3 niezwykłe zegarki dla motocyklistów. Ich ceny też są… wyjątkowe

Zegarki mają w sobie coś magicznego i niepokojąco blisko im do motocyklowych prędkościomierzy. Być może dlatego fajny zegarek to nie tylko urzadzenie odmierzające godziny i minuty, ale również fascynujący gadżet, a niekiedy dzieło sztuki. Oto trzy modele, które mają w sobie to „coś”. Niestety są też bardzo drogie.

Oczywiście na naszej krótkiej liście zabrakło wielu znakomitych zegarków, na przykład ciekawego modelu Gold Wing 74 nawiązującego do słynnej Hondy, albo bardziej wyścigowego Tissota T-Race MotoGP LE. Są to jednak czasomierze mniej luksusowe niż prezentowana trójca superbohaterów. Ich ceny są bardzo wygórowane, ale to przecież nie oznacza, że nie możemy pokazać ich rodzinie i przypomnieć najbliższym, że już za miesiąc oczekujemy Mikołaja…

Clifton Club Burt Munro Tribute Limited Edition

Baume & Mercier to firma z tradycją, której początki sięgają 1830 roku. Szwajcarski producent niedawno rozpoczął współpracę z Indian Motorcycles. Efektem spotkania jest limitowana seria czasomierzy, składająca się zaledwie 1967 automatycznych chronografów Clifton Club, opracowana w hołdzie dla Burta Munro, który w 1967 roku ustanowił motocyklowy rekord prędkości na wyschnięta powierzchni jeziora Bonneville.

Clifton Club Burt Munro Tribute. Fot. Baume & Mercier

Munro dokonał tego wyczynu na pokładzie zmodyfikowanego motocykla Indian z lat… 20. ubiegłego wieku, który w momencie zakupu mógł rozpędzić się do zaledwie 89 km/h. Munro potroił osiągi tej leciwej, czterdziestoletniej maszyny i wycisnął z niej dokładnie… 295.453 km/h! Siebie jednak nie zdołał. W czasie bicia rekordu był już emerytem, co sprawia, że jego osiągnięcia są jeszcze bardziej niezwykłe. Więcej o tej nieprawdopodobnej przygodzie możecie poczytać w artykule pt. „Burt Munro i historia prawdziwej miłości do motocykli”, a tymczasem wróćmy do zegarka wyszykowanego na cześć słynnego Nowozelandczyka.

Długa nazwa to podstawa elegancji, dlatego Clifton Club Burt Munro Tribute Limited Edition może się taką poszczycić. Podziwiając cyferblat chronografu wpierw dostrzeżemy liczbę 35, czyli szczęśliwy numer Burta. Reszta tarczy jest w białym, piaskowanym wykończeniu, które ma przypominać solne trasy wytyczone na Bonneville.

Clifton Club Burt Munro Tribute. Fot. Baume & Mercier

Inna ciekawostka to zmiana na skali tachometrycznej, na której zamiast oczekiwanego skoku od 200 do 180 mil na godzinę, podświetlona jest liczba 184. To oczywiście odniesienie do rekordu Munro. Zgodnie z położeniem znacznika, trzeba by pokonać milę w niecałe 20 sekund, aby zbliżyć się do osiągnięć mistrza. Kolejny szczegół to wskazówka sekund, która jest ukłonem w stronę motocykla Nowozelandczyka. Jej przeciwwaga to stylizowana litera „I” zaczerpnięta z „I” w logo Indian Motorcycle.

Mniej oczywiste odniesienia do rekordu i motocykla Burta Munro to barwa i pochodzenie paska z cielęcej skóry, który Baume & Mercier nazywa „Indian Red” – jest to głęboki kolor, który można znaleźć na wielu motocyklach marki Indian. Ponadto pasek jest wykonany z materiałów pozyskanych od firmy Indian. Z tych samych skór wykonuje się siedziska i inne okładziny w motocyklach.

Clifton Club Burt Munro Tribute. Fot. Baume & Mercier

Na kopercie znalazło się też miejsce na wygrawerowane logo Indian Motorcycle, a także rok, w którym powstała słynna marka (1901). Wewnątrz koperty znajduje się solidny mechanizm  ETA Valjoux 7750, który jest równie mocny jak sam Burt Munro. Niestety limitowana edycja zegarka Clifton Club Burt Munro Tribute nie jest tania. Czasomierz kosztuje 3750 dolarów, (ok. 14 000 zł) można go nabyć na stronie baume-et-mercier.com

Azimuth SP-1 Crazy Rider

Azimuth to marka, która swoją siedzibę ma w szwajcarskim Biel. W przeciwieństwie do innych szwajcarskich firm, Azimuth prezentuje awangardowe podejście do zegarków, co niestety przejawia się również wystrzelonymi w stratosferę cenami. Z drugiej strony projekty Szwajcarów są absolutnie niezwykłe.

Azimuth SP-1 Crazy Rider. Fot. azimuthwatch.com

Skojarzenie z filmem pt. „Easy Rider” jest prawidłowe. Kto nie widział tego obrazu z udziałem niepowtarzalnego duetu Peter Fonda i Dennis Hopper, powinien szybko nadrobić te braki, bo to jedna z najciekawszych historii, która definiuje poczucie niezależności i wolności, oraz to, czym może się skończyć brak prawdziwego celu. Azimuth tez wybrał długa drogę, która oznacza upływ czasu, a konkretniej przesuwające się ogniwa łańcucha motocyklowego. Nietypowy pomysł.

Azimuth SP-1 Crazy Rider. Fot. azimuthwatch.com

Azimuth SP-1 Crazy Rider ma wyglądać jak silnik motocyklowy, stąd jego charakterystyczny kształt. Na cyferblacie nawiązującym do prędkościomierza umieszczono łańcuch łączący dwie zębatki. Nie chodzi wyłącznie o efekt estetyczny, ponieważ „system przeniesienia napędu” kontroluje wskazaniami  godzinowymi i minutowymi. W miarę upływu czasu wskazówka godzinowa jest przesuwana wzdłuż 24-godzinnego toru. Wskazówka minutowa jest umocowana na stałe, podobnie jak w większości zegarków mechanicznych.

Azimuth SP-1 Crazy Rider. Fot. azimuthwatch.com

To nieszablonowa koncepcja, która na dodatek jest dość spójna. Azimuth SP-1 Crazy Rider to nie jest mały czasomierz. Aż 55 milimetrowa, stalowa kaseta może wyglądać na nadgarstku jak łożysko główki ramy, ale chyba o to w tym wszystkim chodzi. SP-1 Crazy Rider umocowany jest na sportowym, skórzanym pasku z kontrastowym szwem.

Azimuth SP-1 Crazy Rider. Fot. azimuthwatch.com

Zegarek zapewnia wodoszczelność do 30 metrów (3 ATM), wyposażony jest w zmodyfikowany mechanizm ETA. Limitowana edycja wyniosła zaledwie 100 sztuk i była szaleńczo droga (ok. 20 000 zł), ale w sprzedaży pojawiła się już standardowa wersja (właściwie dwie, stalowa i karbonowa), która kosztuje znacznie mniej, „zaledwie” 3750 dolarów (ok. 14 000 zł). Azimuth SP-1 Crazy Rider można zakupić na stronie chrono24.com.

Wryst Isle of Man TT Sport

Szosowe wyścigi motocyklowe na wyspie Mann mają liczne grono wielbicieli. To jedyne miejsce na świecie, gdzie ostre motocykle torowe mogą ścigać się praktycznie bez ograniczeń na normalnych drogach. Jednocześnie to szalenie niebezpieczna impreza, a lista ofiar Isle of Man TT wydłuża się niestety z roku na rok. Aktualnie to ponad 250 motocyklistów, którzy zginęli od początku historii imprezy sięgającej 1907 roku.

W ostatnich latach pojawił się jeszcze jeden problem. Wielu zawodników, którzy przybywają na wyścigi TT, zbyt szybko jeździ poza trasami zawodów i terminem motocyklowego święta. Tym samym stanowią zagrożenie nie tylko dla siebie, ale również dla mieszkańców.

Wryst Isle of Man TT Sport. Fot. wryst-timepieces.com

Szwajcarska firma Wryst, która jest oficjalnym partnerem Tourist Trophy, zaprezentowała limitowaną edycję zegarków Wryst Isle of Man TT Sport jeszcze w zeszłym roku. Parametry czasomierza nie są może powalające, ale nie o to tutaj przecież głownie chodzi.

Obudowa została wykonana z włókna węglowego, szafirowe szkiełko jest odporne na zarysowania. Czasomierz jest również wodoszczelny, jego klasa szczelności wynosi 10 ATM, czyli można z nim pływać i nurkować, ale bez akwalungu.

Wryst Isle of Man TT Sport. Fot. wryst-timepieces.com

Główne elementy, nawiązujący do wyścigów TT, to logo wyspy Mann umieszczone na tarczy, którą upodobniono do motocyklowych prędkościomierzy. Logo TT znajduje się także na spodzie koperty oraz z boku, gdzie wycięto wielki napis ISLE OF MANN TT, gdyby ktoś nie dostrzegł logotypu.

Pierwsze zegarki Wryst Isle of Man TT Sport trafiły do odbiorców na początku 2016 roku. Obecnie do wyboru są trzy warianty różniące się jedynie kolorem paska. Cena wyścigowych czasomierzy jest oczywiście mocno wygórowana i wynosi 1020 dolarów (ok. 3700 zł). Zakupu można dokonać na stronie wryst-timepieces.com.

Wryst Isle of Man TT Sport. Fot. wryst-timepieces.com

 

 

%d bloggers like this: