Portugalia na motocyklach, czyli… nie bój się marzyć

Portugalia – Algarve to przede wszystkim niesamowite wybrzeże. To tam znajdziemy jedne z najpiękniejszych i zapierających dech w piersiach plaże w Europie. Każdy wyjazd ma swoje założenia, cele do zrealizowania. My za cel obraliśmy zdobycie południowej Portugalii oraz zachodniej, hiszpańskiej Andaluzji…

Temperatury w październiku w Portugalii to około 26-28 stopni. Tutaj sezon motocyklowy trwa praktycznie cały rok. Wyjazd trwał osiem dni. Wzięło w nim udział 16 uczestników z MotoTravels.pl oraz ekipa torowa MotoRRaid.pl licząca 24 osoby, która stacjonuje na obiekcie Cirucito de Jerez. Nasza ciężarówka była zapakowana po burty, a za jej sterami zasiadł doświadczony kierowca, motocyklista, mistrz Polski Superstock 600 w sezonie 2017 Marek Szkopek.

Dzień Pierwszy. Welcome in Portugal

Nasz wyjazd rozpoczął się 8 października 2017 na lotnisku Warszawa-Modlin. Wyruszaliśmy żegnani przez polską złotą jesień, wylądowaliśmy niemal w środku lata. W Faro od razu dało się odczuć zmianę temperatury z 8°C stopni na słoneczne 26°C. Na lotnisku czekał już bus i uśmiechnięty od ucha do ucha kierowca z tabliczką “MotoTravels.pl”.

Fot. MotoTravels.pl

Szybko i bez przygód dotarliśmy do hotelu, a po zakwaterowaniu w apartamentach, rozładunku tira przez organizatorów, wydaniu bagaży i motocykli, mogliśmy udać się na kolację do pobliskiego baru. To najlepszy sposób żeby się lepiej poznać, popróbować lokalnych specjałów i obgadać plany wyprawy.

Dzień 2. Albuferia motorówką

Każdy dzień rozpoczynamy od odprawy i krótkiego omówienia, co nas czeka. Po załatwieniu formalności nie pozostało nic innego jak wsiąść na motocykle. Najpierw pojechaliśmy do miejscowości Tavira i tuż przy starożytnym, rzymskim moście Ponte Romana delektowaliśmy się porannym espresso. Mieliśmy czas, bo w Portugalii cofamy zegarki o godzinę.

Fot. MotoTravels.pl

W południe dotarliśmy do portu w Albufeira, gdzie w marinie czekała na nas… motorówka, ale nie byle jaka łajba, tylko strzała wyposażona w dwa silniki po 500 koni mechanicznych każdy. Rejs trwał ponad dwie godziny, łódź okazała się niesamowicie szybka, wrażenia przypominają jazdę na rollercoasterze! Ślizgając się na falach dostrzegliśmy kibicujące nam delfiny. Podziwialiśmy również jedną z najpiękniejszych plaż w Algarve i słynną grotę Benagil.

Fot. MotoTravels.pl

Po morskiej wyprawie udaliśmy się do świetnej restauracji na pobliskim wzgórzu, z której roztaczał się piękny widok na panoramę miasta i mieniący wszystkimi odcieniami błękitu ocean. A jedzenie… To poezja. Owoce morza, pasty, carne, i inne cuda lokalnych mistrzów. Na powrót zaplanowaliśmy ekscytującą górską trasę, czyli serpentynę powoli wspinającą się na okoliczne wzgórza. Idealnie zakończenie pełnego wrażeń dnia. Motocykl, zakręty, góry i widok zachodzącego słońca powoli znikającego za zielonymi, iglastymi drzewami…

Dzień 3. Zachód słońca w Tarifa

Tego dnia rozpoczęliśmy dłuższą, bo dwudniową wycieczkę, podczas której zaplanowaliśmy pokonanie zachodniej części Andaluzji. Odpaliliśmy motocykle i wyruszyliśmy do Kadyksu – najstarszego miasta w zachodniej Europie. Niegdyś był to jeden z najważniejszych w regionie ośrodków handlowych. Kadyks promuje się hasłem “Ciudad que sonríe” czyli “Miasto, które się uśmiecha”. Będąc tam, trudno się z tym nie zgodzić. Wystarczy zamienić kilka słów z którymś z mieszkańców – bez przerwy się uśmiechają.

Fot. MotoTravels.pl

W Kadyksie spędziliśmy trzy godziny przechadzając się po starej części miasta, zwiedzając wielowiekowe zabytki, na przykład katedrę de Santa Cruz położoną niemal na brzegu oceanu. Weszliśmy również na szczyt wieży Torre Tavira, a gdy zgłodnieliśmy, poszliśmy na targ rybny, gdzie uraczyliśmy się doskonale przyrządzonymi owocami morza, których można posmakować w licznych, małych, klimatycznych budkach, straganach i lokalach wielkości dziupli.

Fot. MotoTravels.pl

Po solidnym posiłku opuściliśmy Kadyks i ruszyliśmy na podbój licznych zakrętów. Wybraliśmy zawiniętą jak muszla morskiego ślimaka trasę w kierunku Tarify – najbardziej wysuniętego na południe punktu Półwyspu Iberyjskiego i równocześnie lądowej części Europy. To raj na ziemi dla surferów. Na trasie musieliśmy oczywiście stanąć na punkcie widokowym i obowiązkowo uwiecznić Afrykę leżącą tuż po drugiej stronie cieśniny Gibraltarskiej.

Fot. MotoTravels.pl

Po chwili oddechu dotarliśmy do celu. Wiatr postanowił nieco nam poprzeszkadzać, ale jednocześnie przyjemnie chłodził. Zatrzymaliśmy motocykle tuż przy samej plaży i podziwialiśmy zachód słońca. Na tle czerwonej łuny pyszniły się wielobarwne latawce kitesurferów, którzy co chwila wbijali się w niebo wykorzystując siłę wiatru, mięśni i własne umiejętności. Niesamowity widok. Gdy już nasyciliśmy się widokami, udaliśmy się do naszego drugiego hotelu ukrytego w małym, nabrzeżnym miasteczku, gdzie w barze obok spędziliśmy przemiły wieczór.

Dzień 4. Emocje jak na MotoGP

Pojechaliśmy odwiedzić uczestników wyjazdu torowego i zjeść wspólnie obiad. Gdy dotarliśmy na tor, adrenalina od razu zaczęła buzować w żyłach. To dźwięk przejeżdżających, rozpędzonych do ponad dwustu kilometrów na godzinę maszyn robi niesamowite wrażenie i podniósł nam ciśnienie. Dojechaliśmy do boksów obok których była już zaparkowana nasza ciężarówka.

Fot. MotoTravels.pl

Uczestnicy naszej grupy nie wiedzieli, że przygotowaliśmy dla nich możliwość wjazdu na tor! Artur Urbański z MotoRRaid.pl przeprowadził bardzo wyczerpujące szkolenie teoretyczne. Omówił szczegółowo zasady panujące na torze, rozmawialiśmy o technice jazdy i wytłumaczyliśmy uczestnikom, jak mogą wykorzystać zdobytą wiedzę w celu zwiększenia bezpieczeństwa.

Dla zdecydowanej większości uczestników były to pierwsze w życiu chwile spędzone na torze i to od razu mieli sposobność pojechania po asfalcie, na którym odbywają się wyścigi MotoGP. Wyobraźcie sobie te emocje i co działo się w naszych głowach. Byliśmy szybcy, Rossi byłby z nas dumy.

Fot. MotoTravels.pl

W porze obiadowej mogliśmy obserwować tor z restauracji. Sportowcy zaliczali kolejne okrążenia, a my jedliśmy obiad, gadaliśmy o swoich wyczynach, piliśmy kawę i podziwialiśmy zawodników. Kawa bardzo się przydała, bo przed nami było jeszcze 220 kilometrów do naszego hotelu.

Dzień 5. W góry i do portu Kolumba

Tego dnia liczyły się dokładnie trzy rzeczy: zakręty, motocykle i wiatr we włosach. Ruszyliśmy później, bo koło południa, żeby wypocząć i odpowiednio się przygotować. Mieliśmy dziś zaplanowaną trasę na ok. 380 kilometrów, na dodatek z dziesiątkami, jeśli nie setkami zakrętów. Ruszyliśmy i obraliśmy kierunek na Aracena. Jeżeli jechaliście trasą nr A397 do miejscowości Ronda, to ta trasa powinna przypaść wam do gustu. Dobrej jakości asfalt rozwijający się nad pięknymi, zielonymi, górskimi krajobrazami, to miód na serce każdego motomaniaka.

Fot. MotoTravels.pl

Na obiad wybraliśmy się do bardzo klimatycznej i popularnej w Aracenie restauracji. Znajduje się ona niedaleko słynnej jaskini Gruta de las Maravillas (Cave of Wonders). Zdecydowaliśmy się skosztować lokalnych przysmaków, więc tym razem padło na… iberyjską świnię. Po znakomitym posiłku wjechaliśmy motocyklami na szczyt wzgórza, na którym znajdują się ruiny arabskiej twierdzy. Mogliśmy odetchnąć i napawać się panoramą Araceny.

Fot. MotoTravels.pl

Trasa powrotna wiodła tuż obok olbrzymiej kopalni. Jest to jedna z najstarszych, największa w Europie i druga na świecie kopalnia odkrywkowa na otwartej przestrzeni. Obecnie jest to po prostu olbrzymi krater. Księżycowy krajobraz. Ostatnim punktem dnia była miejscowości Palos de la Frontera, skąd wypłynęła wyprawa Krzysztofa Kolumba. Mogliśmy podziwiać, a nawet wejść do środka replik słynnych okrętów: La Niña, La Pinta i La Santa María, zacumowanych w muzeum. Zachód słońca tego dnia obserwowaliśmy stojąc tuż pod olbrzymim pomnikiem Krzysztofa Kolumba La Rabida.

Dzień 6. Na kraniec świata

Wyruszyliśmy z samego rana, by dotrzeć do miejscowości Lagos, gdzie czekały na nas… dwuosobowe kajaki! Niewiele się namyślając popłynęliśmy na podbój najpiękniejszych portugalskich plaż. Punktami “must see” tej wycieczki była oczywiście słynna Praia Dona Ana oraz Ponta da Piedade. Nie obyło się bez strat. Ocean bywa okrutny i niestety zabrał ze sobą dwa telefony i kamerkę GoPro 😀

Fot. MotoTravels.pl

Po obiedzie zjedzonym w Lagos ruszyliśmy dalej do głównego punktu naszej wyprawy – Sagres. Nie jedzie się tam dla wioskowych atrakcji, bo nie ma w Sagres nic specjalnego do zobaczenia. Motocyklistów przyciąga wcinający się w Atlantyk przylądek – Ponta de Sagres oraz drugi, niedaleki Cabo de São Vicente. Jest to najdalej na południowy-zachód wysunięty fragment Europy. Klify wyglądają niesamowicie. Urwiska wznoszą się na około sześćdziesiąt metrów ponad rozległe wody Atlantyku. Będąc tam trudno pozbyć się wrażenia, że jest się na krańcu świata…

Fot. MotoTravels.pl

Dzień 7. Najsłynniejsza grota na świecie

Każda wspaniała przygoda kończy się zbyt szybko. To ostatni dzień naszej wyprawy. Nie zwlekając zbyt długo wyruszyliśmy w kierunku najlepszej motocyklowej trasy, jaką na tym wyjeździe zaplanowaliśmy. Niezwykła okolica zróżnicowana krajobrazowo zmuszała nas do częstych postojów i podziwiania widoków. Ostatni czterdziestokilometrowy fragment to świetnej jakości asfalt z niezliczonymi zakrętami, często płynnie przechodzącymi jeden w drugi. To była ogromna frajda.

Fot. MotoTravels.pl

Wreszcie dotarliśmy do celu – przed nami ukazała się plaża Benagil. Zaparkowaliśmy motocykle, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i ruszyliśmy całą drużyną do… wody. Popłynęliśmy wprost do groty Benagil! Tym razem nikt nie zgubił GoPro. Grota robi niesamowite wrażenie, jest olbrzymia – nie bez powodu nazywają ją najpiękniejszą na świecie. To był niezwykły dzień.

Dzień 8. Wypoczynek

Dziś śniadanie każdy zjadł najpóźniej jak tylko się dało. Po prostu wszyscy byli już solidnie zmęczeni, ale to specjalny rodzaj zmęczenia, kiedy czujesz, że było warto i rozpiera cię radość. Samolot mieliśmy dopiero o szóstej po południu, więc ten dzień każdy spędził korzystając z pięknej pogody i ciesząc się ostatnimi godzinami w słonecznej Portugalii.

Fot. MotoTravels.pl

Podsumowanie

Osoby, które nie odpuściły żadnego dnia, na licznikach mogły odnotować 2300 najechanych kilometrów. Zobaczyliśmy całe wybrzeże Algarve od strony oceanu oraz lądu. Pływaliśmy kajakami, motorówką i wpław, otuleni przez ocean. Jeździliśmy po świetnych górskich trasach, wjechaliśmy na tor MotoGP, byliśmy w najbardziej wysuniętych punktach na południe i południowy-zachód Europy, widzieliśmy Afrykę za Cieśniną Gibraltarską, zaliczyliśmy zachody słońca w pięknych sceneriach. Czy było warto? A jak myślicie?

Jeśli chcecie do nas dołączyć, czekamy.

Pozdrawiamy
MotoRRaid.pl & MotoTravels.pl

Fot. MotoTravels.pl

 

%d bloggers like this: