4 groźne gangi motocyklowe, o których mogłeś nie słyszeć

Oprócz takich grup jak Hell Angels, Mongols czy Outlaws, istnieją również mniejsze kluby, nie tak znane, co nie znaczy, że mniej groźnie. Po prawdzie, to właśnie one są często odpowiedzialne za przestępstwa najcięższego kalibru. Oto cztery gangi motocyklowe, które sieją strach w USA i nie tylko, bo niektóre z nich mają swoje oddziały również w Europie.

Warlocks

Głowna siedziba gangu znajduje się w Orlando na Florydzie. Grupa liczy około 300 członków. Warlock to w wolnym tłumaczeniu „czarnoksiężnik”. Najbardziej zdumiewające jest to, że gang słynący z okrutnych zbrodni, zabijania policjantów, napaści i mordów konkurencyjnych członków grup motocyklowych, wywodzi się z byłych amerykańskich żołnierzy służących na lotniskowcu USS Shangri-La.

Warlocks powstali pod koniec lat 60.,za założyciela uważa się Toma „Gruba” Freelanda, weterana wojennego amerykańskiej marynarki. Dziś oddziały Warlocków istnieją nie tylko w Stanach, ale również w Kandzie, Wielkiej Brytanii i Niemczech. W USA wszystkich oddziałów jest jedenaście.

Czarnoksiężnicy specjalizują się w narkotykach. Jedne z wysoko postawionych członków gangu został przyłapany z kilkoma kilogramami meta amfetaminy w tym samym roku, w którym czterech innych Warlocków zostało aresztowanych za sprzedaż 225 kilogramów cranku (chlorowodorek metamfetaminy).

Motto Warlocków to: “Our Business is None of Your Fucking Business” i “Warlocks forever, forever Warlocks”

Highwaymen

To gang z niegdysiejszej samochodowej stolicy Stanów Zjednoczonych, a dziś miasta upadłego, wyludnionego i skrajnie niebezpiecznego. Chodzi oczywiście o Detroit.

Highwaymenów jest tylko około dwustu i nie mogą porównywać się liczebnością do najpotężniejszych grup, ale w całej swojej historii przyczynili się wydatnie do upadku Motor City, głównie za sprawą niezliczonych zbrodni. Tylko w 2007 roku aresztowano czterdziestu członków gangu pod zarzutami handlu kokainą, morderstw na zlecenie, napadów, kradzieży pojazdów, a nawet oszustw hipotecznych i korumpowania policji. Jednocześnie zarekwirowano 29 sztuk nielegalnej broni palnej, w tym karabinów szturmowych, strzelb i pistoletów. Dochodzenie w sprawie klubu trwało dwa lata i wspierało się na podsłuchach oraz dwóch informatorach, z których jeden został zamordowany.

The Highwaymen Motorcycle Club powstał w połowie lat 50. ubiegłego wieku i właściwie zawsze miał złą sławę. FBI prowadziło dochodzenia przeciwko członkom grupy w latach 1973, 1987 i we wspominanym 2007 roku. Już na początku lat 70. kilku highwaymenów zostało skazanych za zamachy bombowe i naloty na domy oraz kluby członków innych grup. Warto dodać, że pierwsi i późniejsi członkowie, jak na przykład James Blake Miller znany jako „Malboro Marine”, byli weteranami cierpiącymi na zespół stresu pourazowego.

Co ciekawe, siedziba gangu w Detroid znajdowała się w jednym najlepiej utrzymanych budynków w okolicy, ale w 2010 roku nieruchomość przepadła na

Nazwa grupy oznacza kryminalistę, który okrada na drodze podróżników, a motto The Highwaymen brzmi: „Yeah, though we ride the highways in the shadow of death, we fear no evil,as we are the evilest mother fuckers on theHighway” co w wolnym tłumaczeniu oznacza: “Tak, chociaż jeździmy po drogach w cieniu śmierci, nie boimy się zła, ponieważ jesteśmy najgorszymi skur….rami na drodze”.

Black Pistons

To klub, który nie posiada stolicy. Liczba członków szacowana jest na około 200 osób. Ale to nie jest tak istotne, ciekawy jest natomiast pewien mechanizm tworzenia „klubów wsparcia” dla większych klubów. Black Pistons to jedna z organizacji, która istnieje głównie po to, aby zajmować się brudną i mokrą robotą dużego gangu.

Black Pistons jest takim skrajnym odłamem znacznie większego Outlaws. Zadaniem „Czarnych Tłoków” jest handel narkotykami i zwalczanie wrogów Outlaws, ale nie stronią również od kradzieży, zastraszania, wymuszeń, oszustw i wielu innych przestępczych działań.

Oddziały Black Pistons znajdują się nie tylko w USA, ale również w Walii, Szkocji, Islandii, Australii, Anglii, Norwegii, Irlandii, Belgii, Szwajcarii, Niemczech, Kanadzie i… Polsce. Co ciekawe, Black Pistons nie powstali w Stanach Zjednoczonych tylko w Niemczech, i to stosunkowo niedawno – w 2002 roku.

Z Black Pistons łączy się ciekawa historia pewnego procesu, który miał miejsce kilka lat temu w Ontario w Kanadzie. W listopadzie 2013 roku kanadyjska policja dokonała udanego szturmu na ufortyfikowaną siedzibę Black Pistons w St. Catharines w stanie Ontario. Aresztowania były efektem wielomiesięcznego śledztwa. W siedzibie klubu znaleziono broń, w tym karabiny maszynowe, a nawet takie wynalazki jak UZI z tłumikiem. Ponadto śledczy odkryli duże ilości narkotyków i sporą sumę pieniędzy.

Oskarżenie domagało się m.in. uznania Black Pistons za organizację przestępcza, ale kanadyjski sędzia Joseph Henderson stwierdził, iż fakt, że organizacja posiada członków będących przestępcami, nie oznacza że jest to organizacja przestępcza w rozumieniu kodeksu karnego. Mówiąc krótko, winni byli tylko poszczególni ludzie, a nie klub. Black Pistons mogą zatem działać dalej, podobnie jak w innych krajach.

Sons of Silence

Gang z Kolorado nie jest liczny, bo ma tylko ok. 300 członków w 30 oddziałach (w tym w Niemczech), jednak braki w liczebności nadrabia siłą ognia. W wyniku nalotu, który miał miejsce na siedzibę gangu w 1999 roku, policjanci skonfiskowali arsenał, w którym były karabiny maszynowe, granaty i własnej produkcji bomby. Policjanci znaleźli także narkotyki i gotówkę.

„Synowie Ciszy” potrzebują dużo broni, bo od dziesięcioleci walczą o terytorium. Gang początkowo wyciął dla siebie przestrzeń w Kolorado, Arizonie i Kansas, które zabrał od znacznie większego Outlaws. Współcześnie „Synowie” są sprzymierzeni z Hell Angels dla bezpieczeństwa, ale to nie znaczy, że nie muszą się przed nimi strzec. Sojusz z Hell Angels oznacza również, że Sons of Silence są naturalnymi wrogami dla różnych mniejszych chapterów.

Początki Sons of Silence sięgają połowy lat 60. „Synowie” powstali w Niwot w stanie Kolorado. Pierwszy zagraniczny oddział założono w 1998 roku w Monachium. Obecnie w Niemczech jest już kilka oddziałów Sons of Silence. Mottem grupy jest łacińska maksyma „Donec mors non separat”, czyli “Dopóki śmierć nas nie rozłączy”.

%d bloggers like this: