5 rzeczy, których ludzie nie wiedzą o jeździe na motocyklu

Wszyscy, którzy regularnie jeżdżą w siodle motocykla, odpowiadali kiedyś na pytania rodziny, znajomych, a czasem zupełnie obcych ludzi. Jak to jest? Ile pojedzie ten motocykl? Gdzie na nim byłeś? Ile lat jeździsz? Pytań jest wiele, a podczas tych rozmów zdajesz sobie przy okazji sprawę, jak wiele łączy Cię z motocyklem oraz… że nie wszystko jest takie super.

Słońce i ciepło wcale nie są takie cudowne

To oczywista prawda, że lepiej jeździć podczas ładnej pogody, niż kiedy niebo jest szarobure i pada deszcz. Ale słoneczko i upały każdemu motocykliście dają się mocno w kość, szczególnie kiedy masz sobie wzmocnioną kurtkę, długie spodnie z protektorami, rękawiczki i kask – czyli standardowe wyposażenie motocyklisty.

fot. pixabay.com

Oczywiście możesz otworzyć wszystkie wloty powietrza w kasku, zdjąć wewnętrzną warstwę kurtki, wybrać lżejsze i wentylowane rękawice, ale powiedzmy sobie szczerze, nie uciekniesz przed powolnym gotowaniem się we własnym sosie.

Dodatkowo, gdy słońce pali bez pardonu, wszystko wokół staje się gorące, a zwłaszcza siedzisko motocykla, rozpalając do czerwoności zakończenie twoich pleców i dodając ciepełko do fali żaru bijącej od silnika (halo nakedy), wydechów i innych grzejników. Słońce podgrzewa również asfalt, który wypromieniowuje ciepło do góry i tym samym dba, abyś był równo upieczony od góry, pośrodku i od dołu.

Trenujesz nawet jeśli tego nie chcesz

Patrząc na sylwetki niektórych motocyklistów, można by się z tym poglądem spierać, ale jazda na motocyklu jest wymagająca również dla naszego ciała. Ciśnienie wiatru sprawia, że ciało ciężko pracuje, szczególnie na autostradach i kiedy nie kryjesz się za sięgającymi czubka głowy owiewkami. Na dodatek motocyklista musi się nie tylko trzymać, ale równocześnie dawkować gaz, hamować i manewrować pojazdem.

fot. pixabay.com

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że czym szybciej jedziesz, tym więcej uwagi wymagają Twoje działania, a to jest wyczerpujące również psychicznie. Kilka godzin jazdy samochodem, a kilka godzin jazdy motocyklem, nawet jeśli to nie jest BMW S1000 RR, to zupełnie inna bajka, i zsiadając z motocykla jesteś o wiele bardziej wypompowany. Takie są fakty.

To skomplikowane

„Och, jaki piękny dziś dzień! Pewnie przyjechałeś na motocyklu?” – Znacie to pytanie, kiedy nagle pojawiacie się gdzieś w towarzystwie? Otóż nie przyjechałeś na dwóch kołach i dlatego zaczynasz się usprawiedliwiać, dlaczego nie cieszysz się z jazdy na moto jak rasowy motocyklista z krwi i kości, tylko przyjechałeś tramwajem, a nie daj boże samochodem. A teraz niezafałszowana odpowiedź pod tytułem: „Dlaczego tak się stało?”.

Fot. Indian

Powodów jest kilka. Musisz ubrać ciuchy motocyklowe, przełożyć dokumenty i kilka innych drobiazgów do moto kieszeni, następnie iść do garażu, skontrolować, choćby i pobieżnie, stan motocykla, wyciągnąć kask, rękawiczki, wytoczyć maszynę przed wejście, w niektórych wypadkach odkręcić kurek, a we wszystkich jeszcze raz skontrolować czy wszystko masz na sobie i ze sobą. Wreszcie odjeżdżasz. Po mniej więcej kwadransie. Do samochodu wsiadasz i jedziesz. Wszystko zajmuje góra dwie minuty. Proste? Proste.

Kobiety motocyklistki mają jeszcze gorzej, bo musza przerzucić połowę zawartości torebki do torby motocyklowej. A przecież na tym nie koniec. Kiedy dotrzesz do celu, nie pozbędziesz się po prostu swojego ekwipunku. Dalej zostajesz w ciężkich spodniach z protektorami, masz kask, rękawice, niekiedy gogle – nie zawsze można gdzieś to upchnąć, okoliczności są różne.

Coś swędzi

Na pewno znasz to uczucie. Prawie nigdy ognisko swędzenia nie znajduje się w łatwo dostępnym miejscu. Na pewno poczujesz, że musisz się podrapać w okolicach pięty zakrytej wysokimi motocyklowymi butami, albo na plecach, za łopatką, gdzie bez problemu sięgają jogini, ale raczej nie Ty, szczególnie przez skórzaną kurtkę.

fot. pixabay.com

Nie możesz sięgnąć do tego miejsca, więc pozostaje Ci opanować swojego wewnętrznego Jedi i nie pozwolić, aby swędzenie Cię definiowało.

Kurz, pył i robaki

Ile razy dostałeś czarna chmurą sadzy z miejskiego, zdezolowanego autobusu? Jak często wąchałeś spaliny przebijając się przed korek, albo masowałeś policzek po uderzeniu kamyczka żwiru, który wyskoczył spod kół innego pojazdu? Tysięcy much, pszczół i innego robactwa nawet nie liczę.

fot. pixabay.com

To może nieduży problem, ale oddychającym filtrowanym powietrzem samochodziarzom nie przyjdzie nawet na myśl, że to też część motocyklowej zajawki, a Ty przecież nie będziesz skarżył się na takie drobiazgi. To nie znaczy jednak, że one znikną i że nie są uciążliwe, a niekiedy po prostu wkurzające.

Co byście jeszcze dodali do nasze listy?

%d bloggers like this: