Indian, Harley, a może Triumph? Który bobber najlepszy?

Istnieją różne interpretacje bobbera, ale trzy z nich, które skradły serca wielu użytkowników, to Harley-Davidson Street Bob, Scout Bobber i Bonneville Bobber. Oczywiście dla wyznawców starej szkoły żadnej z tych motocykli nie jest „prawdziwym” bobberem, ponieważ era oryginałów zakończyła się mniej więcej na początku lat 90. Tym razem odkładamy ten argument na bok.

Czasy się zmieniają, definicje motocykli również ulegają zmianie. Wydaje się, że obecne rozumienie bobbera to uproszczona wersja cruisera z umieszczonymi mniej więcej pośrodku motocykla podnóżkami i pojedynczym siedziskiem. Zresztą nawet ta definicja jest luźna, bo Scout Bobber ma podnóżki wysunięte dalej niż konkurenci. Mówiąc inaczej, każda z trzech wymienionych marek zaproponowała swoją wizję dawnego „bob-joba”, chociaż żadna z nich właściwie nim nie jest.

Innym ważnym aspektem bobbera jest, jak się wydaje, trudne do zdefiniowania pojęcie dziedzictwa. Ten typ motocykli wyrósł w latach 20. ubiegłego wieku z wczesnych amerykańskich customów, miał swój epizod dekadę później dzięki wyścigom AMA, a okrzepł po II Wojnie Światowej, kiedy powracający z wojaczki żołnierze zdejmowali z motocykli wszystkie zbędne elementy, by zyskać na szybkości.

Każda z trzech marek handluje sięgającym stulecie wstecz dziedzictwem: Indian nawiązując do początków z 1901 roku, Triumph z 1902 roku, a Harley-Davidson do 1903 roku. Harley jest jedynym producentem z trójcy, który może twierdzić, że produkował i rozwijał motocykle przez cały ten czas, ale wszystkie trzy firmy dowodzą, zresztą zgodnie z prawdą, że są częścią oryginalnego ruchu w stylu bobber.

Zostawmy jednak te akademickie spory i przejdźmy do bohaterów. Oto oni:

Harley-Davidson Street Bob

Cena: od 64 810 zł
Podstawowe dane: 1753 cm3 V-twin / 74 KM / 126 Nm

Po raz pierwszy wprowadzony w 2006 roku jako Dyna, Street Bob odrodził się w 2017 roku w ramach całkowicie przemodelowanych rodzin – Dyna została zlikwidowana, a linia Softail odmieniona. Teraz Steet Bob jest Softailem wyposażonym w zupełnie nowy silnik, ramę i zawieszenie. Jednocześnie aktualny Street Bob jest wyraźnie lepszy od poprzednich iteracji. Niezwykłe jest to, że zachował większość zalet, które posiadał we wcześniejszych odsłonach, natomiast wyeliminowano lub złagodzono to, co było jego piętą achillesową.

Harley-Davidson Street Bob. Foto: Harley-Davidson

Jednocześnie Harley wciąż wyznacza pewien standard, za którego pomocą można mierzyć wszystkie inne bobbery. Wysoki poziom dopasowania i wykończenia, rozrywkowe silniki i fantastyczny wygląd oznaczają, że nie jest łatwo równać do poziomu marki z Milwaukee.

Indian Scout Bobber

Cena: od 60 900 zł
Podstawowe dane: 1133 cm3 V-twin / 100 KM / 98 Nm

Zaprezentowany całkiem niedawno, latem bieżącego roku (2017) Scout Bobber korzysta z tego samego podwozia i silnika chłodzonego cieczą, co standardowy Scout, którego premiera miała miejsce w 2014 roku. Co go różni? Przesunięcie podnóżków i kierownicy w tył spowodowało zmianę pozycji kierowcy. Inne modyfikację to obniżona tylna sekcja, przerobiony przedni widelec, nowe opony. Zmieniono także obudowę przedniego reflektora, kapę sprzęgłową i wydechy. Ponadto groźniejsze warianty błotników i nowe siedzisko z prawdziwej skóry poprawiły stylistykę motocykla.

Scout Bobber. Foto: Indian

Podczas premiery menadżer produktów marki Indian, Ben Lindaman, powiedział: „Wprowadziliśmy model Scout Bobber aby nieco wyostrzyć Indiana. Wielu właścicieli Scouta mocno przerabiało nasz motocykl, nadając mu cechy bobbera, bardziej agresywne i surowe oblicze. Wychodzimy naszym klientom naprzeciw” – dodał Lindaman.

Bobber to najlepszy przykład tego, do czego jest zdolny Indian z potężnym zapleczem jakie daje mu koncern Polaris. Dopasowanie i wykończenie Scout Bobbera jest na wysokim poziomie, a silnik dostarcza wyłącznie pozytywnych emocji.

Triumph Bonneville Bobber

Cena: 57 500 zł
Podstawowe dane: 1200 cm3 parallel-twin / 75 KM / 78 Nm

Bobber angielskiej marki pojawił się rok temu, natomiast do salonów trafił na początku bieżącego roku (2017). Co ciekawe, z miejsca odniósł sukces, między innymi w USA – już po 30 dniach od daty wprowadzenia motocykla do salonów Triumph Motorcycles America ogłosił rekord sprzedaży wszechczasów.

Sukces modelu Triumph Bobber bazuje na filozofii „less is more” (ang. mniej znaczy więcej). W ramie umieszczono silnik o pojemności 1200 cm3 wywodzący z się z Bonneville T120. Jednostka dostała elektroniczną aktualizację oraz nową konstrukcję podwójnego airboxa, co ostatecznie doprowadziło do większego momentu obrotowego oraz mocy w dolnym i średnim zakresie.

Triumph Bonneville Bobber. Foto: Triumph

Inne zmiany to mniejszy i bardziej zwarty bak, szeroka kierownica, lusterka na końcach kiery, zaktualizowany widelec, który jest krótszy niż w T120, oraz amortyzator pod siedziskiem. Do tego tylny wahacz, stacyjka umieszczona klasycznie z boku i zawinięty na kole tylny błotnik. Warto zwrócić uwagę na spory zakres regulacji siodła, a nawet zegara, co umożliwia lepsze dopasowanie motocykla do własnych preferencji.

Estetycznie to rzeczywiście jest… triumf, bo osiągnięto poziom dopasowania i wykończenia, który był niewyobrażalny dla brytyjskiego producenta jeszcze pięć lat temu. Podobnie jak Indian, Triumph dostrzegł, że siła i piękno tkwi także w szczególe i drobiazgach, na którymi mocno się skupiono. Niedawno Triumph wprowadził nową wersję Bonneville Bobber Black, ale dla celów tej dyskusji skupmy się na standardowym wariancie motocykla.

Który najlepszy?

Triumph Bonnevile Bobber łatwo zdobywa nagrodę jeśli chodzi o technologię i komfort. W standardzie klienci dostają takie przydatne udogodnienia jak ABS, kontrolę trakcji, tryby jazdy, sprzęgło antyhoppingowe (jego celem jest zniwelowanie lub zminimalizowanie uślizgu tylnego koła). Jedynym z tym dodatków, które występuje w Harley’u i Indianie, jest ABS. Ponadto pozycja kierowcy na bobberze Triumpha jest regulowana, co oznacza większą wygodę.

Triumph najlepiej radzi sobie kiedy włącza się tryb nieco ostrzejszej zabawy. Harley też daje wiele frajdy, ale trzeba nieco czasu, aby się do niego przyzwyczaić, natomiast Indian jest bardziej wszechstronny. Największy zarzut przeciwko bobberowi od Triumpha to zastosowanie łańcucha. Harley i Indian wyposażono w pasy napędowe, które bez dwóch zdań ułatwiają życie. Czyszczeni i smarowanie łańcucha Triumpha wymaga nieco wysiłku, a dostosowanie napięcia to kolejna sprawa, która może nie jest wielkim problemem, ale pewną niedogodnością, o której trzeba wspomnieć.

Triumph Bonneville Bobber 2017. Foto: Triumph
Triumph Bonneville Bobber 2017. Foto: Triumph

Dodatkowo zbiornik paliwa w modelu Bonneville Bobber ma tylko 9 litrów pojemności i jest najmniejszy z grona trzech tenorów. Do baku Indiana można wlać 12,5 l., a do Harleya aż 13,2 l. paliwa. Na pociechę warto zwrócić uwagę na kwotę, którą musimy wyłożyć w salonie. W tym przypadku wygrywa angielska marka, za którą zapłacimy najmniej. Równocześnie dostajemy najwięcej w standardzie.

Jeśli chodzi o silnik, Indian wygrywa bez pytania. Scout Bobber o pojemności 1133 cm3 skupia najlepsze cechy obu konkurentów – lekko sportowe zacięcie Triumpha i drapieżność Harleya. Więcej mocy pozwala na chuligańskie wybryki, a przy okazji lepiej radzi sobie w ruchu wielkomiejskim, w czym na pewno pomaga nisko umiejscowiony środek ciężkości.

Scout Bobber. Foto: Indian

Największą wadą Scout Bobbera jest jego rozmiar. Motocykliści, których matka natura obdarzyła słusznym wzrostem, nie będą czuli się komfortowo. Jeśli masz więcej niż 1,85 cm nie pozbędziesz się wrażenia, że siedzenie znajduje się zbyt blisko podłoża. Na Indianie po prostu poczujesz się mały, co jest trochę dziwne biorąc pod uwagę fakt, że motocykl ma 2,2 metra długości i 255 kilogramów masy. Wrażenie to nieco niweluje kierownica, która umożliwia przyjęcie bardziej wyprostowanej sylwetki i daje większe poczucie panowania nad motocyklem.

Na końcu stawki, ale niekoniecznie na ostatnim miejscu, znalazł się Harley. Z ogromnym Milwaukee Eight V-twin pomiędzy kolanami Street Bob jest najbardziej krwiożerczy i drapieżny, a przecież o to głównie nam chodzi. Pozycja jazdy na Harley’u jest najbardziej wyprostowana, ale tego się nie czuje, ponieważ motocykl jest większy. Właściwie odczucia są takie, że to maszyna idealnie skrojona, ani za duża, ani za mała, no chyba, że masz 150 centymetrów wzrostu i 25 cm w bicepsie.

Harley-Davidson Street Bob. Foto: Harley-Davidson

Estetyka Harleya odbiega od rywali. Podczas gdy Triumph i Indian mają wiele ozdobnych elementów, Street Bob utrzymany jest w duchu klasycznego bobbera. Na dodatek wszystko jest wykonane bardzo solidnie, może w niektórych aspektach nawet nieco przyciężkawo, ale za to siadając na tym motocyklu masz wrażenie, że przejedziesz nim nawet tam, gdzie radzą sobie wyłącznie czołgi i pojazdy opancerzone.

Niestety to również kosztuje. Największą słabością Harleya jest jego masa, która wynosi aż 42 kilogramy wiecej niż motocykl marki Indian lub Triumph. Tej masy nie czuć podczas jazdy, ale do czasu, aż skorzystamy z hamulców. Wszystkie trzy bobbery mają ten sam układ z pojedynczą tarczą hamulcową z przodu i z tyłu. W przeciwieństwie do konkurentów, Harley hamuje niechętnie, chociaż może to zbyt duże słowo. Po prostu radzi sobie gorzej niż pozostałe dwa bobbery.

Scout Bobber. Foto: Indian

Ostateczna odpowiedź na pytanie, który z trzech prezentowanych bohaterów jest najlepszy, zależy od osobistych preferencji. To indywidualna decyzja, bo przecież różnimy się upodobaniami, stylem jazdy, nawet zaufaniem do marki i dotychczasowym doświadczeniem. No ale nie wypada wykręcać się od wskazania zwycięzcy, skoro na tym rzecz miała polegać.

Gdyby ktoś przyłożył broń do mojej głowy, wybrałbym mimo wszystko motocykl marki Indian. Przemawia do mnie silnik, który oferuje najwięcej. Triumph ma swoje techno-gadżety, których oczywiście pożądam, Harley jest najbardziej znaczącą marką w tym towarzystwie i najmniej straci na wartości, gdy przyjdzie go sprzedać za jakiś czas. Zrezygnowałbym jednak z tych rzeczy dla frajdy jaką daje rozpalony do czerwoności Indian.

Scout Bobber. Foto: Indian

Jednocześnie muszę się przyznać, że w chwili, gdy dostałbym kluczyki do ręki, natychmiast otworzyłbym katalog akcesoriów i wymienił kilka rzeczy, głównie po to, by zyskać na wygodzie i aby odpowiadała tej z Triumpha. Potem zająłbym się przednim kołem, żeby osiągnąć wygląd zbliżony do Harleya i motocykla angielskiej marki. Cóż, nikt nie jest doskonały…

%d bloggers like this: