11 nieznośnych pytań, które na pewno znasz

Pytania podczas rodzinnych rautów, ale również na postojach w trakcie dłuższych lub krótszych przejażdżek, na stacjach benzynowych, nawet na światłach. Niektórzy chcą wiedzieć jaka to marka, model, ile pali, albo ile kosztował Twój stalowy rumak. Część z tych pytań powtarza się z męczącą częstotliwością. Oto najbardziej oklepane i irytujące warianty. Dopiszcie w komentarzu swoje przykłady!

1. Panie, ile to pociągnie?

Można odnieść wrażenie, że dla postronnych obserwatorów podstawowy parametr motocykla to maksymalna prędkość. W dobie elektronicznych wyświetlaczy nie można spojrzeć na deskę rozdzielczą i samemu sprawdzić, dlatego to pytanie pojawia się dość często. Nie daj Boże jeśli graniczna prędkość motocykla oscyluje poniżej 200 km/h. Twój adwersarz na pewno uraczy Cię wówczas tekstem w stylu: „Oj, to nie za wiele! Mój szwagier/siostrzeniec/brat ma ścigacza i ma drugie tyle!”

2. Ile kosztowała ta bestia?

Pytanie o cenę idzie łeb w łeb z pytanie o maksymalną prędkość. Co ciekawe, nie musisz wcale jeździć nowym Indian Chieftain Elite za blisko 160 tys. złotych. Wystarczy, że zapłaciłeś kilkanaście tysięcy, abyś usłyszał sakramentalne: „Mogłeś za te pieniądze kupić dobry samochód!” W przypadku rodziny, a szczególnie starszych członków rodu, masz dodatkowo gwarantowaną naganę w głosie i pełną dezaprobatę wymalowaną na twarzach nestorów. No bo to przecież nie jest normalne, że ktoś wydaje taką górę pieniędzy na pojazd bez dachu i czterech miejsc dla pasażerów!

Fot. Indian Motorcycle

3. Zobaczysz, w końcu się zabijesz!

To nawet nie jest pytanie, tylko stwierdzenie. Najczęściej pada oczywiście z ust rodziców, dziadków, wujków, ciotek, itd. Do tego dochodzi jeszcze cała litania krwistych przykładów, albo jeden, ale za to konkretny: „Pamiętasz wujka Heńka? No to on miał kolegę i ten kolega też miał taki motor. Zabił się. Prosto w drzewo. Zostawił pięcioro dzieci. A jego Mariola to potem oszalała.”

4. Ile to ma koni?

Pytanie ze strony bardziej zaawansowanych motoryzacyjnie rozmówców, ale możesz być właściwie pewien, że jeśli pod bakiem nie dokazuje Ci 200 kucy, to jesteś leszcz. W tym przypadku znowu gęsto padają przykłady o pociotkach na plastikach, którzy śmigają na bliżej nieokreślonych ścigaczach z setkami koni mechanicznych w ramie. Jak diabły śmigają, nie to co Ty.


BMW Hober Ride Design Concept. Foto: BMW Motorrad

5. Można się przejechać?

Rzadko bo rzadko, ale się zdarza. Szczególnie duże chłopy, które niczego się nie boją i kiedyś tam przejechali się na motorynce kolegi, koniecznie chcą się zmierzyć z mocą Twojego motocykla i przy okazji udowodnić sobie, Tobie i innym, że to pikuś. Sporo takich przypadków możemy potem oglądać w pakietach śmiesznych filmików na jutubie: najczęściej kończą się efektowną glebą lub zderzeniem z jakąś przeszkodą stała lub ruchomą.

6. Ale w deszczu to chyba nie bardzo?

To też właściwie nie jest pytanie, bo towarzyszy mu charakterystyczna mina, która świadczy o tym, że rozmówca już dawno wyrobił sobie zdanie na ten temat. Mówiąc krótko, trzeba być niespełna rozumu, żeby pchać się na deszcz motocyklem. Zazwyczaj adwersarzom jakoś umyka fakt, że padać zaczyna często już w trakcie jazdy i nikt nie pakuje się w nawałnice po to, żeby wyprać podkoszulek i majtki.

Fot. Shoei

7. A dzisiaj to czasem nie za gorąco?

Fakt faktem, że kiedy z nieba leje się żar, a piec w ramie motocykla generuje drugie tyle ciepła, to spodnie motocyklowe, kurtka i kask zamieniają się w piekarniki. Tyle tylko, że to rzeczywistość motocyklisty, której nie da się wytłumaczyć osobom siedzącym w klimatyzowanych domach i samochodach. No bo jak sensownie opowiesz o tym, że wymęczyłeś się, zgrzałeś, ale potem, nie wiedzieć czemu, cieszyłeś jak dziecko z tych godzin jazdy w ukropie?

8. A na jednym kole potrafisz?

Szczególnie młodsze roczniki i bardziej zwariowane uważają, że miarą motocyklisty jest to, czy jeździ po mieście na jednym kole i przynajmniej raz w tygodniu pali gumę generując chmurę jak nieposkromiona przez władze nacja, która beztrosko pali swoje wysypiska śmieci. Niestety nawet wśród motocyklistów jest trochę takie napięcie i niektórzy zawodnicy nie odpuszczą jeśli nie „utrą nosa” konkurentowi na drodze, prezentując mu swoje wheelie.

Foto: motor1.com

9. A do banku organów już się zapisałeś?

Wcześniej czy później jakiś znajomy sprzeda Ci taki tekst. To oczywiście tylko żart, przytyk, więc powiedzmy, że się śmiejemy. Być może to z powodu garstki motocyklowych świrów utarło się, że skoro masz moto, to na pewno jeździsz jak wariant: rozjeżdżasz pieszych na przejściach, urywasz lusterka w samochodach i nagminnie przejeżdżasz na czerwonym świetle. Inna rzecz, że bank organów to wcale nie jest taka głupia sprawa niezależnie od tego czy jesteś motocyklistą, czy nie.

10. To jest Harley?

Ja bardzo proszę! Czy na świecie jest tylko jedna marka produkująca motocykle z rodziny cruiser? A już szczególnie przykro musi być posiadaczom Gold Wingów, których motocykle również bywają mylone z krążownikami fabryki z Milwaukee. Dodajmy, że często nawet mimo tego, że na baku znajdują się literki, które po połączeniu w jeden wyraz wyraźnie wskazują, że mamy do czynienia z Hondą!

Honda Gold Wing 2018. Foto: oliepeli.nl

11. To BMW, czy sam Pan sobie przykleiłeś ten znaczek?

Pytanie wyłącznie do właścicieli BMW. Każdy właściciel jednośladu z logo bawarskiej firmy zetknął się z tym zapytaniem, a jeśli nie, to na sto procent jeszcze je usłyszy. Nawet jeśli spokojnie tłumaczysz i wyjaśniasz, dlaczego to nie jest Honda lub Yamaha, na koniec i tak czekaj na komentarz w stylu: „No tak, ale od kiedy to BMW robi motocykle?”

%d bloggers like this: