“Captain America”, “Billy Bike”, “Black Death” i inne klasyki. Najsłynniejsze motocykle w filmach. Czy je znasz?

W niektórych filmach motocykle były równie ważne jak bohaterzy i opowiadane przez reżyserów historie. Maszyny w rodzaju „Captain America”, czy „Black Death” nie służył tylko do przemieszczani się z punktu A do B. To ruchome synonimy wolności, symbole kontrkultury kilku kapitalnych dekad, dwukołowe znaki czasów. Oczywiście nie wszystkie filmowe jednoślady niosą ze sobą bagaż historii, część jest po prostu elementem popkultury, a inne zostały zapamiętane wyłącznie dlatego, że były i są odlotowe. Przedstawimy najciekawsze z nich. Zaczniemy od tych najważniejszych…

“Captain America”. Opowieść bez happy endu?

Na pierwszym miejscu musiał znaleźć się klasyk wśród klasyków, obowiązkowo przywoływany w każdej dyskusji o kultowych filmach z motocyklami na pierwszym planie. Chodzi oczywiście maszynę „Captain America” z filmu „Easy Rider”. Obraz w reżyserii Dennisa Hoppera trafił do kin w 1969 roku, zaś w Polsce znany jest pod niezbyt dobrym tytułem „Swobodny jeździec”. Wspomniany Dennis Hopper, poza reżyserią, zagrał również główną rolę.

„Easy Rider” to film drogi. Dwóch motocyklistów, Billy (Dennis Hopper) oraz Wyatta aka Kapitan Ameryka (Peter Fonda) przemierzają południowe Stany Zjednoczone, aby dotrzeć na festiwal Mardi Gras w Orleanie, święto z okazji ostatniego dnia karnawału. W obrazie Hoppera tak naprawdę chodziło o nietolerancję, brak zrozumienia i zwykłą nienawiść, czyli spawy, które są tematami uniwersalnymi, aktualnymi również dziś i pewnie tak samo ważnymi za kolejne czterdzieści lat. Jednak to, co było w nim najpiękniejsze, to motocykle.

Kadr z filmu “Easy Riders”. Foto: www.ahametals.com

Fani dwóch kółek mogli podziwiać kultowy dziś motocykl „Captain America” zbudowany przez Texa Halla i aktora Dana Haggerty’ego, oraz bliźniaczą maszynę zwaną „Billy Bike”, którą w filmie ujeżdżał Dennis Hopper. Na potrzeby filmu zakupiono na policyjnej aukcji w sumie cztery motocykle. Były to modele Harley-Davidson Hydra-Glide z lat 1949-1952 ze słynnym silnikiem H-D Panhead. Pomysł przebudowy wyszedł od Fondy, zaś przeróbki, według jego zaleceń, wykonali Cliff Vaughs i Benjamin F. „Ben” Hardy, czarnoskórzy customerzy z LA.

Na potrzeby filmu maszyny zostały mocno przerobione, jednak z zachowaniem oryginalnych silników. Wykonano je w duchu choppera, co później wyniosło ten styl budowy do głównego nurtu. Skonstruowano dwa modele „Captain America”. Jeden z nich został skradziony, zresztą wraz z dwoma „Billy Bike”, zanim jeszcze film trafił do kin. Drugą maszynę z amerykańską flagą na baku zniszczono w finałowej, pamiętnej scenie filmu. Nie będziemy spojlerować coś się z nim stało, ale motocykl mocno ucierpiał.

Warto dodać, że poważnie uszkodzony egzemplarz został później odbudowany przez Haggerty’ego i sprzedany na aukcji w 1996 roku za 63,5 tys. dolarów. Zakupił go niejaki Gordon Granger z Teksasu. Co najciekawsze, Haggerty zdradził później, że ten motocykl nie był… oryginalny. Dlaczego tak powiedział? Ponieważ „odbudował” i sprzedał jeszcze jeden motocykl będący podobno prawdziwym egzemplarzem „Captain America”, w czym pomogło mu potwierdzenie o autentyczności uzyskane od Petera Fondy. Fonda później zaprzeczył swoim własnym słowom, tłumacząc się, że został przez Haggerty’ego wprowadzony w błąd.

Te sprawy są zresztą o wiele bardziej zawiłe i ciągną się już od wielu lat, a kolejnymi odsłonami afery emocjonuje się pół Ameryki. Ostatni rozdział tej farsy miała miejsce w październiku zeszłego roku, kiedy na jednej z aukcji pojawił się i został zakupiony za bagatela 1,7 mln dolarów, „ostatni zachowany” chopper z Easy Ridera. Po aukcji Peter Fonda zaprzeczył jakoby to mógł być oryginalny „Captain America”, co spowodowało ostateczni wycofanie się kupca z transakcji.

Ów egzemplarz był własnością Michaela Eisenverga z Los Angeles, znanego agenta nieruchomości i kolekcjonera pamiątek związanych z Hollywood, który zakupił maszynę na początku 2014 roku od Johna Parhama. Z kolej ten magnat ze środkowo zachodnich Stanów był właścicielem pojazdu przez 12 lat, w tym czasie maszyna była wystawiona w muzeum motocykli w Anamosa w stanie Iowa. Najciekawsze zaś jest to, że Parham nabył niegdyś kultowy motocykl od… Haggerty’ego.

Dziś istnieje już tyle replik obu motocykli, choćby w muzeum HD w Milwaukee, że nawet gdyby wypłynęły zachowane w oryginalnym stanie, ukradzione niegdyś, trzy motocykle, zapewne zostałyby uznane za niezłe podróbki. Te wspaniałe choppery nadal będą budzić olbrzymie emocje, bo są kwintesencją pewnego, zmiecionego już przez czas stylu życia rebeliantów z końca lat 60. ubiegłego wieku i ich nieograniczonej niczym swobody. Kto za tym nie tęskni?

“The Wild One”, Triumph Thunderbird i historia prawdziwej rozróby

Zanim nastała era „Captain America” jednym z najpopularniejszych obrazków kinowych, w których motocykl jest również ważny jak aktor, był „The Wild One” w reżyserii László Benedeka. „Dziki” trafił do kin w 1953 roku, natomiast główną rolę zagrał Marlon Brando, który jako tytułowy Johnny „The Wild One” Strabler, rozjeżdżał wzdłuż i wszerz kalifornijskie miasteczka w poszukiwaniu dobrej zabawy, chociaż powiedzmy sobie szczerze, że głównie chodziło o rozróby i bijatyki.

Na czele swojego gangu motocyklowego Black Rebels trafia wreszcie do miasteczka Wrightsville, gdzie przybywa również konkurencyjna ekipa pod przywództwem psychotycznego lidera o pseudonimie Chino (w tej roli wystąpił jakby stworzony do niej Lee Marvin). To oczywiście nie mogło dobrze się skończyć. Co najciekawsze, mimo że scenariusz oparto na książce Franka Rooneya, historia odnosi się do prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w 1947 roku, kiedy to cztery tysiące gangsterów na motocyklach opanowało i zniszczyło kalifornijskie miasteczko Hollister.

Kadr z filmu “The Wild One”. Foto: ffw.com.br

Trudno się dziwić, że angielski producent motocykli Triumph, którego model Triumph Thunderbird dosiadał w filmie „Dziki” przez lata odżegnywała się od tego obrazu. Z tego samego powodu aż przez trzynaście lat „The Wild One” nie mógł być oficjalnie wyświetlany w brytyjskich kinach. I jeszcze jedno, wybór motocykla głównego aktora był zupełnie przypadkowy, chociaż nie dla Marlona Brando. Była to bowiem jego prywatna maszyna.

Historycznych filmów z motocyklami w tle było bardzo wiele, choćby „Hells Angels on Wheels” z 1967 roku, w którym główną rolę grał sam Jack Nicholson. Ciekawym związkiem tego obrazu z „Easy Riders” jest osoba László Kovácsa, który w „Hells Angels on Wheels” był odpowiedzialny za zdjęcia, zaś ledwie dwa lata później został dyrektorem zdjęć właśnie na planie „Swobodnego jeźdźca”.

„Hells Angels on Wheels” był dość typowym filmem motocyklowym tamtego okresu, w przeciwieństwie do o wiele późniejszego, ale dla fanów dwóch kółek znacznie ważniejszego „Harley Davidson and the Malboro Man”.

„Harley Davidson and the Malboro Man” oraz niezwykłe losy ich maszyn

„Harley Davidson and the Malboro Man” nie był może arcydziełem kinematografii, jednak ten obraz miał w sobie taki ładunek energii, że nawet dziś, po obejrzeniu filmu, ciężko zwalczyć pragnienie, aby wsiąść na motocykl i ruszyć przed siebie w siną dal. „Harley Davidson and the Malboro Man” powstał we wczesnych latach 90. ubiegłego wieku, kiedy Mickey Rourke (Harley Davidson) i Don Jonhson (Malboro Man) wyglądali jak filmowi amanci, a nie sterani życiem weterani Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej. Szczególnie Rourke przeszedł olbrzymią przemianę od czasów „9 i pół tygodnia”, co zresztą doskonale wykorzystał reżyser Darren Aronofsky w filmie „Zapaśnik”, w który Rourke poniekąd gra samego siebie. Za to w obrazie Simona Wincera, Rourke jest jeszcze piękny i młody.

„Harley Davidson and the Malboro Man” to był lekki, skrzący się od humoru film, w którym filozoficznie podchodzący do życia Harley Davidson i szalony kowboj Malboro Man muszą pomóc przyjacielowi w starciu z bankierami, próbującymi wszelkimi sposobami przejąć bar mężczyzny. Co mogą zrobić dwaj motocykliści? Oczywiście obrabować bank. Jak powiadał Harley Davidson It´s better to be dead and cool, than alive and uncool, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, iż lepiej być martwym i fajnym, niż żywym i drętwym jak pal Azji. Życiowe motto riderów, a przede wszystkim niezapomniany customowy Harley-Davidson FXR, któremu Mickey Rourke dawał nieźle popalić, stały się kultowe.

Kadr z filmu „Harley Davidson and the Malboro Man”. Foto: atatatv.net

Podobno nietypowy wygląd tej maszyny, którą zbudowała ekipa z Bartels Harley-Davidson z Kalifornii, powstał na podstawie projektu naszkicowanego przez Rourke na barowej serwetce. Na potrzeby filmu zbudowano cztery maszyny zwane „Black Death”, lecz tylko dwie zagrały w filmie. Charakterystyczna grafika z baku motocykla, czyli czaszki i karty, to chyba najlepiej rozpoznawany i najczęściej kopiowany wzór motocyklowy. Jak się dalej potoczyło losy tych maszyn?

Dwa pierwsze, czyli „Black Death 1” i „Black Death 2” zostały… zezłomowane. Jeszcze jeden, zbudowany przez Billy’ego Westbrooke dla Rourke, którego właściwie nie powinno się liczyć, został niemal natychmiast skradziony. Egzemplarz numer trzy, którego szkic wykonał Rourke, zbudowano w Bartels, gdzie powstały wspomniane „Black Death 1” i „Black Death 2”. Czwarty, który skonstruowali Gene i Dave Fournier oraz Allan Barsi z Bartels trafił do MGM, a dziś można go podziwiać w Loess Hills Harley Davidson w stanie Iowa. Został zakupiony od MGM w 1995 roku przez Gene Thomasona za 12 tys. dolarów.

To właśnie ten czwarty motocykl był używany w większości filmowych scen. W trudniejszych, kaskaderskich momentach do walki wkraczał podrasowany numer trzy. Jeździł nim Chuck Zito, aktor, kaskader i członek słynnego gangu Hells Angels, który rozbił tę maszynę w Pelham Bay w październiku 1999 roku. Zito wydał zresztą później własną autobiografię, w której zdradził, że nadal ma ten motocykl lub to, co z niego pozostało. Dodajmy jeszcze, że Black Death numerem trzy był modelem FXLR z 1989 roku, a nie FXR, jak pozostałe.

Dlaczego ten klasyk Harleya z silnikiem Evolution zrobił tak zawrotną karierę? To był motocykl minimalistyczy i surowy. Ten styl wydaje się ponadczasowy i idealne pasował do bohatera, który dosiadał tę maszynę. Harley Davidson również wydawał się niezniszczalny i nie do zdarcia. Tak powstała legenda ich obu, która nadal pobudza fantazje każdego, kto obejrzy ten film, zaś firma Harley-Davidson wciąż spełnia marzenia tysięcy motocyklistów, którzy chcą być chociaż odrobinę takimi, jak wtedy był Rourke.

Czy to koniec tej historii? Zapraszamy do lektury kolejnej części… już za kilka dni.

%d bloggers like this: