Dwadzieścia lat zbierania i pół setki motocykli w garażu. Moto Wiewióry nie zamierzają przestać

Czy blisko pięćdziesiąt motocykli to już kolekcja? My uważamy, że tak, dlatego rozmawiamy z Maćkiem (Moto Wiewióry), który opowiada o swojej pasji do dwóch kółek, pracy, zarobkach i… życiu.

 

Inforiders.pl: To ile masz tych motocykli? I co to są właściwie Moto Wiewióry?

Maciek: Ile motocykli? Hmm… Aktualnie około pięćdziesiąt sztuk, chociaż miewałem już więcej. Moto Wiewióry to ja i Agnieszka, czyli moja dziewczyna, a zarazem kompan wszystkich podróży. A czemu wiewióry? To było w pewnym sklepie, gdzie byliśmy na zakupach. Agnieszka biegała między regałami z ciuchami to tu to tam, więc powiedziałem jej: “Co tak wybiórczo oglądasz?” Ona na to: “Wiewiórczo!” No i tak została “wiewiórem” (śmiech).

fot. Moto Wiewióry

Chciałem żeby to ona wymyśliła nazwę. To miało być coś od niej. Doszliśmy do wniosku, że “Moto Wiewióry” to całkiem niezła nazwa, na wesoło. I tak zostało. Jest śmiesznie i tak ma być, a my stanowimy zgrany team wariatów lubiących motocykle.

Zanim oficjalnie stałeś się jednym z dwójki “Wiewiórów” motocykle jakoś pojawiły się w Twoim życiu. Ale to musiało być o wiele wcześniej, tak?

Masz rację. Zacząłem już w pierwszej klasie gimnazjum od Junaka przywiezionego na wózku, w częściach…

fot. Moto Wiewióry

Tego Junaka masz do dziś? Skoro zacząłeś będąc dzieciakiem, musiałeś mieć zgodę rodziców na zamianę swojego pokoju garaż? Skąd brałeś fundusze?

Tak! Junak do dziś jest ze mną i mam nadzieję, że nigdy nie zmieni właściciela. Jeżeli chodzi o rodziców, nie mieli nic przeciwko. Żeby zdobyć pieniądze na części, pracowałem w wakacje. Coś tam dostawałem od rodziców i dziadków. Ale zdradzę, że tego Junaka reaktywowałem przez długie cztery lata, chociaż międzyczasie pojawiały się kolejne motocykle.

A druga „motowiewióra”, czyli Agnieszka, pomaga Ci podczas renowacji motocykli?

Pomaga mi przy różnych pracach, jeśli tylko ma chwilę. Sama nauczyła się jeździć, aktualnie pomyka na fajnym egzemplarzu WSK Kos.

fot. Moto Wiewióry

Które motocykle, egzemplarze, najbardziej cenisz w swojej kolekcji?

Bardzo cenię właśnie tego pierwszego Junaka, który jest już ze mną tyle lat. Obecnie dobijam do trzydziestki, a ten motor to taki mój symbol upartości w dążeniu do celu. Mimo wielu przeciwności i kłopotów podczas renowacji, udało się ją dokończyć.

Właściwie to każdy motocykl z mojej kolekcji jest wyjątkowy i ma w sobie coś, co budzi we mnie pozytywne emocje. Aktualnie jednym z najładniejszych, jak dla mnie, jest egzemplarz Hondy CB 650. Moto jest zachowane w oryginale i na żywo robi wielkie wrażenie. Dużo chromu w połączeniu z lakierem – błyszczący czerwony metalik – wszędzie robi furorę.

fot. Moto Wiewióry

Innym pięknym motocyklem, który posiadam, jest Honda CB 750 Four K2. Mój egzemplarz wymaga całkowitej renowacji, ale to niezwykła maszyna i nawet sterana życiem ma w sobie to “coś”.

Cenisz wszystkie swoje motocykle, ale czy pozbywasz się czasem, sprzedajesz jakiś egzemplarz?

Niestety bywa, że jestem zmuszony sprzedać jakiś motocykl by kupić inny, według mnie ciekawszy. Każdorazowo przychodzi mi to z wielkim trudem, bo każda z tych maszyn ma swoją niepowtarzalną historię, opowieść i związane z nią, moje własne wspomnienia. To trochę jakby oddawać kawałek siebie, jeśli wiesz o co mi chodzi.

fot. Moto Wiewióry

Też sprzedawałem kiedyś swojego starego, dwukołowego druha, więc pamiętam, jak to doskwiera. Przy okazji powiedz nam jeszcze skąd bierzesz części do motocykli? Część z nich to przecież zabytki motoryzacji, które same są dość rzadkie, nie mówiąc o elementach do nich.

Części do motocykli, do których ciężko cokolwiek zdobyć, szukam po całym świecie. Wszelkie portale aukcyjne, grupy zainteresowań, fora, znajomi. Również bazar motocyklowy w Łodzi odwiedzam bardzo regularnie. Często trzeba dzwonić, pytać.

Niekiedy dostaniesz numer do kogoś, ten ktoś daje ci telefon do jeszcze innej osoby. Tak po nitce do kłębka dochodzisz do fanta, którego potrzebujesz. Ale to ani nie jest proste, ani tanie. Nieraz bywa, że czekam na jakiś element kilka miesięcy. Albo i dłużej.

fot. Moto Wiewióry

Który z Twoich motocykli jest najstarszy rocznikowo?

Najstarszym kompletnym motocyklem jest Jawa 250 353/04 z 1958 roku oraz Junak z 1959 roku. Po tych dwóch egzemplarzach, kolejne moje cuda, to już lawina dat i wspomnień.

Wychodzi na to, ze spędzasz sporo czasu przy motorach i niemało Cię to kosztuje. Możesz nam powiedzieć, czym się zajmujesz na co dzień? Gdzie pracujesz?

fot. Moto Wiewióry

Pewnie Cię to zdziwi, ale pracuję jako sanitariusz w szpitalu wojewódzkim w Płocku. Inaczej mówiąc, nie mam wielkich kokosów. Zarabiam nieco ponad 1700 złotych na rękę. Tyle dobrego, że praca na zmiany pozwala mi dorabiać w różny sposób, na przykład kosmetyką, praniem tapicerek aut.

Jak oceniasz polskie motocykle na tle innych marek? I nie mam na myśli dzisiejszej, chińskiej produkcji.

Od polskich motocykli zaczęła się moja przygoda. Junak był pierwszym motocyklem, który odrestaurowałem, a na wuesce uczyłem się jeździć, więc pozostaną na zawsze w moim sercu. Polskie motocykle są piękne, nie brak im szyku i tego czegoś, co każdy motocykl powinien mieć, a trudno to wyrazić słowami.

Jednak rodzime konstrukcje są zawodne, niedopracowane. Szanuje je, będą w mojej kolekcji i zawsze chętnie na nie wsiądę, bo to totalnie inne wrażenia z jazdy niż obcymi motocyklami, na przykład japońskimi.

fot. Moto Wiewióry

Na obronę naszych maszyn dodam, że takie były czasy, ustrój, brak materiałów i wszystkiego dookoła. Dlatego polska motoryzacja stanęła w miejscu. W latach 70. w Japonii królowała juz CB 750 Four. U nas w tym czasie szczytem marzeń była wueska z dwusuwowym silnikiem. Obcuje na co dzień z rozwiązaniami polskimi i japońskimi, więc ciągle doświadczam tych różnic.

Oczywiście chylę czoła dla pomysłowości i precyzji wykonania motocykli japońskich tamtych czasów, chociaż kiedyś nie chciałbym o tym słyszeć. Dziś, po kilkunastu latach przygody z motocyklami, przyjąłem to do wiadomości, ale jak mówię, ta dominacja nie wynikała z tego, że nasi inżynierowie byli gorsi. Takie były czasy i okoliczności.

Powiedz nam jeszcze, czy praca w szpitalu w jakiś sposób połączyła się kiedyś z motocyklami? Na przykład dostałeś cynk od pacjenta o starym motocyklu stojącym gdzieś na wsi?

fot. Moto Wiewióry

Nie mam żadnej takiej historii o dziadku, który zdradził mi sekret motocykla pozostawionego przez Wehrmacht, sorry (śmiech). Jak mówiłem, w poszukiwaniach najczęściej pomagali mi znajomi moich rodziców i rodzina. Później sam zacząłem jeździć po złomowiskach, rozpytywać ludzi gdzie się da.

Dziś jest z tym bardzo ciężko, no i ludzie nie chcą niczego sprzedać. Najczęściej słyszę coś w stylu: „Panie, co pan! Wnuczek chodzi do technikum mechanicznego i on odnowi ten motocykl na błysk!”. A jak już się coś trafi, to z kolei cena jest zaporowa i motocykl wymaga totalnej renowacji oraz uzupełnienia braków. W dobie Internetu ciężko już o okazje na wsiach. Aktualnie miejscem do polowania za nowymi kąskami jest właśnie Internet.

Działasz razem z Agnieszką. Ktoś Ci jeszcze pomaga?

fot. Moto Wiewióry

W tym wszystkim rzeczywiście nie jestem sam. Skłamałbym że robię wszystko samodzielnie. Agnieszka, moja lepsza połowa, zarażona moim uzależnieniem do motocykli, dzielnie mnie wspiera i znosi moją obsesję. Myślę sobie, że sama też już jest trochę zarażona (śmiech).

Bardzo jej za to dziękuję, bo wiem ze niej jest ze mną lekko. Motocykle to nieuleczalna choroba. Kolejną osobą, moim mentorem, przyjacielem i wielką pomocą przy renowacjach, jest mój kolega Robert. Przy nim wiele się nauczyłem chociaż on i tak powie, że wciąż nic nie wiem (śmiech). W sumie ma rację, bo do jego wiedzy i znajomości tematu jeszcze mi daleko. Cenię go, bo nikt inny nie ma tyle cierpliwości do motocykli. Wspólnie pracujemy nad każdym jednośladem, często do późnych godzin nocnych.

fot. Moto Wiewióry

Jakie masz plany na przyszłość?

Plany na przyszłość… Oczywiście poszukiwania kolejnych cudeniek. Chciałbym też na 100 procent odrestaurować wszystkie motocykle, które już mam, żeby w pełni cieszyć się całą kolekcją. Marzeniem byłoby stworzenie własnego muzeum, w którym mógłbym pokazywać ludziom swój zbiór.

A masz jeszcze jakieś modele, motocykle, które chciałbyś zobaczyć w swojej kolekcji?

fot. Moto Wiewióry

Jasne! Numer jeden to Honda CBX 1000. To przepiękny 6-cylindrowiec Japończyków. Zaraz za nimi Honda Gold Wing, potem Yamaha TX750, XS650 i BMW R 80 bądź R100. I jeszcze AWO Simson Sport. Wiele motocykli chodzi mi po głowie (śmiech). Niestety fundusze są ograniczone, no i pomału dociera do mnie, że jeszcze kilka, jeśli nie kilkanaście lat, może zająć mi praca przy tych maszynach, które już zgromadziłem.

Życzymy Ci zatem, aby Moto Wiewióry dobiły do setki motocykli, łącznie z wymarzonymi. I żebyś zdążył wszystkie dopracować do ostatniej śrubki!

Dzięki, pozdrawiam wszystkich wielbicieli motocykli i zapraszam na nasz motowiewiórczy profil na Facebooku.

fot. Moto Wiewióry
%d bloggers like this: