6 korzyści z dojazdu do pracy motocyklem

Utarło się, że motocykl to przygoda. I tak jest, ale nikt przecież nie nazwie przygodą codziennych dojazdów do pracy. Może i nie, ale to nie znaczy, że motocykl musi stać pod plandeką aż do weekendu lub urlopu. Sprawdź jakie korzyści daje codzienna jazda motocyklem do pracy.

Wyostrzasz zmysły

Wielu kierowców samochodów dojeżdżających do pracy rozmawia przez telefon lub słucha paplaniny w radiu. Tak czy inaczej jest to dość bierne doświadczenie człowieka wbitego w fotel, który wykonuje wciąż same ruchy. W gruncie rzeczy przypomina nieco zombie, tylko nie ma ochoty zjeść czyjegoś mózgu na śniadanie.

Fot. motoguzzi-poland.pl

Podczas jazdy motocyklem angażujesz wszystkie zmysły, jesteś bardziej czujny i skupiasz się niezliczonej liczbie spraw i niuansów związanych z prowadzeniem, manewrowaniem maszyną pomiędzy samochodami, balansem, obserwacją otoczenia i wypatrywaniem ewentualnych zagrożeń. Jesteś jak wilk w stadzie owiec.

Regularne dojazdy motocyklem do pracy poprawiają koncentrację, radzenie sobie ze stresem. Sprawiają również, że przestajesz bać się podejmować ryzyka, a na dodatek poprawia się ogólny stan Twojego zdrowia. To wszystko bonusy, które zdecydowanie przydają się w pracy, prawda?

Spędzasz czas na powietrzu

Co prawda z powodu głośnej ostatnio nagonki związanej ze smogiem, określenie „przebywanie na świeżym powietrzu” stało się dyskusyjne, ale z drugiej strony złe lub bardzo złe parametry powietrza nie zdarzają się wcale tak często, a tym bardziej nie w całej Polsce. Pewne jest natomiast, że jednym z przekleństw współczesnego świata pracy jest to, że ogromna większość z nas przebywa praktycznie całe dnie w zamkniętych biurach.

Fot. Husqvarna 701 Vitpilen

Odcięci od warunków zewnętrznych jesteśmy jak żółwie w terrarium, tylko nie tak długowieczne i zdrowe. Przebywanie niemal cały czas w czterech ścianach biur, domów, lub samochodowych puszkach nagrzanych jak piekarniki, osłabia nasze organizmy. Motocykl nie daje tego komfortu, organizm musi się bronić i zmagać z wiatrem, temperaturą, deszczem, ale to go przecież wzmacnia, nie osłabia.

Dojeżdżając do pracy motocyklem, poprawiasz reputację motocyklistów

W zależności od tego gdzie mieszkasz, dojeżdżając codziennie do pracy widzisz często te same pojazdy i kierowców. Ty ich widzisz, oni widzą Ciebie, ale motocyklista zawsze wyróżnia się bardziej – siedzi prosto i wyżej od kierowców aut, motocykle są często dość głośne, zaś kierujący nimi zręcznie manewrują pomiędzy samochodami. To nieprawda, że większość samochodziarzy nie znosi motocyklistów. W rzeczywistości kierujący autami przyglądają się motocyklistom z mieszaniną ciekawości, szacunku i odrobiną zazdrości.

Foto: Harley-Davidson

Nawet jeśli się do tego nie przyznają, to podziwiają za niezaprzeczalną odwagę, umiejętności i wolność, którą czują motocykliści, ale w pewnym sposób rozumieją wszyscy. Skrajne przypadki zazdrośników i wrednych typów, którzy najchętniej utopiliby motocyklistów w łyżce wody, też się zdarzają, ale jak wszystkie skrajne przypadki, są w mniejszości. Mówiąc inaczej, dojeżdżając motocyklem do pracy rozpropagowujesz to niezwykłe hobby i pasję oraz jej przedstawicieli.

Spalasz mniej paliwa

Nie da się ukryć, że jedna osoba w cztero- lub pięcioosobowym samochodzie, która codziennie dojeżdża do pracy, to znacznie większe obciążenie dla środowiska i miejskiej infrastruktury niż motocyklista na lekkim, zwinnym jednośladzie.

Fot. materiały prasowe

Oczywiście są wyjątki, ale możemy uznać, że w większości przypadków tak właśnie jest. Kiedy zdajemy sobie sprawę ze szkodliwości spalin i obciążenia samochodów dla środowiska, spalenie mniejszej ilości benzyny jest czymś, z czego można być dumnym.

Odstresowanie po pracy

Ponieważ sam dojeżdżam i wracam po pracy motocyklem, mogę potwierdzić, że to rzeczywiście działa. Po pierwsze lubię spojrzeć na zaparkowaną na dole maszynę i pomyśleć, że za kilka godzin popędzimy razem przez ulice. Po drugie, kiedy schodzę do motocykla, po prostu nie mogę przestać się uśmiechać – zakładam rękawice, kask, bandanę – wykonuję cały ten rytuał i… zmieniam się. Nie jestem już trybikiem w korpo ale wolnym człowiekiem.

Foto: Honda

Dzień był ciężki, ale już nie obchodzą mnie raporty, bo słucham miłego warkotu silnika, pomruku wydechów, odbieram wibrację motocykla i cieszę się jak dziecko. 20 minut, 30 minut, może godzina. Nie wiem jak długo będę dziś wracał do domu. To zależy, którą trasę wybiorę, by po prostu jeszcze trochę przeciągnąć przyjemność i pozwolić, aby wiatr wywiał mi z głowy wszystkie troski. Tak to jest.

Dorzuciłbyś jeszcze coś do powyższej listy?

%d bloggers like this: