7 przypadków, których najbardziej obawiam się na drodze

Każdy ma jakąś mniej lub bardziej uświadomioną listę zagrożeń, których obawia się podczas jazdy. Oto siedem przypadków z mojej osobistej listy. Być może Twoje doświadczenia, obserwacje i obawy są inne. Skonfrontuj je z moimi i daj znać w komentarzu.

Maniacy smartfonów

Ile razy widziałeś samochód z kierowcą gapiącym się w ekran smartfona? Zapewne nie raz. Każdy z nas natykając się na takich osobników zżyma się i denerwuje, bo przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że kierujący stanowi wówczas niebezpieczeństwo dla siebie i dla otoczenia.

Foto: materiały prasowe

SMS musi zostać wysłany. Koniec i basta, a zjechanie na stacje benzynową, parking lub inne przeznaczone do postoju miejsce, to zbyt duży wysiłek. Dziesiątki razy widziałem kierowców zombie jadących na krajowych drogach, lub po autostradach, jakby poruszali się w gęstej mgle. Zazwyczaj szybko przekonywałem się, że zapamiętale wystukują literki niezwykle ważnej wiadomości, której wysłanie jest warte ryzyka utraty życia lub odebrania go komuś innemu. Wariactwo? Niestety to codzienność na drogach…

Debile „na ogonie”

Jest pewna kategoria niereformowalnych kierowców, którym zawsze się spieszy a innych użytkowników drogi postrzegają jako przeszkodę w dotarciu do mety. Niespełnione marzenia o karierze Kubicy maja swoje odbicie w ciągłej frustracji za kierownicą 15-letniego BMW z obklejonymi czarną folią szybami.

Owi osobnicy uwielbiają podjeżdżać do zderzaka poprzedzającego pojazdu, pulsują długimi światłami, walą w klakson, markują „zderzenie”, itd. Zazwyczaj nie dostrzegają, albo nie chcą dostrzec, że nie możesz opuścić lewego pasa, bo na prawym jest sznur tirów lub inne przeszkadzajki. Pan życia i śmierci się spieszy, więc Ty masz spier@#$ać z drogi.

Człowiek musi takiego durnia czym prędzej przepuścić, albo ostro przyspieszyć. Pierwszy wariant jest lepszy, bo można potem spokojnie przygłupowi urwać lusterko ;).

Kierowcy nie mieszczący się w zakrętach

Trzeba uczciwie przyznać, że ten problem dotyczy także motocyklistów, ale to nie znaczy, że kierowcy aut są święci. Nie tylko młodzi-gniewni, ale i młode matki, starsi panowie w kapeluszach, okularnicy, wioskowi mistrzowie kierownicy… Dosłownie wszyscy czasami nie mieszczą się w zakrętach i mogą skosić motocyklistę jak żniwiarz zboże. Oczywiście potem jest żal, skrucha, smutek, kondolencje dla rodziny, ale to nikomu życia nie zwróci.

Foto: Triumph

Zbyt często zmagam się z sytuacjami, i wnerwia mnie to, gdy muszę uciekać na krawędź drogi, bo kierowca z naprzeciwka ścina zakręt. Nie wiem, może kursy na samochodowe prawo jazdy są źle prowadzone, albo IQ w populacji jest za niskie i ludziom brakuje wyobraźni?

Kowboje Marlboro

Na pewno znasz ten obrazek. Okno jadącego z przodu samochodu nieznacznie się uchyla i wylatuje z niego niedopałek (a niekiedy puszka, skórka od banana, ogryzek, jakieś papiery). Zdarzyło mi się dotychczas raz dostać w twarz niedopałkiem, z którego gorący popiół wleciał mi do oka. Nie życzę nikomu tego bólu.

Foto: 123RF

Jeśli już ktoś z premedytacją zasmradza swój samochód, to czy naprawdę nie może skorzystać z popielniczki również w celu zgaszenia papierosa? Po cholerę wyrzucać niedopałek na drogę? Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Może chodzi o to, żeby w samochodzie było czysto i pięknie pachniało? No ale przecież to już po fakcie, bo smród generuje głównie ćmiący się papieros, a nie jego zwłoki.

Piasek, żwir i ścięta trawa

Większość motocyklistów doskonale wie, że lepiej omijać białe, szerokie pasy, którymi oznaczane są przejścia dla pieszych. Szczególnie w deszczu mogą one stanowić problem. Także szyny tramwajowe lub koleiny to zagadnienia, z którymi motocykliści muszą sobie radzić. Jednak najgorszy jest piasek lub żwir zalegający na zakrętach. Skąd się w ogóle bierze?

Najczęściej z przeładowanych, nieszczelnych lub źle zabezpieczonych ładunków różnego rodzaju kruszywa przewożonych przez samochody ciężarowe na place budowy. Ciężkie samochodu przechylają się na zakręcie, ładunek ulega niewielkiemu przemieszczeniu, zaś część sypkiego materiału trafia na drogę. Zanieczyszczenia tego typu powinny być zamiatane lub usuwane przez specjalne pojazdy firm odpowiedzialnych za drogi, ale bywa z tym różnie. Często czuję lekka obawę, czy zakręt, w którym właśnie się znajduje, nie jest posypany piaskiem jak gofr z Juraty lukrem.

Najechanie na tył motocykla

Statystycznie motocyklista ma dwukrotnie większą szansę staranowanie przez samochód, niż kierowca w aucie. Powodów jest wiele: nieuwaga i niewystarczające umiejętności kierowców, zła ocena odległości od stojącego motocykla, przesadna wiara w skuteczność hamulców, nieuwzględnienie faktu, że przed światłami droga bywa zanieczyszczona olejem i innymi kapiącymi z aut płynami.

Żródło: YT, StudioSpeed

Kiedy dochodzi do kolizji w której uczestniczą dwa samochody, kończy się to najczęściej chwilą strachu, urwaniem zderzaka, ewentualnie uszkodzeniem lamp, maskownicy lub chłodnicy. Motocyklista ma gorzej, bo maszyna może przewrócić się na swojego właściciela, możliwe jest również uderzenie plecami lub tyłem głowy w przód samochodu.

W każdym przypadku chodzi o nagłe, niszczące przemieszczenie dwustukilogramowej bryły metalu wraz z Tobą. To muszą być sytuacje niebezpieczne. Stoją na światłach przypominam sobie o tym problemie kiedy słyszę za plecami pisk hamulców.

Sarny, dziki, jelenie, lisy

Dzikiej zwierzyny jest dużo, a to z kolei wpływa na ryzyko niechcianego spotkania na drodze, które może zakończyć się tragicznie dla obydwu ze stron. Pogrzebałem trochę w danych i okazało się, że samych dzików mamy w kraju ponad 144 tysiące sztuk. Tak przynajmniej wynika z informacji Ministerstwa Środowiska. Sarenek i lisów jest jeszcze więcej…

Może należałoby zatem stawiać więcej znaków A-18b, czyli – dzika zwierzyna? To podobno jest bez sensu. Dlaczego? Otóż leśnicy co prawda pokazują drogowcom najpopularniejsze miejsca, w których zwierzęta wychodzą z lasu, ale żeby informacja trafiła od kierowców, trzeba by obstawić znakami cały kraj.

Foto: YT

Kolejny problem to oswojenie leśnych zwierząt z ludźmi i pojazdami. Dzika zwierzyna jest co raz mniej płochliwa, zjawisko to nazywa się synantropizacją. Dodajmy jeszcze, że w przypadku braku AC, o odszkodowanie jest bardzo trudno. Co prawda koła łowieckie wypłacają pieniądze, ale tylko w przypadku zniszczonych upraw.

Wypadki komunikacyjne nie są objęte tą procedurą, chyba że kierowca udowodni, że na skutek polowania zwierze spłoszyło się i w biegło pod koła. Inna droga to wniosek o rekompensatę do właściciela lub zarządcy drogi. Mimo to, szacuje się, że z tytułu zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt w skali roku wypłaca się ponad 120 mln złotych odszkodowań.

Jak duża jest skala problemu? Zgodnie z danym z pracy Krzysztofa Tereszkiewicza i Karoliny Choroszy, pt. „Analiza zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt w Polsce w latach 2006-2015” w badanym okresie na krajowych drogach odnotowano łącznie 179 364 zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt, w których śmierć poniosło aż 69 osób, a liczba rannych wynosiła 2040. To dużo, naprawdę dużo.

Co ciekawe, najczęściej do zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt dochodziło na drogach województwa mazowieckiego. Znaczną liczbę tych przypadków odnotowano również na drogach województw wielkopolskiego, śląskiego i łódzkiego. Ponadto stwierdzono tendencje do wzrostu liczby zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt w kolejnych latach. Mówiąc prościej, problem narasta. Lepiej już było.

%d bloggers like this: