Zamiast chromu solidna skóra i tatuaże. To dwukołowy „The Recidivist”

Ponieważ zbliża się wrześniowa, trzecia edycja festiwalu Tattoo Konwent w Katowicach, postanowiliśmy przypomnieć maszynę, która wymagała ponad dwustu pięćdziesięciu godzin tatuowania. To nie pomyłka, mówimy o motocyklu a nie o człowieku.

Wytatuowane motocykle to nie jest jakaś specjalna nowość. Takie maszyny powstawały na całym świecie, ale polski projekt prezentuje się na ich tle wyjątkowo, bo poświęcono mu maksymalnie dużo czasu i serca.

„Cheyenne Bike – The Recidivist”. Źródło: YT, GameOverCycles

„The Recidivist” to także popis prawdziwego kunsztu Tomasza Lecha i Krzysztofa Krolaka. Tatuażyści spędzili ponad 250 godzin na samym tatuowaniu okrywających maszyn skór. Można się spierać o samą idee pomysłu, która niektórych odrzuca lub obrzydza, natomiast trzeba przyznać, że efekt końcowy ma pewien urok i niepokojący wdzięk. Bardzo fajnie skręcono też film reklamowy tego przedsięwzięcia.

Maszyna powstała w Game Overy Cycles, we współpracy z Cheyenne Taatto Equipment oraz Zodiac Performance Product for H-D i wymagała ponad pięciu miesięcy prac konstrukcyjnych. Poza solidnym metalem, na okrycie motocykla poświęcono 4 metry kwadratowe porządnej skóry o jasnym odcieniu, aby przypominała… ludzką.

Bazą projektu został Harley-Davidson Softail, ale z oryginalnej maszyny ostała się tylko część ramy oraz silnik. Pozostałe elementy konstrukcyjne oraz mechanizmy, to rozwiązania i pomysły ekipy z Game Over Cycles.

Game Over Cycles. Źródło: http://gameovercycles.pl/

Z ciekawostek wymyślonych przez GOC warto wspomnieć o dźwigni uruchamiającej motocykl, która nadano kształt detonatora lub o tylnej lampie, nawiązującej formą do kastetu. Korek wlewu paliwa wzbogacono o mechanizm z zamka szyfrowego z sejfu, a mocowanie zacisków hamulcowych przypomina kajdanki.

Dodajmy do tego klamki w kształcie noży typu „butterfly” i mamy rasowy pojazd dla recydywisty. Właściwie zgodnie z nazwą.

Źródło: autoevolutio

%d bloggers like this: