Harley-Davidson idzie po bandzie? Softail to nie tylko „odświeżone” motocykle

W nawiązaniu do 115-lecia istnienia, Harley-Davidson postanowił zrobić coś specjalnego i… zakończył życie rodziny Dyna. Nie ma jednak co się smucić, bo duch tych maszyn został przeniesiony do linii Softail.

„Nowe modele Softail są wynikiem najbardziej rozbudowanego programu badawczo-rozwojowego w historii firmy” – powiedział Paul James, manager produktu Harley-Davidson. „Tysiące godzin badań i testów doprowadziły do powstania tych nowych krążowników” – dodał James. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z przełomem?

Rodzina Softail zawsze wyglądała dobrze, przez lata przechodząc głównie kosmetyczne zmiany, ale słabe zawieszenie sprawiało, że szeregi zwolenników tych maszyn topniały. Z kolei Dyna radziła sobie świetnie, ale użytkownicy narzekali na wstrząsy i irytujące drobiazgi, na przykład wyeksponowany pojemnik na akumulator. Harley-Davidson zaryzykował i połączył linie Dyna i Softail w dwanaście modeli.

Nowa rama 2018 Softail. Foto: Harley-Davidson

Do tej pory zwolennicy marki, który chcieli bardziej śmiało poczynać sobie na drodze, wybierali maszyny Dyna lub modele FXR, ale w 2018 roku Dyna przestaje istnieć. W praktyce oznacza to, że Street Bob, Fat Bob oraz Low Rider zostały zaadoptowane do rodziny Softail. Nie chodzi jednak o zmiany w katalogach, ale przebudowę motocykli poczynając od ich najważniejszego komponentu, czyli ramy.

Gigant z Milwaukee twierdzi, że to jego największy projekt. Inżynierowie opracowali całkowicie nowe, sztywniejsze podwozie z wyglądem ramy Softail, ale z nowym zawieszeniem monoshock, które łączy wahacz z ramą pod siedzeniem. Od Breakouta do Low Ridera, te dwanaście modeli ma te same, nowe podwozia, a także pokaźną listę innych ulepszeń i aktualizacji. Softail został zaprojektowany w 1984 roku a Dyna w 1991. Minęło sporo czasu i konieczna była zmiana. Ale jak przeprowadzić taką operację żeby zyskać nowych klientów i zarazem nie stracić wielbicieli marki, którzy cenią ją właśnie za niezmienność?

2018 Harley-Davidson Breakout 114. Foto: Harley-Davidson

Choć Softail był zawsze estetycznym punktem w składzie cruiserów Harleya, piętą achillesową tej konstrukcji było wspomniane zawieszenie. Od lat trwała walka wielbicieli starego wyglądu i stylu, który gwarantowały te modele, z rzeczywistością jazdy zbyt często oznaczająca szlifowanie wydechamiw zakrętach, nawet jeśli tego nie chciałeś.

Stylistycznie wygląda na to, że Harley-Davidson zagospodarował wszystkie pola, których oczekują klienci, no i lepiej wygląda rodzina, która składa się aż z 12 przedstawicieli. Nowoczesny, agresywny wygląda Fat Boba spodoba się bezkompromisowym riderom, ale również tradycjonaliści sunący łagodnie w stronę zachodzącego Słońca, chętnie sprawdzą co oferują modele Fat Boy i Heritage Classic.

2018 Harley-Davidson Fat Bob 114. Foto: Harley-Davidson

Dodajmy, że oba są oferowane w wersji silnika Milwaukee-Eight 107 lub 114. Silniejsza z tych jednostek zapewnia 9% więcej mocy w przedziale od 0 do 100 km/h i 13% na 5 biegu przy 100 km/h do 130km/h w stosunku do obecnego modelu 107. Pozornie niewiele, ale podczas jazdy różnica jest znacząca. Jasne, to nie są motocykle przeznaczone do ścigania  na prostej i wykładania w winklach, ale wygląda na to, że Harley właśnie wszedł na rynek z lżejszymi, silniejszymi, lepiej sterowalnymi i wyglądającymi motocyklami z rodziny big twinów, niż kiedykolwiek wcześniej. To może oznaczać o wiele więcej niż dziś nam się wydaje. Dlaczego? Zobaczmy jeszcze, gdzie znajduje się konkurencja…

Baggery marki Indian są wspaniałe, ale linia cruiserów nie robi już takiego wrażenia. Także Thunder Stroke 111 nie musi się wstydzić Twin Cam 103, ale Milwaukee Eight zjada oba. Spójrzmy dalej. Silniki 900 i 1200 cm3 od Triumpha, które zadebiutowały z uaktualnioną linią Bonneville w 2017 roku, są absolutnie niewiarygodne, ale jedynym cruiserem angielskiej marki jest model Bober – niszowy, mały motocykl, któremu po prostu brakuje wszechstronności. Inne przykłady? W tej kategorii właściwie nie ma poważniejszych.

2018 Harley-Davidson Fat Boy. Foto: Harley-Davidson

Park maszyn Harleya-Davidsona zawsze bazował na emocjach i uczuciach jakie pojawiają się podczas jazdy, ale technologicznie te motocykle były i są trochę do tyłu. Nowa linia to coś ekscytującego, bo po raz pierwszy od pojawienia się współczesnego Scouta marki Indian, dzieje się coś naprawdę nowego z amerykańskimi cruiserami. Chciałbym żyć w świecie, w którym inne firmy starają się nadążyć za H-D.

Oczywiście światła LED, ulepszony system ładowania akumulatora, system bezkluczykowy (obecny już wcześniej w H-D), nowe wskaźniki, prosty system regulowania napięcia wstępnego tylnego amortyzatora, port USB, i tak dalej – osobno nie oznaczają jakiegoś dramatycznego przełomu. To suma tych zmian jest istotna, szczególnie w tak tradycyjnej linii motocyklowego biznesu jaki uprawia Harley-Davidson.

2018 Harley-Davidson Street Bob. Foto: Harley-Davidson

Wielokrotnie pisaliśmy już o potknięciach amerykańskiego giganta, który przespał rezurekcję marki Indian. Pochylaliśmy głowy nad nietrafionym inwestycjami szefów z Milwaukee i rwaliśmy włosy z głowy na widok dziewiczego modelu Street, który sprawiał wrażenie motocykla z marketu. Harley-Davidson zdawał się co raz bardziej przypominać tłustą muchę do połowy zatopioną w syropie klonowym i niemrawo ruszającą odnóżami. Ten stan samozadowolenia nie mógł trwać wiecznie. Trzeba wściekle machać skrzydłami i odlepić się od wizji przekonania o własnej wielkości.

Likwidując rodzinę Dyna i dogłębnie zmieniając Softaila, Harley-Davidson pokazał, że nie zatracił ducha walki. Klienci chcą widzieć walecznego orła z rozpostartym skrzydłami, który wczepia się pazurami w przeciwników. To jest amerykański sen, którego symbolem przez dekady był Harley-Davidson. I może pozostać nim dalej jeśli tylko bardzo będzie chciał.

%d bloggers like this: