Głuchy jak pień, to znaczy jak… motocyklista

Jako motocykliści staramy się zadbać o swoje bezpieczeństwo. Ubieramy specjalną odzież, aby zminimalizować ryzyko urazów podczas wypadku. Zakładamy kaski, ochraniacze i inne cuda, ale pewien organ ciała praktycznie nie chronimy. Może on ponieść szkody za każdym razem, gdy wsiadamy na motocykl. Chodzi o nasze uszy, a raczej słuch.

Jaki motocykliści regularnie narażamy się na podwyższony poziom hałasu, który z kolei zwiększa ryzyko utraty słuchu. Tak samo jak pracownicy przemysłowi, muzycy z heavy metalowych kapel, żołnierze biorący udział w misjach bojowych. Ponieważ nikt nie chce być skazanym na czytanie z ruchu ust i noszenie aparatów słuchowych, warto dowiedzieć się jak ochronić organ o bezpieczeństwie którego zazwyczaj w ogóle nie myślimy.

Według amerykańskiego Narodowego Instytutu Bezpieczeństwa i Higieny Pracy utrata słuchu wywołana hałasem jest najczęstszą, trwałą szkodą zawodową na świecie. Utrata słuchu może wystąpić z powodu narażenia na pojedynczy, bardzo głośny dźwięk – taki jak eksplozja, ale częściej następuje stopniowo, często niemal niezauważalnie. Tak jak rak skóry może wzrastać w wyniku regularnej ekspozycji na Słońce, utrata słuchu spowodowana hałasem najczęściej jest wynikiem wielokrotnego i długotrwałego narażenia na zwiększony poziom hałasu. Niestety jazda na motocyklu to hałaśliwe przedsięwzięcie, a im częściej jeździsz, tym bardziej prawdopodobne, że twój słuch został uszkodzony.

Yoshimura 2017 Kawasaki Z650/Ninja 650. Foto: Yoshimura

Jaki hałas jest bezpieczny dla naszego słuchu? Intensywność dźwięków jest mierzona w decybelach, a decybelowa skala jest logarytmiczna, a więc hałas, który rejestrowany jest na poziomie 70 decybeli (na przykład dźwięk odkurzacza), jest 10 razy głośniejszy niż normalna rozmowa, której głośność wynosi zazwyczaj 60 decybeli. Dźwięk powyżej 120 decybeli (choćby syrena karetki pogotowia), może być bolesny i stanowi zagrożenie dla słuchu, ale trwała utrata słuchu wystąpi przy długotrwały narażeniu (powyżej 8 godzin) na hałas powyżej 85 decybeli – w przybliżeniu odpowiada to dźwiękom pracującej kosiarki lub poziomowi hałasu wewnątrz kasku motocyklisty przy prędkości nieco ponad 100 km/h.

Według specjalistów z Uniwersytetu Ulster w Irlandii motocykliści są wystawieni na bardzo wysoki poziom hałasu i należą do grupy szczególnie narażonej na ryzyko wystąpienia ubytku słuchu spowodowanego hałasem. Kiedy myślimy o motocyklach jako źródle hałasu, przede wszystkim koncentrujemy się na układzie wydechowym. Okazuje się, że to nie wybebeszone tłumiki, proste rury w dużych widlakach, lub otwarte konstrukcje używane na torach sportowych są największym zagrożeniem, chociaż z pewnością są szkodliwe dla słuchu. Najgroźniejszy jest beztroski wiatr hulający wokół głowy motocyklisty. Wiatr atakuje bardzo podstępnie, bo generuje gwałtowne wibracje zarówno o niskiej częstotliwości, ale również gwizdy i poświsty o wysokiej amplitudzie.

Do około 65 km/h przeważa hałas silnika, wydechów i tło drogowe. Zwiększ prędkość, a hałas wiatru szybko staje się głównym czynnikiem sprawczym. W zależności od stylu jazdy na motocyklu, jadąc autostradą z prędkością 130 km/h, możesz być narażony na szumy przekraczające 110 decybeli. Jest to hałas odpowiadający wyciu piły łańcuchowej – natomiast dzienna dawka tak głośnego dźwięku nie powinna przekraczać 15 minut! W takich warunkach przejażdżka może trwać jedynie kwadrans.

Cavalry. Foto: Sena

Jak hałas powoduje uszkodzenie słuchu? Ucho odbiera fale dźwiękowe przekształcając je w drgania mechaniczne, a drgania w impulsy nerwowe. Przewód słuchowy zewnętrzny doprowadza fale do błony bębenkowej, za którą znajduje się ucho środkowe, czyli niewielka przestrzeń w czaszce wypełniona powietrzem. Jego zadaniem jest mechaniczne wzmocnienie i doprowadzenie fal dźwiękowych do ucha wewnętrznego. Wewnątrz ucha środkowego kryje się słynny ślimak (między innymi), w którym z kolei natura umieściła narząd Cortiego – zadaniem tego narządu jest zamiana pobudzenia znajdujących się na nim rzęsek w impulsy nerwowe. Zniszczenie narządu Cortiego powoduje całkowitą głuchotę.

Uszkodzenie słuchu to m.in. mechaniczne uszkodzenie ślimaka po krótkotrwałej ekspozycji na hałas – od dezorganizacji rzęsek komórek, aż do totalnego zniszczenia narządu Cortiego. Uszkodzenie może też być mikromechaniczne, czyli następować jako akumulacja mikrourazów wywołanych przez zwiększone szczyty docierającej do ślimaka fali akustycznej. Rzęski komórek mogą niestety ulec uszkodzeniu zmniejszając wrażliwość na dźwięki o wysokiej częstotliwości. Człowiek ma przeciętnie około 16 000 do 20 000 tych małych, dźwiękowych komórek, i to wszystko. Utrata słuchu jest powolna, podstępna, ale trwała. Na szczęście można jej łatwo zapobiec, tylko sposób jest niestety mało popularny…

Najprostszy sposób to najzwyklejsze… zatyczki do uszu. Jednorazowe zatyczki można kupić w każdej aptece. To najtańszy, najłatwiejszy i najbardziej skuteczny sposób na ochronę uszu przed nadmiernym hałasem. „Zatyczki są niewygodne.., Są denerwujące, uwierają jak czopki. Hałas wcale mi nie przeszkadza” – to najczęściej spotykane wymówki. Dodajmy jeszcze: „Mam pełny kask dobrej firmy, więc nie potrzebuję zatyczek”. Niestety to nie jest prawda. Kaski zapewniają pewną izolację akustyczną, ale nie jest ona wystarczająca. Jeśli chcesz zapobiec uszkodzeniom słuchu, konieczne jest używanie zatyczek, szczególnie kiedy jazda ma trwać wiele godzin!

Większość producentów kasków inwestuje dużo czasu i pieniędzy, aby ich kaski były najbardziej aerodynamiczne. Mimo to, mogą być bardzo głośne. Głównym źródłem hałasu są turbulencje powietrza przepływającego w okolicy podbródka i dolnej części kasku. Oczywiście część producentów walczy z tym problemem, ale powiedzmy sobie szczerze, czy kupując kask skupiamy się wystarczająco na kwestii jego izolacji dźwiękowej od otoczenia? Zazwyczaj nie bardzo, prawda?

Foto: alpinehearingprotection.com

Motocykliści nie lubią ograniczenia słyszalności. Jeśli wyłączysz otaczające dźwięki, nie będziesz przecież mógł dostatecznie skutecznie ogarniać ruch wokół ciebie. To najczęściej używany argument, ale prawda jest taka, że zatyczki nie pozostawiają użytkownika w całkowitej ciszy – po prostu czynią świat nieco mniej głośnym. To tak samo jak założenie okularów przeciwsłonecznych, które ograniczają intensywność światła i promieni wpadających do oczu, ale w konsekwencji poprawiają widoczność. Zatyczki jedynie zmniejszają objętość dźwięku docierającego do uszu. Obroty silnika, warkot przejeżdżających obok samochodów, sygnały dźwiękowe karetek i inne odgłosy nadal są całkowicie słyszalne. W rzeczywistości zatyczki do uszu przede wszystkim skutecznie redukują hałas tła (wiatr), co pozwala usłyszeć ważne rzeczy!

To nie jest opinia jedynie garbatych profesorów z amerykańskich i innych uniwersytetów. „Zatyczki do uszu eliminują szum wiatru i pozwalają mi skoncentrować się na pracy silnika” – mówi Josh Hayes, czterokrotny mistrz świata AMA Superbike. „Ponadto łatwiej zachowuje spokój, dzięki czemu mogę skoncentrować się na zadaniu” – dodał Hayes. Zawodnik dotyka kolejnej ważnej sprawy wynikającej z korzystania z zatyczek, a mianowicie poprawie koncentracji i zmniejszeniu szkodliwych skutków podwyższonego poziomu hałasu.

O czym mowa? Otóż okazało się, ze podwyższona ekspozycja na hałas powoduje również dodatkowe, negatywne efekty, inne niż słuchowe. Do potwierdzonych problemów zalicza się podwyższone tętno, podniesiony poziom kortyzolu (hormon stresu), zmęczenie, nerwowość i niepokój. Mówiąc inaczej, nadmierna ekspozycja na dźwięki powoduje zmęczenie całego ciała, a korzystanie z zatyczek do uszu zapewnia mniejsze zmęczenie podczas długiej jazdy. Tym samym jazda jest bezpieczniejsza.

Czy producenci kasków nie mogliby pomóc uporać się z tym problemem? Rzeczywiście niektórzy próbują zneutralizować szkodliwe fale dźwiękowe. Aktywna technologia kontroli hałasu wreszcie trafia do kasków, między innymi w modelu Noise-Control Helmet od Sena, który został ogłoszony dwa lata temu. Kask posiada wbudowane głośniki, zewnętrzne mikrofony oraz jednostkę sterującą, która wykrywa, kiedy limit hałasu zostaje przekroczony. System automatycznie redukuje nadprogramowe dźwięki. Wszystko pięknie, ale po szumnych zapowiedziach nadal nie doczekaliśmy się premiery tego kasku. Dostępny jest za to skromniejszy system Bluetooth z HD Audio Advanced Noise Control.

Foto: sena.com

Główny problem nie stanowi niechęć producentów, tylko małe zainteresowaniem zagadnieniem ze strony użytkowników. Ponieważ nasz słuch słabnie powoli, mało kto przejmuje się stopniową degradacją tego narządu. Problem istnieje i narasta, tylko o nim, nomen omen, nie słyszmy! Zadbajcie o swój słuch, jeśli chcecie kiedyś móc normalnie pogadać z wnukami, a nie krzyczeć do nich miej więcej w ten deseń: „Co?!! Co mówisz?!! Mów głośniej, bo nie słyszę!!”

%d bloggers like this: