Harley-Davidson wraca do koncepcji skutera? Tak, ale innej niż Topper z lat 60-tych

Wczoraj w Las Vegas wystartowały jedne z największych i najważniejszych targów elektroniki użytkowej. CES 2019 to przede wszystkim głośne premiery RTV, AGD, sprzętu mobilnego, ale wśród wystawców jest co raz więcej producentów z branży motocyklowej. Co zaskakujące, znalazł się wśród nich Harley-Davidson.

Dla wiodących marek motocyklowych The Consumer Electronic Show w Las Vegas to świetny okazja, aby zaprezentować swoje najnowsze technologie, a nawet niektóre z pojazdów. To właśnie podczas CES 2019 poznaliśmy szczegóły dotyczące elektrycznego LiveWire, ale to nie wszystko co Harley-Davidson postanowił zdradzić. Gigant z Milwaukee zamierza wrócić do koncepcji skutera i tym razem prezentuje prototyp!

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego napisaliśmy „wrócić” skoro Harley-Davidson znany jest głównie z ciężkich, klasycznych cruiserów, to powinniśmy przypomnieć, że amerykańska legenda miała już w swej historii epizod z dwukołowym pojazdem o niewielkiej masie i pojemności. Nazywał się Topper i był produkowany przez Harleya na początku lat 60-tych.

H-D Topper. Foto: voicesofeastanglia.com

Jedyny skuter Harleya powstał na fali popularności lekkich, wygodnych, jednocylindrowych pojazdów, których firma z Milwaukee nie miała w ofercie. Ten fakt wykorzystywała konkurencja, głównie z Japonii, a tego Harley zdzierżyć przecież nie mógł.

Do powstania Toppera przyczynił się również zakup udziałów w firmie Aeronautica-Macchi, włoskiego producenta samolotów treningowych, ale w latach 60. XX wieku dość znanych motocykli, choćby słynnego Aermacchi Chmera 175. Tak powstał twór o nazwie Aermacchi Harley-Davidson, dzięki któremu urodził się choćby sportowy, jednocylindrowy Aermacchi 250 Ala Verde.

Silnik H-D Topper. Foto: hdforums.com

Harley-Davidson eksperymentował z Topperem przez pięć lat, do 1965 roku. Jednostka była wyposażona w jednocylindrowy, dwusuwowy silnik o pojemności 165 cm3 ułożony horyzontalnie pomiędzy podnóżkami. Większość skuterów z zamkniętymi silnikami miała wentylatory, ale nie Topper. Inżynierowie Harleya zakładali, że nisko zawieszony silnik uzyska chłodzenie z powietrza przepływającego pod maszyną, ale to nie zawsze działało. Niektóre Toppery uwielbiały się przegrzewać.

Kolejną bolączką właścicieli skutera była przekładnia bezstopniowa Scootaway Drive, którą wyposażono w ciekawy system zabezpieczający uniemożliwiający ruszenie skutera z miejsca przy prędkościach obrotowych silnika wyższych niż 1800 obr./min. Niestety przekładnia nie była szczelna, brud i zanieczyszczenia z drogi dostawały się do środka, co powodowało ślizganie się pasa.

Co prawda Harley po pewnym czasie wprowadził ulepszenie w postaci zamkniętej konstrukcji i kąpieli olejowej, co zapewniło bezawaryjność systemu, ale ulepszony model Topper H z 1961 roku nie poprawił złego, początkowego wrażenia. Nie pomógł nawet rekord długodystansowej jazdy, czyli wyprawa z Bakersfield w Kalifornii do Doliny Śmierci i z powrotem bez konieczności naprawy lub modyfikacji.

Harley-Davidson Shortster. Foto: californiascooterco.com

Topper odszedł do lamusa, ale to nie był koniec eksperymentów Harleya z małymi pojazdami. Nowy eksperyment zwał się Shortster i by najmniejszym jednośladem, jaki kiedykolwiek wyprodukował Harley-Davidson. Shortster powstał w 1971 roku, na rynek trafił rok później, dodajmy że wyłącznie w Ameryce Północnej.

W latach 70 XX wieku dział marketingu Harleya-Davidsona próbował zdobyć podatnego na wszystkie wpływy klienta, czyli… dzieci. Specjaliści od reklamy liczyli, że małolaty, które z czasem staną się dorosłymi, niejako z automatu przesiądą się na większe i poważniejsze motocykle marki.

W reklamach z tamtych lat można zauważyć, że nazwa „motorynki” Harleya nie jest przypadkowa. Na jednym z filmów widać dziecko stojące ze swoim Shortsterem. Chłopiec przygląda się swojemu odbiciu w kałuży, ale zamiast Shortstera widzi… Sportstera. Zresztą nawet wujek Google głupieje jeśli wpisać mu hasło “Shortster” i uparcie chce szukać “Sportster”.

fot. Harley-Davidson

Ponieważ był to jednoślad dla dzieci, młodzi wielbiciele dwukołowej motoryzacji mogli wybrać żółty, czerwony lub niebieski wariant kolorystyczny, natomiast nalepki na baku zawsze były jasnoczerwone z obowiązkowymi „płomieniami” gwarantującymi pięć punktów do szybkości i miru wśród kolegów z podwórka.

Zbiornik paliwa mieścił maksymalnie 5,3 l. paliwa. Shorster nie zawojował rynku, właściwie to okazał się klapą. Produkcja zakończyła się w tym samym roku, w którym się zaczęła. Wyprodukowano 8000 jednocylindrowych drobiazgów z silnikiem o pojemności 65 cm3 i trzybiegową skrzynią biegów.

Wydawałoby się, że po takich doświadczeniach Harley-Davidson nie będzie już eksperymentował, a zmieciony przez japońską konkurencję Topper i Shorster zostaną pogrzebane na wieki, ale 60 lat później Harley może znowu wypuścić na rynek małego dwukołowiec, jednak tym razem o napędzie elektrycznym.

fot. Harley-Davidson

Po prawdzie to koncepcja skromniejszego pojazdu stała się częścią wielkiego plany H-D już kilka miesięcy temu, a dokładnie latem, kiedy pojawiły się pierwsze rysunki jednośladów o mniejszej pojemności, przeznaczone głównie na rynki azjatyckie. Teraz Harley-Davidson zaprezentował wreszcie prototyp jednego z nich, korzystając z szerokiego odbioru jakim może poszczycić się CES. Nie podano żadnych szczegółów dotyczących koncepcji, nawet nazwy, ale pewne szczegóły możemy już zaobserwować.

Konstrukcją jest trapezową ramą zwieńczoną płaskim siodłem, wyposażoną w nartopodobne podnóżki z obu stron. Przeniesienie napędu za pomocą paska nawiązuje do większych braci ze stajni H-D. Uwagę zwraca również dość wysoka kierownicą z poprzeczką, która bardziej pasuje do BMX-a, tym bardziej, że zestawiona została z masywnym widelcem w układzie zawieszenia upside down. Na przednim kole możemy jeszcze dostrzec skromną tarczę hamulca, co sugeruje, że nowy pojazdy w stajni H-D nie będzie demonem szybkości – zresztą pewnie zgodnie z planem. Reflektor to tymczasem tylko pusta oprawka. Nie wiemy nic o akumulatorze i silniku poza widokiem jego bryły.

fot. Harley-Davidson

Całość prezentuje się nadspodziewanie dobrze, a skoro Harley-Davidson wykonał już pierwszy krok i wreszcie wypuścił LiveWire na szerokie wody, zapewne bardzo szybko zobaczymy mniejszych braci tej jednostki, oczywiście z rodziny zasilanej prądem. Czy to ma sens?

Trudno powiedzieć, ale problemem Harleya-Davidsona zawsze była wyśrubowana cena. Skoro za elektrycznego LiveWire amerykańska firma żąda ponad 110 000 zł, ile będzie kosztował mały, przeznaczony dla młodszej klienteli Harley? 40 000 zł, 50 000? Zapewne nie mniej lub niewiele mniej. W tej cenie dostępne są już rasowe motocykle na poczciwą benzynę, a i wśród elektryczny pojazdów znajdzie się sporo całkiem solidnych konstrukcji. Harley-Davidson będzie miał problem żeby przebić się ze swoją ofertą, chyba że jakimś cudem uda mu się mocno obniżyć cenę – w co wątpię.

Na dodatek segment elektrycznych pojazdów to może szerokie, ale wciąż płytkie wody, bo odbiorców tych jednośladów wciąż jest bardzo mało. Stosunkowo niewielu klientów i wysoka cena to nie jest dobre zestawienie i gwarancja sukcesu. Ale.. Do trzech razy sztuka!

%d bloggers like this: