Nasza zima zła? Nie, jeśli masz podgrzewane rękawice…

Przyjemność jazdy motocyklem jest mocno skorelowana z temperaturą otoczenia i spada równie szybko jak słupek rtęci w termometrze. Jesteśmy różni i dla niektórych dziesięć stopni powyżej zera to idealna temperatura, a dla innych to już ziąb. Mało jest jednak motocyklistów, poza uczestnikami Elefantentreffen, którzy lubią jazdę w temperaturze zbliżonej do 0°C i niższej.

O ile w mieście można jeszcze jakoś wytrzymać, bo dystanse są zazwyczaj krótkie, a miejska substancja nieco powstrzymuje fale mrozu, to już wyjazd poza aglomeracje może być prawdziwym wyzwaniem. Z drugiej strony również niesamowitą przygodą, ale trudno będzie cieszyć się trasą i okolicą, jeśli trzęsiesz się z zimna i nie możesz zacisnąć zgrabiałych palców. Czy jest jakiś sposób na pokonanie zimna?

Oczywiście znamy ich bez liku, niektóre kojarzą się z łódkami, inne ze słynnymi kompozytorami, ale te wszystkie metody mają jedną wspólną wadę – uniemożliwiają jazdę na motocyklu, chyba że do najbliższego rowu. Pozostają nam zatem tradycyjne sposoby, czyli specjalna odzież. I tutaj pojawia się wiele ciekawych opcji, różne warianty odzieży ogrzewanej. Przede wszystkim warto wyposażyć się w ogrzewane wkładki do rękawic lub rękawice z elementem grzewczym. Czym kierować się podczas zakupu? Oto nasz poradnik.

Keis Heated Inner Motorcycle Gloves. Fot. keis.com

Nasz dłonie są najbardziej narażone na wychłodzenie, szczególnie jeśli nie posiadamy handbarów i listków, nie mówiąc już o podgrzewanych manetkach. Opcje są w zasadzie dwie, możemy zakupić podgrzewane rękawice lub cienkie wkładki, również podgrzewane, które można umieścić wewnątrz ulubionej pięciopalczastej pary.

Wkładki wykonane są zazwyczaj z cienkiej lycry aby dało się je dopasować do wnętrza rękawic. Inna rzecz, że nie zawsze to się udaje, a przede wszystkim niekoniecznie jest wygodne, dlatego przez zakupem należy sprawdzić, czy ten wariant jest odpowiedni. Przewody grzewcze poprowadzone są na wierzchniej stronie dłoni oraz wzdłuż palców. Wkładki można zasilać bezpośrednio z jednej lub wielu połączonych baterii 5Ah , albo przy pomocy akcesoryjnego kabla podłączyć do gniazda zapalniczki.

Rękawiczki ładowane prądem

Oczywiście producenci oferują także instalację umożliwiającą wpięcie się do akumulatora. Przed zakupem warto rozważyć, który wariant będzie najodpowiedniejszy, być może warto przy okazji zainstalować na pokładzie motocykla gniazda USB (o ile go nie posiadamy), aby ułatwić sobie życie. Następna sprawa to oferowany przez sprzedawcę komplet, w zależności od producenta, może być wyposażony w dodatkowe akcesoria, lub nie.

Liczba dodatków wpływa na cenę finalną, natomiast dobrze jest wiedzieć przed zakupem czy na pewno potrzebujemy cały zestaw przewodów do wpięcia się w akumulator. Być może wystarczy jedynie kabelek z baterią. Od wyboru zasilania może być uzależniona moc grzewcza, od której zależy efektywność cieplna wkładek lub rękawic.

Drugi wariant dostępny w handlu to rękawice z wkładkami grzewczymi. W znakomitej większości przypadków takie rozwiązanie sprawdza się lepiej, ponieważ nie trzeba modyfikować swoich oryginalnych rękawic (wkładki grzeczne mogą je „rozepchać”, poza tym są mniej wygodne – pojawia się problem nacisku na palce w przypadku ciaśniejszych rękawic).

Gerbing XR12. Fot. gerbing.eu

Nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na elementach grzewczych, wpierw trzeba sprawdzić, czy jakość rękawic jest dobra. Chodzi o to, aby były wykonane z wodoodpornej tkaniny. Mogą też być wyposażone w wodoodporną membranę. Ponadto muszą być oddychające i ocieplane. Naszą uwagę powinny zwrócić takie materiały jak Cordura (DuPont), Super Fabric, GoreTex – pojawiają się głównie w rękawicach dobrej jakości.

Element grzewczy na nic się nie przyda jeśli materiał będzie zbyt cienki, a brak wentylacji spowoduje pocenie się dłoni i gromadzenie wilgoci. Niezbędna jest regulacja w nadgarstku, dobrze aby zakupiony model posiadał odblaskowe wstawki i wzmocnienia na kostkach.

Grzanie tak, ale stopniowane

System grzania zazwyczaj jest podobny jak w przypadku cienkich wkładek, natomiast należy zwrócić uwagę, aby miał regulację poziomu grzania. Na przykład model Glovii GL2 (cena ok. 500 zł) ma trzy tryby pracy 33% (LO), 66% (MED), 100% (HI). Akurat ten model zasilany jest litowo-polimerowym akumulatorem o pojemności 2100mAh (7,77Wh), dlatego czas grzania rękawic jest uzależniony od wyboru poziomu ciepła. Czas pracy wynosi zatem 6 godzin dla trybu LO, 3 godziny dla MED, oraz 2 godziny dla HI. Oczywiście ma to kapitalne znacznie podczas jazdy, bo przykro byłoby, gdy pod dwóch godzinach w ciepłych rękawicach, ogrzewanie nagle wyłączyło się.

Warto o tym pamiętać dokonując zakupu rękawic, a najlepiej od razu rozglądać się za modelem wpinanym do akumulatora motocyklowego lub od USB. Wspomniana moc grzewcza może być różna, średnio wynosi 8-20W. Rękawice zasilane z baterii mają często niższą moc, a więc także mniejszą skuteczność, ponadto trzeba wziąć pod uwagę spadek pojemności ogniw w niskich temperaturach (o ile nie są schowane blisko ciała, gdzie zimno im nie grozi).

Jeszcze jedna sprawa dotyczy elementu grzewczego. Technologie są różne, częstym rozwiązaniem jest konstrukcja zbudowana z włókna węglowego, które zapewnia odporność i trwałość, a dzięki emisji fali podczerwonych posiada podobno również właściwości… lecznicze (chociaż to pewnie tylko pobożne życzenie producentów i marketingowa papka dla klientów).

RST Thermotech. Fot. thermotech.com

Ważniejsze jest natomiast rozmieszczenie elementów grzewczych. Przed zakupem trzeba się upewnić, że grzałki rozmieszczone są co po całym obwodzie dłoni, aby żadna jej część nie była narażona na chłód. W tańszych modelach rękawic, elementy grzewcze mogą być skromniejsze, ograniczone na przykład do środkowej części dłoni lub nie pokrywające wszystkich palców. W niektórych modelach ogrzewane jest tylko jedno miejsce. Takie rozwiązanie jest tańsze, ale zdecydowanie gorsze.

W przypadku modelu, którego źródłem prądu jest wbudowany akumulator, w zestawie musi się znaleźć ładowarka, umożliwiająca uzupełnienie energii, na przykład podczas postoju w barze lub motelu. Aby zminimalizować ryzyko braku zasilania trzeba rozważyć zakup power banku, który umożliwi doładowanie akumulatora rękawic, nawet podczas jazdy.

Wszystko pięknie, ale te ceny…

Poza wieloma niezaprzeczalnymi zaletami, ogrzewane rękawice motocyklowe mają jedną wadę – wysoką cenę. Rozpiętość jest spora, ale poniżej 400 złotych raczej ciężko znaleźć jakiś sensownym model. O wiele łatwiej kupić drogi, choćby RST Thermotech, który kosztuje ok. 800 zł.

Oczywiście zawsze można zdecydować się na wariant ekstremalny, ale najtańszy, czyli jednorazowe ogrzewacze chemiczne, które można umieścić w rękawicy. Cena za parę to zaledwie kilkanaście złotych – niestety ogrzewacze nie zapewnią ciepła palcom, który przecież najbardziej kostnieją podczas jazdy w niskich temperaturach. Nie uda się również wyregulować temperatury grzania, nie można wyłączyć ogrzewaczy. To nie jest dobra opcja.

Można też odstawić motocykl na zimę i zapomnieć o temacie, ale przecież nie o to nam chodzi… Krótko mówiąc, nie bójcie się nadciągającej zimny. Wcale nie jest taka straszna, o ile jesteście do niej odpowiednio przygotowani. Wydatek jest sporty, ale jednorazowy. W następnym artykule zajmiemy się ochroną termiczną całego ciała. LwG!

%d bloggers like this: