Czy elektryczne samochody i motocykle rzeczywiście są takie ekologiczne?

Elektryczne pojazdy mają być po pierwsze remedium na podstępującą degradację środowiska, w tym zanieczyszczenie powietrza, ale ostatnie badania przeprowadzone przez Amerykanów i opublikowane na łamach „The American Economic Review”, oraz testy niemieckiego atumobilklubu ADAC zrzeszającego ponad 17 mln członków, w tym ponad 1,5 motocyklistów, dowodzą, że to mit.

H-D LiveVire. Foto: Harley-Davidson

Zespół naukowców z Uniwersytetu Karoliny Północnej zbadał rozkład zanieczyszczeń powietrza z samochodów w kilkudziesięciu stanach USA. Wyniki były zaskakujące, bo okazało się, że elektryczne napędzane pojazdy są odpowiedzialne za większe zanieczyszczenie powietrza w rejonach, gdzie zielona energia ma spory udział w liczbie jeżdżących po drogach pojazdów. Wyjaśnienie jest proste.

Energia elektryczna niezbędna do ładowania akumulatorów nie bierze się znikąd, tylko z elektrowni. Na obszarach gdzie elektrownie są opalane węglem, większy udział pojazdów elektryczny oznacza większe zapotrzebowanie na prąd, a zatem większe spalanie węgla i w konsekwencji zanieczyszczenie powietrza. A przecież jesteśmy dopiero na progu zielonej rewolucji…

Dodajmy jeszcze, że w Polsce głównym źródłem energii wciąż jest węgiel kamienny. Szacuje sie, że energia pochodząca z innych źródeł, w tym elektrowni wiatrowych, to zaledwie ok. 10 procent, reszta to czarne złoto, którego proces spalania ma katastrofalny wpływ na jakość powietrza, którym oddychamy.

H-D LiveVire. Foto: Harley-Davidson

Do Amerykanów dołączyli ostatnio Niemcy, a dokładnie Instytut badań nad Środowiskiem i Energią w Heidelbergu, którego naukowcy wraz z członkami ADAC zbadali poziom emisji tlenku węgla w pojazdach. Nie ograniczyli się jednak wyłącznie do spalin, ale wzięli pod lupę cały proces, który prowadzi ostatecznie do uruchomienia pojazdu i włączenia się do ruchu.

Efekty badań zaskoczyły samych naukowców. Będące ostatnio w defensywnie, wyrzucane z centrów miast diesle, okazały się najczystsze, jeśli uwzględnić cały proces produkcji. Pojazdy elektryczne, niemal bezgłośne i nie pozostawiające za sobą chmury spalin, wymagają zastosowania potężnych baterii, których wytworzenie dla jednego elektrycznego samochodu oznacza podobną emisję CO2, jak w silniku spalinowym używanym przez 2,5 roku! Dodajmy, że mówimy o średnim aucie, a nie supersamochodach Tesli, dla których ta wartość jest znacznie wyższa : 5 lat, a nawet 8 lat!

H-D LiveVire. Foto: Harley-Davidson

Elektryczna rewolucja może oznaczać, że ostatecznie wszyscy się podusimy, chyba że wrócimy do sedna problemu, czyli zielonych źródeł energii, których rozwój jest ważniejszy niż elektryczna ofensywa producentów pojazdów. Niestety wiatrak na polu nie robi takiego wrażenia jak supersamochód Tesli. Tym bardziej nudna hydroelektrownia…

%d bloggers like this: