Royal Enfield uruchamia w macierzystym kraju program dla klientów. Chodzi o to, aby zobaczyli na własne oczy linię montażową. Tylko po co?

Poza Indiami Royal Enfield trafia głównie do wielbicieli marki, którym mnie przeszkadza zaledwie 500 cm3 pojemności i technologia z lat 50.

Innymi słowy Royal Enfield jest jak Harley-Davidson z lat 70. Uwielbiasz go, bo go kochasz. Racjonale myślenie odpada. Wada dawnej brytyjskiej marki jest równocześnie jej zaletą. Kupując ten motocykl wiesz, że nie spotkasz go na każdym skrzyżowaniu w mieście, podobnie jak maszyny marki Moto Guzzi, Norton, czy Ural.

Fot. materiały prasowe

Na Starym Kontynencie jest rzadki, ale nie w Indiach. W dwóch ogromnych fabrykach w Chennai Enfield produkuje 60 000 motocykli miesięcznie. Łączna produkcja wszystkich typów maszyn to ponad 800 000 silnikowych jednośladów. Dodajmy jeszcze, że największą popularnością w kraju produkcji cieszy się model Classic o pojemności 350 cm3.

Royal Enfield Classic 350 Redditch Blue. Fot. royalenfield.com

Royal Enfield postanowił uruchomić program umożliwiający klientom przyjrzenie się produkcji ich motocykli. Akcja ma pomóc stworzyć i utrzymywać lokalność wobec marki wśród kupujących. Inną zaletą wprowadzenia klientów do fabryki ma być przejrzystość – producent nie zamierza kryć się z żadnym etapem produkcji, a dzięki temu wzbudzić zaufanie do swoich produktów.

Royal Enfield Thunderbird. Fot. Royal Enfield

Swoją drogą coś w tym pomyśle rzeczywiście jest. Jeśli moglibyśmy osobiście zobaczyć od A do Z produkcję naszych motocykli, nie tylko zyskujemy przekonanie co do jakości wykonania, rzetelności budowy i złożenia motocykla, ale budujemy zaufanie do marki. Szkoda, że ten pomysł nie jest u nas  możliwy do zrealizowania. Przecież nie pojedziemy oglądać składanie Junaka czy Rometa do Chin.

%d bloggers like this: