudnić do swojego przedsięwzięcia aż… 69 tys. kierowców, z czego 39 tys. ma dysponować własnymi pojazdami. Skoro ktoś oficjalnie chce zatrudnić w Polsce taką armię ludzi, to przecież nie może być mowy o jakimś szwindlu, prawda?

Swoją drogą podawane przez Skubera liczby mogą powalić na kolana, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że w naszym kraju dealerzy sprzedają rocznie łącznie nieco ponad 15 tysięcy nowych motocykli wszystkich klas i pojemności (15 305 w 2017 wg PZPM). Liczba własnych skuterów zakupionych przez Skubera ma już za kilkanaście miesięcy (2020 rok) sięgnąć 120 tys. sztuk! Dla porównania sieci wypożyczalni skuterów, np. Blinkee, ma w miastach zaledwie po 100 – 200 maszyn, a zaczynała od 4-5 sztuk…

fot. skuber.pl

Kolejne 120 tys. jednośladów Skubera będzie należeć do pracowników-kierowców firmy. Za dwa lata flota ma zatem liczyć 240 tysięcy skuterów i tyle samo kierowców. Bardzo ambitne plany, chociaż to chyba dopiero początek, bo gigant wcale nie ma zamiaru ograniczać się wyłącznie do skuterów – w opcji VIP dostępne będą również… choppery i ścigacze.

fot. Facebook/Skuber

Może policzmy. Najtańszy skuter Rometa o pojemności 125, czyli Retro 7, kosztuje 3 699 zł (podobną cenę mają jednoślady o pojemności 50 cm3, np. Router Grande). Jeśli Skuber miałby kupić 120 tysięcy egzemplarzy Retro 7, to potrzebowałby blisko 444 miliony złotych. Nawet jeśli ściągnie skutery bezpośrednio z Chin za połowę ceny, to i tak potrzebowałby ponad 200 milionów złotych. Skuber “rozwiązuje” ten problem wrzucając koszty maszyn w leasing, który wraz z obsługą IT, ubezpieczeniem i marketingiem, ma wynieść 88 mln złotych. Wychodzi „taniej”, ale i tak jest to fantastyczna kwota.

Jeśli zastanawiacie się nad przesłaniem swojego CV Skuberowi, to najlepiej się jeszcze wstrzymajcie. Start usługi już 21 marca. Zobaczymy, czy to cudo w ogóle ruszy.

%d bloggers like this: