Ograniczniki prędkości to pomysł unijnych urzędników. Czy potrzebujemy nowego wędzidła?

Na pewno słyszeliście już o nowym projekcie unijnych urzędników, którzy chcieliby wprowadzić do pojazdów ograniczniki prędkości. Idea tego pomysłu jest szczytna. Po co karać kierowców, skoro można po prostu uniemożliwić im łamanie przepisów, fabrycznie ograniczając maksymalną prędkość?

Właściwie w pewnym sensie mamy już takie wynalazki. Chodzi o motorowery i czterokołówce, które wymagają prawa jazdy kategorii AM. W przypadku motoroweru, musi być to pojazd, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h. Podobnie sprawa ma się z czterokołowcem, który ponadto nie może mieć masy przekraczającej 350 kg.

2018 Yamaha X-MAX 400. Foto: Yamaha

I teraz zadajmy sobie pytanie. Czy te przepisy działają? Otóż nie bardzo. Przepisy swoje, a życie swoje i pierwszą rzeczą, którą robi znakomita większość użytkowników powyższych maszyn, jest zwiększenie mocy i prędkości.

Nie dzieje się tak dlatego, że to samobójcy, ale głównie z tego powodu, że prędkość 45 kilometrów na godzinę praktycznie uniemożliwia sprawne i bezpieczne poruszanie się po drogach o dużym natężeniu ruchu. Można z tym poglądem dyskutować, ale każdy, kto próbował jeździć po mieście z prędkością nieco wyższą niż 40 km/h, doskonale wie, że to nie tylko uciążliwe, ale zwyczajnie niebezpieczne – m.in. ze względu na innych kierowców, którzy za wszelka cenę starają się ominąć „przeszkodę”.

No dobrze, ale jeśli ograniczenie będzie dotyczyło na przykład prędkości autostradowych, powiedzmy 140 km/h? I tu pojawia się problem, bo właściwie czemu nie? Według statystyk, którymi podpierają się unijni urzędnicy, limiter ograniczyłby liczbę śmiertelnych ofiar wypadków. I wszystko pięknie, tylko gdzieś w tym wszystkim kończy się wolność, a zaczyna system, który „zawsze wie lepiej”.

Co będzie dalej? Pojazd, który sam zjedzie na stację, bo kończy mu się paliwo? Elektronika, która uniemożliwi uruchomienie silnika, bo minął termin badania technicznego? Wszystkie te rozwiązania są przecież równie „dobre”, a niedługo pewnie będą możliwe techniczne.

Tylko gdzie wówczas będzie miejsce na zwykłe, ludzkie błędy? W końcu na ich przecież się uczymy. Gdzie poczucie odpowiedzialności za własne czyny? Wielki Brat wie lepiej, Wielki Brat zaopiekuje się tobą. A ty nie myśl. Tylko konsumuj.

%d bloggers like this: