Customizing – GMX-EXTREME

Artykuł pochodzi z kwartalnika “Chopper Magazin” nr 24 lipiec 2014

Autor: Roman Pałka
Zdjęcia: Karolina Rak

 

Motocykl został zbudowany i wystawiony pod szyldem GMX-EXTREME. Surowy, oszczędny w formie, nieprzestylizowany. Konstrukcyjnie sprowadzony do minimum, zgodnie z kanonami przypisanymi klasie cafe racer, wyjątkowo czytelnie oddaje nostalgiczny charakter epoki ulicznych gonitw. Wielokrotnie powtarzaliśmy, że istota motocyklowego piękna tkwi w prostocie – jak widać tym razem nasze opinie podzieliła również targowa publiczność. Czy dla autorów może być milsza forma gratyfikacji niż nagroda publiczności? Chyba nie… Jury, jakkolwiek złożone z ekspertów i specjalistów zawsze kieruje się określonymi wytycznymi. Publiczność natomiast reaguje spontanicznie, szczerze, a werdykt jest podyktowany odruchem serca – to prawdziwe zwycięstwo. Zgodnie z obietnicą postaramy się przybliżyć sylwetki twórców nagrodzonej maszyny, oto co mówią sami o sobie.

Skąd taki pomysł na życie? To proste, z miłości do motocykli. Jeździmy wszyscy. Od zawsze, to znaczy odkąd każdy z nas sięga pamięcią. Przerabialiśmy wszystkie stopnie wtajemniczenia, od nieprzespanych skutkiem marzeń nocy do pierwszych, nieporadnie rozbieranych silników. Szkoda czasu na wyliczenia czy licytacje. Większość z nas, motocyklistów- pasjonatów wędrowała tą samą ścieżką. W naszym przypadku młodzieńcze fascynacje jednośladami przełożyły się na życie zawodowe. Zaczęło się całkiem niedawno, ale dynamika zmian i zdarzeń z tym związanych mocno zaskakuje nawet nas samych. Daje to kopa do dalszej pracy, poza tym utwierdza w przekonaniu, że praca połączona z pasją to najlepsze co może zaistnieć w życiu każdego człowieka. Działamy w Opolu. Jesteśmy niewielką firmą, cały warsztat ogranicza się do czterdziestu metrów kwadratowych. Niewiele? Zapewniam, że w zupełności wystarczy, aby robić to co się naprawdę kocha. Naszą siłą jest przyjaźń i pasja, do tego wyjątkowo skutecznie wspomaga nas też wspólna jazda. Inspiracji mamy sporo, pochodzą też z różnych źródeł. Jest jednak istotny punkt wspólny – zawsze najskuteczniej nasze wyobraźnie pobudza stara „Japonia”. Te motocykle niezaprzeczalnie posiadają ową przysłowiową duszę, mają jakąś niepowtarzalną magię.

Foto: Karolina Rak
Foto: Karolina Rak

Historia naszego GS-a jest wręcz banalna. Kupiliśmy motocykl z myślą o odrestaurowaniu, ale jak sam wiesz, to życie pisze najciekawsze scenariusze. Pomimo pierwotnych zamierzeń poczciwe Suzuki skończyło pod szlifierką. Postanowiliśmy zmienić praktycznie wszystko. Rozpoczęliśmy od pocięcia ramy, która po konkretnych wzmocnieniach została pospawana na nowo. Przystępując do dzieła założyliśmy, że większość prac wykonamy samodzielnie. Zbiornik paliwa zbudowaliśmy sami od podstaw. Podobnie kierownicę i tylny zadupek. Zmodernizowaliśmy i również od nowa wykonaliśmy całą instalacje elektryczną. Na kompleksową renowację załapał się również silnik. Gruntownie rozebrany, zregenerowany został poskładany na nowo po uprzednim szkiełkowaniu. Z detali konstrukcyjnych wrzuciliśmy jeszcze amortyzator skrętu – odwala fantastyczną robotę na rzecz poprawy parametrów trakcji. Kierunkiem, który staraliśmy się utrzymać była stara brytyjska szkoła ulicznych wyścigówek. Jak sam zauważyłeś przede wszystkim oszczędność, tak formy jak i środków. Do tego solidne wsparcie mechaniczne – ten motocykl ma naprawdę solidny potencjał i doskonale sprawdza się w warunkach drogowych.

Nagroda jaką zwinęliśmy była największym zaskoczeniem dla nas samych. Oczywiście cieszymy się, że tyle osób doceniło naszą pracę, a co równie ważne także wyobrażenie o tym typie motocykli. Dostaliśmy solidnego kopa motywacyjnego i już myślimy czym Was zaskoczyć na przyszłorocznej odsłonie mistrzostw.

 

%d bloggers like this: