Wpadłeś w dziurę w drodze i uszkodziłeś motocykl? Jak uzyskać odszkodowanie?

Wpadłeś jak śliwka w kompot. Zaliczyłeś glebę przez dziurę lub garb na drodze. Co teraz? Pierwszym krok polega na ustaleniu, kto jest zarządcą fragmentu drogi, na którym doszło do zdarzenia. Niestety również na kierowcę spada konieczność udowodnienia, że szkoda okazała się wynikiem złego stanu nawierzchni. W związku z tym potrzebujesz jak najwięcej materiału dowodowego, ale jakiego?

Kto jest właścicielem drogi?

Za utrzymanie nawierzchni w odpowiednim stanie odpowiada zarządca, którym może być Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (drogi krajowe, ekspresowe, autostrady), urząd powiatu (drogi powiatowe), oraz urząd gminny, który sprawuje pieczę na drogami gminnymi. W przypadku trudności z ustaleniem zarządcy wystarczy zwrócić się z zapytaniem do policji, albo do urzędu miasta, powiatu lub gminy.

Foto: materiały prasowe

Po skompletowani dokumentów i przedstawieniu ich zarządcy, urząd ma 30 dni na uznanie lub odrzucenie żądania odszkodowania oraz wypłatę. Oczywiście urzędnicy nie analizują takich spraw samodzielnie, ale konsultują się z ubezpieczycielem (każda droga jest przez dany urząd ubezpieczona).

Jakie dokument powinniśmy przedstawić?

Najlepiej by było, gdybyśmy dysponowali protokołem z miejsca zdarzenia. Wezwanie policji lub straży miejskiej jest proste, ale oczekiwanie na funkcjonariuszy niestety może trwać bardzo długo. Policja drogowa klasyfikuje zgłoszenia ze względu na ich ważność, co oznacza niestety, że obywatel z uszkodzonym motocyklem znajduje się na szarym końcu listy interwencji.

Kiedy już policja pojawi się na miejscu, trzeba zadbać, aby opis zdarzenia był dokładny, a w protokole znalazła się informacja o przyczynie zdarzenia (dziura w asfalcie, uszkodzona nawierzchnia). Jeśli byli jacyś świadkowie, warto poprosić ich o pisemne oświadczenie w sprawie. To bywa nieco trudne, bo ludzie zazwyczaj się spieszą, nie mają czasu, aby poświęcić go czyjejś sprawie – w takiej sytuacji trzeba poprosić o numer telefonu i spróbować uzyskać oświadczenie w innym czasie, wygodniejszym dla świadka.

Kolejna sprawa to dokumentacja fotograficzna obrazująca fragment uszkodzonej nawierzchni, z którego powodu doszło do zdarzenia. Wystarczą zdjęcia robione telefonem, trzeba także sfotografować uszkodzenia motocykla.

Nie zapomnij o kosztorysie naprawy

Oczywiście, aby ustalić kwotę odszkodowania, o którą będziemy się ubiegać, potrzebujemy kosztorysu naprawy. Z jego uzyskaniem nie będzie problemu, bo dostaniemy go wraz z fakturą w każdym serwisie motocyklowym, w którym zostawimy motocykl. Dobrym pomysłem jest skorzystanie z pomocy rzeczoznawcy, który może wystawić stosowne orzeczenie. Taki dokument trudniej podważyć niż diagnozę mechanika.

Dla pewności warto także pozostawić sobie wymienione części, gdyby okazało się, że ubezpieczyciel ich zażąda (znane są takie przypadki). Cała powyższa procedura musi oczywiście trwać, najwięcej czasu zajmuje zazwyczaj naprawa motocykla. Nie musimy się tym przejmować, bo o odszkodowanie możemy się ubiegać do 3 lat po zdarzeniu.

Policja nie przyjechała, a szkoda jest. Klops?

A co jeśli z jakiś powodów nie wezwaliśmy policji i nie dysponujemy protokołem stróżów prawa? Nie jesteśmy wówczas pozbawieni szansy uzyskania odszkodowania. Protokół można napisać samodzielnie. W dokumencie należy dokładnie opisać okoliczności i miejsce zdarzenia ze szczegółami dotyczącymi uszkodzonej nawierzchni drogi oraz wymiarami ewentualnej dziury, szczeliny lub wypukłości.

Dobrze jest mieć zeznania świadków, tak jak w przypadku zdarzenia, do którego przyjechała policja. Niestety w wielu sprawach firmy ubezpieczeniowe wymagają raportu policji i traktują ten dokument jako punkt wyjścia do dalszych działań. Dla przykładu, samodzielnie wyfasowany raport nie wystarczy dla GDDKiA.

Winny się wykręca. Co robić?

Niestety zarządcy dróg wcale nie są skorzy do uznawania spraw, w których ich wina jest ewidentna (tzn. niedopilnowanie dobrego stanu nawierzchni drogi). Dzieje się tak dlatego, że zarządcy boją się lawiny roszczeń i spraw przeciw nim, bo przecież dziurawe i uszkodzone drogi to raczej w naszym kraju norma niż ewenement.

Często stosowanym i skutecznym sposobem przeciwko kierowcom jest ustawianie znaku drogowego ostrzegającego przez złymi warunkami na jezdni. W takim przypadku zarządca może udowadniać, że kierujący pojazdem jechał zbyt szybko. Mówiąc inaczej, nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze. Jeśli ubezpieczyciel zarządcy drogi odmawia wypłaty, możemy jeszcze powołać niezależnego rzeczoznawcę, co niestety słono kosztuje, ale wydatek ten dołączymy później do żądania naprawienia szkody.

Wszystkie sposoby zawiodły. Co teraz?

Jeśli ubezpieczyciel nadal się upiera przy swoim, zostaje tylko droga sądowa, czyli postępowanie na drodze powództwa cywilnego. Niestety sprawy tego typu potrafią ciągnąć się latami i wymagają sporo samozaparcia, a często i czasu. Jeżeli jednak dowody są mocne, a szkoda wysoka, warto poświęcić czas i środki, aby dojść swoich praw.

To właśnie dzięki osobom, które podejmują walkę z molochami i biurokracją, inni łatwiej uzyskują odszkodowania. Również dzięki nim mamy mniej dziur w drogach, bo zarządca i firmy ubezpieczające wcale nie chcą tracić czasu i pieniędzy na walkę z poszkodowanymi – zazwyczaj łatwiej jest naprawić drogę. Mówiąc inaczej, zawsze warto walczyć o swoje, czyli korzystać z praw, które nam przysługują.

%d bloggers like this: