WMS 2018. Jak wypadła impreza we Wrocławiu?

We Wrocławiu nie dopisała pogoda, ale za to wewnątrz Hali 100-lecia było gorąco. Co warto było obejrzeć, co się nam nie spodobało?

Yamaha

Stoisko Yamahy zajmowało sporą część centralnej przestrzeni Hali 100-lecia. Fani japońskie marki mogli obejrzeć wiele nowości, w tym Tracera 900 GT, MT 07 w wersji na 2018 rok, MT 09 SP, oraz małego ale żywiołowego X-Maxa 125. Główne miejsce strefy Yamahy zajmował jednak oblegany Nikken, czyli trójkołowiec, który ma otworzyć zupełnie nowy rozdział historii tych konstrukcji.

Yamaha Niken. Fot. Inforiders.pl

Dlaczego? Bo to pierwsza tego typu konstrukcja, która ma trafić w gusta i serca tych samych motocyklistów, którzy kochają wyścigi Superbike i szybką, agresywną jazdę. Czy tak się stanie? Zobaczymy. Yamaha we Wrocławiu wygrywa za sprawą ludzi, którzy reprezentują w stolicy Dolnego Śląska japońską markę. Nikt się nie przemknie, jeśli nie zamieni z nimi choćby kilku słów ;).

Triumph

Stoisko Triumpha może nie dominowało, ale trzeba przyznać, że prezentowało się szalenie elegancko, bo też maszyny brytyjskie marki są po prostu bardzo klimatyczne. W tej nieoficjalnej kategorii prym wiedzie na pewno Bonneville, którego we Wrocławiu można było zobaczyć również w mrocznej wersji Black droższej o 2400 zł, ale za to bardzo groźnej.

Triumph Bonneville. Fot. Inforiders.pl

Naszą uwagę przykuł również Spedmaster, który zmartwychwstał w 2002 roku i radzi sobie co raz lepiej. Ten średniej wielkości cruiser napędzany jest tym samy równoległym twinem, który sprawdził się w Bonneville, Thruxtonie i Scramblerze. To sprawia, że mógł stawać obok Sportstera od Harleya-Davidsona, chociaż mimo szlachetnej linii, nie zdołał konkurować z amerykańskim motocyklem na gruncie estetyki i wyglądu.

Triumph Spedmaster. Fot. Inforiders.pl

Z klasyków warto było obejrzeć również Street Triple w mniejszym wariancie 765. Do wyboru są trzy takie maszyny, czyli S, R i RS, które różnią się mocą i momentem (S generuje 115 KM, R 118 KM, a RS 125 KM), oraz wariantami zawieszenia, amortyzatorami i trybami jazdy (od 2 w S do 5 w RS).

Triumph Street Cup. Fot. Inforiders.pl

Dla amatorów bezdroży przygotowano nowego Tigera 1200, który przeszedł szereg poważnych zmian, łącznie z aktualizacją silnika. Również jego mniejszy brat, wersja 800, pojawił się w najnowszym wydaniu.

BMW

BMW miało we mieście stu mostów aż dwa duże stoiska, co było chyba lekką przesadą. Tak bywa, kiedy w jednej aglomeracji jest dwóch lub więcej przedstawicieli marki. Naszą uwagę przyciągał jak magnes potężny Grand America. Kiedy BMW Motorrad zaprezentowało model K 1600 B w październiku 2016 roku, motocykl z miejsca zainteresował wielbicieli dwóch kółek, zresztą nie tylko baggerów, bo BMW opracowało bardziej klasyczną koncepcję tego stylu. I bardzo dobrze.

Grand America. Fot. Inforiders.pl

Motocykl wyposażony jest w silnik o pojemności 1649 cm3, który wytwarza 160 KM przy 7759 obr./min. BMW celuje w klientów, którzy do tej pory kochali Hondę Gold Wing FB6 oraz bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych rynek baggerów.

Fot. Inforiders.pl

Na przeciwnym biegunie znalazł się malutki GS 310, czyli pierwsze BMW poniżej 500 cm3. O tym motorku pisaliśmy już wielokrotnie, choćby ze względu na jego indyjskie korzenie. Bardziej ciekawią nas plotki o kolejnym maluchu w ofercie BMW, miniaturowej wersji R 1200 GS Adventure. Ale to wciąż tylko plotki.

Honda

Marka z Minato chwaliła się głównie rodziną CB z nowymi CB 125 i CB 300, przeznaczonymi dla posiadaczy „lżejszych” wariantów motocyklowego prawa jazdy. Przy okazji wyjaśnijmy, że CB Hondy to po prostu „City Bike”, natomiast CBR to skrót od „City Bike Racer” (lub Racing).

Honda CB125R Neo Sport Cafe. Fot. Inforiders.pl

Mniejsze maszyny kryły się w cieniu nowego wydania Africa Twin Adventure Sport, najnowszej odsłony X-ADV oraz ulepszonej Hondy NC750X. Africa Twin Adventure Sport w wersji ABS DCT 2018 w salonach kosztuje 69 000 zł. Motocykl ma zbiornik paliwa o dużej pojemności, długi skok zawieszenia zapewniający wysoki prześwit oraz skuteczniejsze zabezpieczenia przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.

CBR Fireblade. Fot. Inforiders.pl

Elektronicznie sterowana przepustnica ma 3 tryby jazdy — oraz dodatkowy tryb G do jazdy w terenie i szereg innych innowacyjnych funkcji umożliwiających jeszcze dalsze  podróże. Dodatkową atrakcję stanowi specjalne malowanie motocykla, aby uczcić i upamiętnić jego 30. rocznicę.

Oczywiście musieliśmy zatrzymać się również przy Fireblade. Motocykl okryto “kołderką” żeby się broń Boże nie zakurzył. Szkoda, że nie można było dosiąść tego ognistego ostrza.

Podsumowanie. Czego zabrakło?

We Wrocławiu najbardziej zabrakło nam… innych marek! Gdzie KTM, który był już przecież gościem wcześniejszych edycji. Gdzie Ducati, Kawasaki i Suzuki? Co z Junakiem i Rometem, czyli „naszymi” markami, które zawsze przyciągają rzesze widzów?

Również stoiska Harleya-Davidsona i Indiana były raczej symboliczne, ponadto Indian prezentował maszyny Victory, czyli marki, którą Polaris zamknęło rok temu. Oczywiście jest to jakaś ciekawostka historyczna, tylko właściwie… Po co?

Boks Unikat Motorworks. Fot. Inforiders.pl

Wyraźniej skromniej prezentowały się natomiast boksy i stoiska, które znajdują w galerii otaczającej główną halę. Oczywiście była i policja ze swoim Harleyem-Davidsonem, który patroluje ulice Rzeszowa, było nieco oldtimerów, ale kuluary na pewno nie stanowiły takiej atrakcji, jak w poprzednich latach.

Duży plus należy się natomiast za spotkania i wywiady towarzyszące Wrocław Motorcycle Show. Większość z nich prowadziła Anna Jackowska, która na wrocławskiej imprezie pojawia się po raz kolejny. W ramach akcji „Kobieta na Motocyklu” i współpracy z Yamaha Motor podróżniczka wyrusza w połowie kwietnia do Japonii, natomiast we Wrocławiu mogliśmy usłyszeć o jej wcześniejszych eskapadach. Ania prowadziła również rozmowy z pozostałymi gośćmi WMS 2017, m.in. Kingą Tanajewską i Teresą Chudecką.

Fot. Inforiders.pl

Wrocław Motorcycle Show to nadal świetna impreza, natomiast żeby nie straciła na impecie, potrzebuje więcej różnorodności wiodących marek. Na pewno nie jest też lekko wpasować się WMS pomiędzy Warsaw Motorcycle Show (na początku marca) i potężne Poznań Motor Show (na początku kwietnia). Wrocław znalazł się dokładnie pośrodku, co nie tylko odbiera mu część splendoru ale również aktywności ze strony dealerów i przedstawicieli marek. Może po prostu warto pomyśleć o innym terminie przedsięwzięcia?

%d bloggers like this: