Trzy najgłupsze mity dotyczące jazdy na motocyklu

Błędne wyobrażenia na temat motocyklistów to rzecz powszechna, szczególnie u osób, które z dwoma kółkami mają niewiele wspólnego. Nie są częścią tej kultury, nie rozumieją. Można to wybaczyć, ale naprawdę zniechęcający jest fakt, gdy również aktywni wielbiciele motocykli karmią się mitami i legendami, zamiast faktami logiką. Oto trzy najbardziej rozpowszechnione przypadki.

1. Jazda jest ekstremalnie niebezpieczna, krótki rękawek to śmierć

Tak, większość elementów odzieży motocyklowej, która ma nas chronić w razie wypadku, jest niewygodna, w mniejszym lub większym stopniu ogranicza ruchy, a przede wszystkim sprawia, że gotujemy się w cieplejsze dni. Mamy dobry powód, żeby zakładać na siebie specjalnie spodnie, kurtki, rękawice, żółwie, i tak dalej. Jednocześnie wielu motocyklistów odzianych w odzież wyposażoną w liczne protektory prezentuje się jak współczesna wersja zakutych w stal rycerzy. Sam widziałem wczoraj gościa w kombinezonie (maszerował ciężko przez jedną z wrocławskich galerii), wyglądającego jakby wybierał się na wojnę, lub właśnie z niej wrócił.

Sportster Custom. Foto: Chabott Engineering

Paradoksalnie ten widok sprawia, że wielu ludzi nie chce jeździć na motocyklach, ponieważ uważają, że to bomby z opóźnionym zapłonem, a wypadek jest praktycznie nieunikniony – właściwie to jedynie kwestia czasu. Większość motocyklistów rozumie, że powszechne postrzeganie niebezpieczeństw związanych z jazdą na motorze, jest mocno przesadzone.

Jednocześnie w krajach o łagodniejszym niż u nas klimacie, panuje również większa swoboda w kwestii ubioru. Strój często ogranicza się do pary tenisówek, szortów i krótkiego rękawka. Oczywiście jazda „na zdrapkę” niesie ryzyko, to jest oczywiste, ale przecież nie oznacza z automatu, że ten czy inny właściciel jednośladu jest skazany na zdarcie skóry z czaszki, rąk i kolan.

Foto: Instagram

W sieci można znaleźć bez problemu statystyki NHTSA (amerykański urząd ds. bezpieczeństwa drogowego), z których jasno wynika, że nawet w razie wypadku jeźdźca bez kasku, szanse na przeżycie ofiary wynoszą aż 61%. Broń Boże nie zachęcam nikogo do jazdy bez ochraniaczy, a tym bardziej skorupy na głowie, ale nie dajmy się zwariować i wmówić, że jazda to na motocyklu to ekstremalne ryzyko dobre tylko dla szaleńców, a krótki rękawek to strój samobójcy. Tak po prostu nie jest.

2. Kaski przynoszą więcej szkody niż pożytku

To właściwie bardziej miejska legenda niż jakiś powszechne przekonanie, ale niekiedy można spotkać ludzi, którzy są świecie przekonani o prawdziwości tej tezy. Jakich używają argumentów? Otóż kaski są ciężkie, więc kiedy dochodzi do wypadku, motocyklista może o wiele łatwiej złamać kark. Ponadto kask ogranicza pole widzenia i słuch, co czyni motocyklistów bardziej podatnymi na wypadki.

Statystyki nie potwierdzają tych rewelacji. Według badań NHTSA używanie hełmu nie powoduje żadnego mierzalnego obniżenia słyszalności – chodzi raczej o zagłuszający wszystko inne hałas generowany przez wiatr, silnik motocykla oraz inne pojazdy na drodze. Rzeczywiście te odgłosy nakładają się na pozostałe, ale przecież wsiadając na motocykl nie zamierzamy dostarczyć sobie wrażeń z hali koncertowej podczas występu trzech tenorów.

Foto: Harley-Davidson

Jeśli chodzi o ograniczone pole widzenia, współczesne kaski zapewniają równie dobrą obserwację, jak bez kasków – najczęściej wystarczy nieco pochylić głowę. Oczywiście jeśli ktoś ma szybę zafajdaną muchami i flakami komarów, trudno żeby obraz był krystalicznie czysty. Ze statystyk NHTSA wynika coś jeszcze. Otóż używanie kasku zmniejsza ryzyko urazowych obrażeń mózgu nawet trzykrotnie, zaś szanse przeżycia wzrastają o 37%. Mówiąc proście, kask to naprawdę skuteczna ochrona i dobrze, ze w naszym kraju jest to obowiązkowe wyposażenie każdego motocyklisty.

3. Zatyczki do uszu to głupota i proszenie się o wypadek

W Polsce używanie zatyczek nie specjalnie praktykowane, ale już np. w USA wielu motocyklistów używa tego patentu, aby chronić słuch. Szum wiatru jest najgorszy, szczególne przy dużych prędkościach. Wielu osobom wydaje się, że taka ochrona sprawia, iż motocyklista jest praktyczne głuchy, a wiec nie będzie mógł usłyszeć niezwykle ważnych dźwięków, na przykład syreny karetki pogotowia. Na szczęście to tak nie działa, bo specjalne zatyczki dla motocyklistów jedynie tłumią hałas do bezpiecznego poziomu, a nie blokują całego tła dźwiękowego.

Ponadto udowodniono, że ciągłe narażanie na wysokie decybele jest degenerujące dla ludzkiego organizmu i powoduje większe zmęczenie, a to oznacza rosnące prawdopodobieństwo wypadku. Długotrwałe wystawienie na hałas już o natężeniu 85 dB może powodować ubytek słuchu.

Foto: military.com

Możemy łatwo zaobserwować to zjawisko nawet w domu. Osoby słuchające głośnej muzyki, po zdjęciu słuchawek mają wrażenie, że słyszą nieco gorzej. Dzieje się tak, ponieważ komórki rzęsate zostały tymczasowo upośledzone. Po pewnym czasie są jednak w stanie powrócić do formy. Zjawisko to nazywamy tymczasowym przesunięciem progu słyszenia (ang. TTS – Temporary Threshold Shift).

Niestety jeżeli wystawienie na hałas ma charakter częsty lub długotrwały, komórki rzęsate nie mają szansy na regenerację, a ubytek słuchu staje się nieodwracalny. Zjawisko to nazywamy trwałym przesunięciem progu słyszenia (ang. PTS – Permanent Threshold Shift). Motocykliści są narażeni na hałas w większym stopniu niż kierowcy samochodów, którzy mogą łatwo odgrodzić się od świata zewnętrznego. Zatyczki do uszu to wcale nie jest taki głupi pomysł, jeśli chcesz za parę lat słyszeć coś więcej poza głosem w swojej głowie.

Czy to już wszystkie mity związane z naszą pasją? Dodajcie własne przykłady w komentarzach!

%d bloggers like this: