FA-12 Combat Bomber to ostatni benzynowy motocykl od Confederate Motors. Co się stało?

Confederate Motors to marka znana w USA tak dobrze jak choćby Harley-Davidson, natomiast w Polsce niemal nierozpoznawalna. Dzieje się tak głównie dlatego, że Matt Chambers, który buduje swoje motocykle pod szyldem marki Confederate, jest bardziej artystą, niż inżynierem. To, co tworzy, niektórzy nazywają sztuką.

Na swe dzieła, których rocznie powstaje zaledwie około pięćdziesięciu, Chambers ma zawsze długą kolejkę oczekujących, nawet mimo tego, że za motocykl z logo Confederate trzeba zazwyczaj zapłacić powyżej 200 tysięcy dolarów. Po 23 latach tworzenia unikalnych high-endowych customów, Confederate Motors przechodzi przemianę w Curtiss Motor Company i skupia się na budowie motocykli… elektrycznych! We współpracy z Zero! Jednocześnie firma przedstawia motocykl, który prawdopodobnie jest ostatnim benzynowym dziełem Confederate. To FA-12 Combat Bomber.

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

Confederate Motors stworzyło swoja legendę projektując i tworząc imponujące i bardzo drogie motocykle custom. Od pierwszego dzieła, modelu F-131 Hellcat, firma zdołała nie tylko utrzymać się na powierzchni, ale również przetrwa potężne zawirowania i problemy, między innymi postępowanie upadłościowe w 2001 roku i niemal całkowite zniszczenie obiektów warsztatowych przez huragan Katrina w 2005 roku. Efekty niszczycielskiego żywiołu zaprzepaściły wiele lat pracy. Rok później firma przeniosła się do Birmingham w sąsiednim stanie Alabama. Chambers musiał zaczynać niemal od zera.

Mimo tych wszystkich przeciwności Confederate Motors nadal sprzedawali swoje motocykle, które ze względu na ręczne wykonanie i pracochłonność, nigdy nie były tanie – najtańszy kosztował ponad 50 000 dolarów. Wydawało się, że amerykańscy mistrzowie customów będą do końca życia budować niezwykłe motocykle z benzynowymi silnikami, ale niespodziewanie, po odsłonięciu najnowszego motocykla w Quail Motorsports Gathering, Matt Chambers ujawnił, że przyszłość jego firmy to motocykle elektryczne.

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

„Nie możemy już pójść wyżej. Po prostu uderzyliśmy głowami w sufit” – powiedział Chambers dziennikarzowi gazety „Los Angeles Times”. Następny motocykl, nazywany Herkulesem, będzie działał w oparciu o dwa silniki elektryczne od Zero Motorcycles. Co najbardziej zdumiewające, nie będzie nawet nosił logo Confederate, ponieważ nazwa zmieni się na Curtiss Motor Company.

Nowa nazwa ma znaczenie. To oczywisty hołd złożony Glennowi Curtissowi – amerykańskiego pionierowi lotnictwa, który zasnął również jako ojciec lotniskowców, bo to właśnie Curtiss po raz pierwszy wylądował samolotem na pokładzie jednostki pływającej. Drugi wątek zmiany nazwy firmy jest dość zaskakujący: „Myślę, że straciłem wiele interesów z powodu tej nazwy, ale wciąż brakowało nam czasu na tworzenie brandingu. Dlatego nadszedł czas, aby to zmienić” – wyjaśnia Chamber.

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

O co właściwe chodzi? Być może słyszeliście o ostatnich niepokojach w USA związanych z flagą Konfederatów, czyli symbolu niewolniczego Południa podczas amerykańskiej wojny domowej z lat 1861-65. Awantury o tę flagę wybuchają w Stanach Zjednoczonych od dekad, chociaż nigdy tak wyraźnych jak obecnie. Nie bez znaczeni jest fakt, że flaga i jej symbolika miała dotychczas mocne poparcie Republikanów, którzy pobłażliwym okiem spoglądali na „kultywowanie tradycji Południa”. To się jakiś czas temu zmieniło na fali nasilających niepokojów społecznych.

Nazywając swoją firmę „Confederate Motors” Chambers mniej lub bardziej świadomie wplątał się problemy, które nigdy nie były mu potrzebne. Nazwę firmy można było łatwo interpretować jako poparcie pewnej części spektrum politycznego. Z kolei nowa nazwa odnosi się do legendarnego mężczyzny, który w Stanach Zjednoczonych jest bezsprzecznie uznany i doceniany, a jego praca doskonale odzwierciedla rodzaj rzemiosła i technologii, którą Confederate opisuje jako „sztukę rebelii”. Przy okazji firma pozbywa się politycznych konotacji i balastu nienawiści. Czy poprawność polityczna ma znaczenie? W biznesie na pewno tak…

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

Wracając do motocykla, niedawno przedstawiony FA-13 Combat Bomber podobno jest czymś więcej niż luksusowy power cruiser P-51 Combat Fighter, którego podziwialiśmy wcześniej. Swoją drogą, tamten motocykl również był niezłym bandziorem. Przypomnijmy tylko, że nad jego projektem pracował Pierre Tereblanche, znany ze swoich słynnych dzieł, które stworzył dla Ducati. To Tereblanche był odpowiedzialny za Supermoto, Multistradę, Hypermotorad i ST3. P-51 Fighter nawiązywał do genialnego myśliwca P-51 Mustang, i podobnie jak ten samolot stworzony dla RAFu, wykonany był z aluminium, a ponadto tytatu, nierdzewnej stali i włókna węglowego.

Jak wskazuje nazwa, nowy model, FA-13 Combat Bomber, został zbudowany w ilości zaledwie 13 sztuk. Każda z nich kosztuje 155 000 dolarów, czyli o 41 000 dolarów więcej od P-51 Fighter. W chwili obecnej nie znamy jeszcze szczegółów technicznych tej maszyny. Confederate nie podało specyfikacji  FA-13.

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

Możemy jednak podejrzewać, że podwozie zostało zaczerpnięte z P-51, w tym przede wszystkim rama główna, która jest wykonana z solidnego bloku aluminium 6061 lotniczej klasy. Silnik również wydaje się taki sam. To V-twin chłodzony powietrzem, którego pojemność wynosi aż 2163 cm3. Jednostka generuje 200 KM, zaś maksymalny moment obrotowy wynosi 230 Nm. Silnik ewoluował przez lata z S&S X-Wedge. Czekamy na konkretniejsze wieści o tym motocyklu.

Na koniec warto jeszcze dodać dwa słowa o firmie Zero, która będzie współpracować z przemienionym Confederate nad motocyklami elektrycznymi. Zero Motorcycles to dzieło Neala Saiki, który zresztą opuścił spółkę w 2011 roku i poświęcił się pracy nad innymi projektami. Saiki jest przede wszystkim wynalazcą i inżynierem, dlatego jego pasje wybiegają znacznie dalej niż motocykle. W każdym razie założona przez niego firma z Doliny Krzemowej świętowała w zeszłym roku 10-lecie istnienia.

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

Przez dekadę elektryczne modele Zero Motorcycles zyskały popularność całym świecie, a niektóre służby mundurowe w Europie, Ameryce i Azji, używają motocykli właśnie tej firmy, głównie za sprawą ich dobrych osiągów, niewielkiego hałasu i niewysokich kosztów eksploatacji – chociaż same motocykle do tanich nie należą.

Rok temu, podczas targów EICMA, Zero Motorcycles zaprezentowało patent o nazwie Power Tank. Urządzenie, podobnie jak komputerowy power bank, ma za zadanie dostarczyć do układu odpowiednią dawkę energii w przypadku jej drastycznego ubytku. W praktyce Power Tank zapewnia dwukrotnie większy zasięg elektrycznego motocykla Zero. Bez gadgetu jednoślad przejedzie najwyższej 160 kilometrów, dzięki Power Bank pokona drugie tyle, czyli łącznie 320 kilometrów.

FA-12 Combat Bomber. Foto: Confederate Motors

320 kilometrów to zasięg, którego nie powstydziłyby się motocykle z silnikami spalinowymi, dlatego nowość Zero wywołała spore poruszenie. Firma z Santa Cruz działa bardzo prężnie, jej jednoślady w wersji na 2017 rok zyskały aż 11% mocy i 19% momentu obrotowego. Wybór Zero na partnera Confederate z nowym, elektrycznym obliczem, wydaje się dobrym ruchem.

Mimo wszystko żal, że prawdopodobnie nie zobaczymy już benzynowego motocykla od Confederate, a już na pewno, nie ze starym logo. Czasy się zmieniają, ale skoro nawet wyspecjalizowane, customerskie firmy wchodzą w układy z producentami „elektryków”, to może rzeczywiście koniec benzynowych motocykli jest już bliski?

%d bloggers like this: