Harley-Davidson odbija się od dna? Za horyzontem kryją się nowe zagrożenia

Harley-Davidson ma za sobą kila ciężkich lat z malejącą sprzedażą, udziałem w rynku i innymi powodami, które już omawialiśmy. Być może zła passa jednak się kończy, bo Harley odnotował wzrost przychodów o 2,4 procent w pierwszym kwartale 2018 roku. Z pewnością są to dobre wieści, tym bardziej jeśli porównać dane z początku 2017 roku, kiedy spadek wyniósł ponad 14 procent.

To świetnie, ale dane porównawcze dotyczą oczywiście 2016 roku, zatem jeśli weźmiemy poprawkę na aktualny wzrost, Harleyowi-Davidsonowi nadal zostaje do odrobienia ponad 10 procent strat. Wprawdzie dochody wzrosły, acz nieznacznie, w porównaniu do ubiegłego roku, ale dostawy nadal dołują. Tendencja się nie zmienia i nie wykazuje oznak spowolnienia.

Fot. pixabay.com

W porównaniu do pierwszego kwartału 2017 roku, w okresie od stycznia do marca 2018 roku nastąpił spadek sprzedaży o 9,6 procent. To możliwe mimo wzrostu dochodów, ale nie będziemy wnikać w te kwestie, aby nie zaciemnić wywodu. W każdym razie Harley próbuje dokonać zmian – usprawnić i zoptymalizować produkcję. W 2018 roku firma zainwestowała także mocniej w marketing i rozwój produktu, mając nadzieję na przyciągnięcie nowych klientów.

Harley nadal przewiduje, ze dostawy w bieżącym roku wyniosą od 231 000 do 260 000 motocykli. Firma planuje znaleźć nabywców na 67 500 – 72 500 motocykli w drugim kwartale 2018, co w porównaniu do 2017 roku i tak oznacza spadek o 11-14 procent. Gigant z Milwaukee nadal optymistycznie ocenia drugi kwartał roku prognozując wzrost dostaw o około 12 procent, chociaż nawet jeśli zrealizuje własne, całoroczne plany, będzie to oznaczać spadek o 2 do 4 procent w skali 12 miesięcy.

Według analityków rynkowych prognozy Harleya są prawdopodobne, natomiast specjaliści przewidują spadek przychodów o 5,7 procent w trzecim kwartale i 10 procent w czwartym.

Fot. materiały prasowe

Istnieje kilka czynników, które mogą znacząco zaważyć na ogólnym sukcesie lub dalszych lata passy H-D, w tym takie wydawałoby się niezwiązane bezpośrednio kwestie, jak ceny stali, materiałów i siły dolara amerykańskiego. Na rosnącym rynku pojazdów używanych, presji ze strony konkurencji i oczekiwanych spadkach zainteresowania motocyklami z silnikami spalinowymi, Harley-Davidson musi nieźle się gimnastykować, aby podołać wszystkim wyzwaniom.

Dodajmy do tego, że przez ostatnie kilka lat marże Harleya stale spadały, a w oparciu o aktualne dane liczbowe i prognozy na przyszłość, nie wydaje się, aby ta tendencja uległa zmianie. Co gorsza, negatywne oddziaływania są co raz mocniejsze, a więc zegar tyka i Harley-Davidson musi zdawać sobie z tego sprawę.

Przy okazji warto jeszcze zwrócić uwagę na nadchodzący problem Euro 5, tym bardziej w aspekcie pogromu, jaki dokonał się z powodu restrykcyjnej normy Euro 4, która odesłała na wieczne odpoczywanie wiele świetnych modeli motocykli i podbiła ceny pozostałych. Euro 5 zacznie obowiązywać w 2020 roku, ale to oznacza, że już dziś producenci muszą się gimnastykować, aby nowej normie sprostać.

Fot. Harley-Davidson

Euro 5 może doprowadzić do zmiany starych silników w linii Sportster. Oczywiście problem nie dotyczy USA, ale Europa jest drugim największym rynkiem H-D i dlatego amerykańska firma musi podjąć odpowiednie działania, aby móc dalej sprzedawać motocykle na Starym Kontynencie.

Co ciekawe, w rzeczywistości seria Sportster, najprawdopodobniej najlepiej sprzedających się motocykli Harleya, jest napędzana przez najstarsze silniki marki. Platforma Sportster jest jednak wciąż popularna i lukratywna dla H-D dzięki wielu wariantom motocykli, który ma dwa silniki i dwie opcje podwozia do wyboru.

Czy Harley-Davidson będzie próbował przerobić stare silniki, aby sprostały nowej normie Euro 5? To prawdopodobne, ale możliwe są także inne ruchy amerykańskiego giganta. Przede wszystkim H-D może odnieść znaczną korzyść dzięki nowym silnikom, lepszej wydajności i gruntownej przebudowie, co uatrakcyjni serię Sportster w oczach młodszych grup demograficznych.

Fot. Harley-Davidson

Nie jest tajemnicą, że baza klientów Harleya się starzeje, zresztą dzieje się tak od wielu lat, a H-D zdaje sobie z tej tendencji doskonale sprawę. Dane sprzedażowe przedstawione powyżej mówią same za siebie, a analitycy wciąż wskazują, że producent musi znaleźć drogę do serc młodych motocyklistów.

Zmiany już się dokonują, choćby za sprawą elektrycznego H-D, który ma trafić na rynek w połowie 2019 roku. Livewire wciąż jest jednak za konkurencją pod względem wydajności (zasięgu), a jeśli cena nie będzie odpowiednia, najprawdopodobniej nie uda się przyciągnąć młodych riderów, których H-D potrzebuje jak ryba wody. Poza tym rynek jednośladów na baterie nadal jest pewną niewiadomą.

Harley wciąż może zachować swój klasyczny styl i atmosferę, z której słynie, oferując jednocześnie nowoczesne, niedrogie maszyny, które młodzi klienci (i nie tylko) mogliby uznać za pociągające. Musi się dostosować, zmienić i ewoluować, aby nie spotkał go upadek podobny do Nokii. Wielkość nie trwa wiecznie, szczególnie w czasach tak trudnych dla starych firm ze względu na postęp technologiczny. Wielkość wymaga ewolucji. Tego samego potrzebuje Harley-Davidson.

%d bloggers like this: