Docieranie opon motocyklowych. Wymówka kiepskich motocyklistów? A może fakt?

Docieranie opon to zawsze dobry temat na rozmowy przy kielichu, bo zwolenników tej teorii jest sporo, ale przeciwników też nie brakuje. Osobnym tematem pozostaje pytanie o liczbę kilometrów, po których guma zostaje „dotarta”.Czy należy pokonać dwieście, pięćset lub nawet tysiąc kilometrów, jak sugerują niektórzy ortodoksi motocyklowej sztuki?

Zacznijmy od początku. Oponę powinniśmy docierać podobno dlatego, bo jest wysmarowana specjalną substancją, którą należy zetrzeć. Czy w tym micie jest choćby ziarnko prawdy?

Fot. Bridgestone

Za rozpowszechnianie tej teorii częściowo odpowiedzialni są motocykliści, którzy po wyjechaniu z serwisu – w którym zlecili wymianę gumy lub obu na nowe, wygłębiają się na pierwszy winklu albo niewiele dalej. Oczywiście wina spada najczęściej na śliskie opony. Podobno są one posmarowane pewną substancją, dzięki której nie przylegają do formy po jej otwarciu. Producenci w ten sposób ułatwiają sobie życie, a jednocześnie mogą tworzyć skomplikowane profile opon. Niestety ryzykują przy tym nasze życie. Tak mniej więcej brzmi najbardziej rozpowszechniona wersja.

Co ciekawe, podobne historie można przeczytać również na niektórych stronach oponiarskich. Najczęściej wpisy traktujące o jakiś bliżej nieokreślonych środkach ułatwiających wyjmowanie opon z formy. Otóż minimalne ilości tych środków pozostają na oponie po wulkanizacji.

Fot. YouTube

Problem z tym mitem polega na tym, że opony nie przyklejają się do form. Potwierdzają to takie osoby jak Mike Manning, dyrektor marketingu w firmie Dunlop, który stwierdził w jednym z wywiadów: „Nie rozpylamy do form żadnych dodatkowych substancji. Opony same w sobie dobrze się układają”. Podobne oświadczeni złożył również Kevin Hunley z firmy Bridgestone.

Ale przecież coś musi być przyczyną tych wszystkich wypadków z nowymi oponami, prawda? I rzeczywiście taki powód istnieje, ale problem leży gdzie indziej. Nowa guma nie ma jeszcze docelowej sprawności, ale nie chodzi o jakieś magiczne substancje, którymi pokrywają ją producenci.

Fot. Dunlop

Manning wyjaśnia: „Nowa opona musi być użytkowana delikatnie. Różne substancje chemiczne są łączone w formie, ale dopiero pierwsze cykle cieplne definitywnie kończą proces utwardzania.”

To nie wszystko. Kiedy opony są używane, ich profile się zmieniają a refleks kierowcy dostosowuje się do tych zmian. Kiedy dostajesz nowe opony z ładnymi profilami, zachowanie twojego motocykla zmienia się natychmiast, natomiast refleks nie.

Fot. Bridgestone

Wyjeżdżasz swoją sprawdzoną maszyną z serwisu. Na obręczach masz czarne jak smoła, pachnące nowością gumy. Jedziesz i trafiasz na pierwszy zakręt. Oczywiście próbujesz pokonać go tak jak to robiłeś przez kilka tysięcy przejechanych ostatnio kilometrów. Niespodziewanie kończysz w rowie. Kto zawinił? Najłatwiej opowiedzieć historię o zbyt śliskiej oponie posmarowanej chemicznym zajzajerem.

Według Hunleya z Bridgestone, aby nowa opona zapewniła optymalną wydajność, powinna być używana bardzo ostrożnie przez pierwsze 150 kilometrów. To wystarczy, aby powierzchnia bieżnika zaczęła działać prawidłowo. Bezpośrednio po zamontowaniu nowych opon należy unikać gwałtownego przyspieszania, hamowania i zbyt ostrego pokonywania zakrętów. Pozwoli to motocykliście dostosować się, „poczuć” właściwości i prowadzenie nowej opony, natomiast guma zostanie odpowiednio rozgrzana, aby osiągnąć optymalny poziom przyczepności.

Fot. pinterest.com

Również The European Tyre Rim Technical Organization, która zrzesza głównych producentów opon, zaleca docieranie nowych gum i szczególną rozwagę przynajmniej przez pierwsze 100 kilometrów jazdy.

Mówiąc krótko, jeśli chcesz koniecznie sprawdzić nowe opony, daj im trochę czasu i kilometrów na „dotarcie” i sam również do nich się dostosuj. To naprawdę niewielkie poświęcenie, dzięki któremu unikniesz niemiłej przygody.

%d bloggers like this: