Komisja Europejska chce dodatkowych ograniczeń prędkości uzależnionych od… pogody

Według założeń unijnych analityków w 2017 roku na drogach UE miało być najwyżej 17 tys. ofiar wypadków. W rzeczywistości zginęło ponad 25 tysięcy osób, a to oznacza, że konieczne są kolejne obostrzenia dla kierowców.

Na razie działania urzędników UE ograniczają się do rekomendacji dla państw członkowskich, zawarte w raporcie podsumowującym sytuacje na drogach w 2017 roku. Chodzi między innymi o różne limity prędkości w zależności warunków atmosferycznych lub od pory roku.

Ma to oczywiście pewne uzasadnienie, bo rzeczywiście czymś innym jest zakręt na drodze podczas słonecznego dnia w lipcu, a zupełnie inaczej sprawa wygląda grudniu na tej samej drodze pokrytej lodem i śniegiem.

Fot. materiały prasowe

Podobnie jazda z maksymalną dozwoloną prędkością podczas deszczu jest bardziej niebezpieczna niż gdy droga jest sucha. Chodzi o zjawisko aquaplaningu, ale również pogorszonej widoczności i różnic w prędkości poruszania się pojazdów.

Czy takie pomysły mają sens? Pory roku nie zmieniają się tak, jak mamy zapisane to w kalendarzu. Pierwszego dnia wiosny i kolejnych tygodniach mogą zdarzyć się zarówno warunki niemal letnie, jak i prawie zimowe. To oznacza, że pojazdy musiałby poruszać się o wiele wolniej w sytuacji, gdy wcale nie zachodzi taka potrzeba.

Problematyczne byłoby również zmuszanie kierowców do dodatkowych ograniczeń w przypadku pogorszenia pogody. Kto by decydował o tym, że pogoda jest zła? Jak miałoby to być realizowane? Czy mały deszczyk to już znak, że trzeba zdjąć nogę z gazu?

Trudno sobie wyobrazić, jak ten system miałby działać, natomiast na pewno byłoby to świetne pole do popisu dla policji i nowego sposobu na mandaty, bo „przecież padał deszcz, a pan dalej jechał 80 km/h zamiast 50 km/h”.

%d bloggers like this: