Pomysł na scramblera. Czy warto kupić Yamahę SCR950?

SONY DSC

Yamaha zdecydowała się na premierę SCR950, aby zaoferować motocykl odmienny od XV950. Od odsłonięcia Bolta (XV950) minęły już trzy lata i zdążył się opatrzyć, zaś jego kolejne dwie wersje wyczerpały potencjał modelu, przynajmniej na razie. Scrambler na bazie XV950 pozwolił specom z Yamahy przedstawić nowy motocykl, który nie wymagał jednak głębokich zmian i inwestycji. Jak duże są różnice?

Łyk historii

Motocykle typu neoretro nigdy nie były tak popularne jak dziś. Niczym grzyby po deszczu powstają nowe modele BMW, Triumpha, Yamahy, Ducati. Skąd się wziął scrambler? Historycznie z trialu w krainie facetów noszących sukienki, a jeszcze wcześniej z Anglii z połowy lat dwudziestych ubiegłego wieku.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Swoją droga przeróbka XV950 na scramblera ma historyczne uzasadnienie, bo scramblery bardzo często były zmodyfikowanymi wariantami seryjnych motocykli. Zmiany polegały głównie na wymianie szprychowych obręczy na większe, czyli 19 lub 21 cali, wstawieniu krótszych błotników, zmiany zbiornika na bardziej zwarty, węższy i mniejszy, wymianie kanapy na „wyścigową” (często jednoosobową) – co oznaczało jej uproszczenie lub wariant solo.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Inne ulepszenia to szersza i solidniejsza kierownica, przesunięcie układu wydechowego do góry, zmiana opon na model terenowy. Seryjne scramblery powstały w latach 40. XX wieku, natomiast poza wymienionymi ulepszeniami zaczęto dokonywać również modyfikacji w zawieszeniu i silniku.

Zwiększano skok zawieszenia i tylną zębatkę, mocowano dolną osłonę silnika, itd. Generalnie wzmacniano konstrukcję w taki sposób, aby lepiej radziła sobie w jeździe poza gładkimi, asfaltowymi drogami. To właśnie ze scramblerów wyrosły później crossy i enduro.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Dziś praktyczne aspekty tej konstrukcji schodzą na dalszy plan, natomiast chodzi głównie o stylistykę motocykla. Właściciele scramblerów raczej nie oczekują, że ich maszyny poradzą sobie z offroadem, ale chcą mieć motocykl, który wygląda tak jakby mógł.

Co się zmieniło?

Cóż, silnik to ten sam chłodzony powietrzem V-twin z XV950, który generuje 52 KM i 80 NM momentu obrotowego. 60 stopni rozwarcia masywnych cylindrów sprawia, ze w ramie prezentuje się bardzo solidnie i odrobinę mrocznie, bo silnik oraz jego oprzyrządowanie są w czarnym kolorze. Bardziej zawadiacki wygląd to również efekt szprychowych kół, 19-calowego z przodu i 17-calowego z tyłu. Koła opasane są stalowymi błotnikami w kontrastowym, srebrnym wariancie (w czarnej wersji motocykla są oczywiście czarne).

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Szczyptę sportowego klimatu zapewnia wzmocniona o poprzeczkę i poszerzona kierownica oraz boczne panele w stylu klasycznych pól numerowych. To najbardziej oczywiste nawiązanie do dawnych osiągnięć maszyn tego typu w wyścigach dirt track. Solidny widelec o średnicy 41 mm i duży przedni reflektor nie uległy zmianie, natomiast dwa tylne amortyzatory, czyli konstrukcje gazowo-olejowe z zewnętrznym zbiornikiem ciśnieniowym, to nowość.

Zmiana położenia subframe wpłynęła na całą tylną sekcję, która nie znajduje się już tak nisko jak w XV950. To dlatego można było umieścić na ramie pomocniczej płaską jak deska kanapę, która wizualnie wydłuża motocykl, natomiast w przedniej części zachodzi aż na bak. Swoją drogą malowanie zbiornika jest wyjątkowo udane – soczysta czerwień, czerń i biel w idealnej kompozycji piękne kontrastuje z czernią innych podzespołów.

Czar plastiku

Ponieważ sam jeżdżę bobberem ze stajni H-D, mam lekkiego świra na wykonanie elementów z solidnego metalu, który najchętniej widziałby wszędzie. Po prostu kocham stal, ewentualnie aluminium. SCR950 ma plastikowe klosze świateł i kierunkowskazów, airbox, osłony cylindrów, boczne naleśniki na numer startowy, lusterka, korek wlewu paliwa, zegar, itd. Ten plastik mnie wnerwia, ale nie mogę napisać, że to wina Yamahy, raczej moja fiksacja. Dobrze chociaż, że błotniki są metalowe.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Nie lubię tez nowoczesnych zegarów z ciekłokrystalicznymi ekranami, chociaż muszę przyznać, ze akurat w scramblerze Yamahy zastosowano wariant, który dobrze współgra z całością – po prostu pasuje do tego motocykla, nawet mimo tego, że nie zapewnia tak podstawowych informacji jak aktualnie założony bieg albo wysokość obrotów.

Trochę śmiesznie wygląda duża owalna tarcza z niewielkim kwadratem w środku koła, ale być może tylko mnie przeszkadza ten zabieg stylistów Yamahy. Warto dodać, że w zestawie akcesoriów znajduje się specjalna osłona na zegar, która sprawa, że całość staje się pancerna. Ciekawe.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Gdybym kupił scramblera od Yamahy, pierwsze co bym zrobił, to wymienił wydech. Standardowy wygląda jak spuchnięta rura od odkurzacza i brzmi zdecydowanie zbyt łagodnie. Na stronie internetowej Yamahy bez problemu można znaleźć o wiele groźniejszy, czarny jak smoła model Akrapovica.

Skoro mowa o akcesoriach, to bardzo łatwo wpaść na pomysł kolejnych zmian, choćby wymianę plastikowego airboxa na wariant ze stali nierdzewnej lub podmianę amortyzatorów gazowych na model Ohlins z pełną regulacją. To oczywiście kosztuje, i to nie mało, ale z drugiej strony na tym polega program Yamaha Yard Built, czyli garażowych modyfikacji, które w założeniu mają prowadzić do realizacja marzeń o stworzeniu własnego, unikatowego egzemplarza motocykla, nawet jeśli nie nazywasz się Roland Sands.

Testy drogowe

Moje testy motocykla przebiegały głównie w mieście, na trasie szybkiego ruchu oraz pobliskim torze dla rowerów MTB. Ten ostatni test to było nieporozumienie, którego o mało nie przypłaciłem skręceniem karku, ale nie mogę napisać, że to wina motocykla, a jedynie mojej ułańskiej fantazji.

Poza trasą sprawdziłem jeszcze pobliskie szutry, na których kostkowe opony Bridgestone powinny dobrze sobie poradzić. O ile z mocą i przyspieszeniem nie było problemu, nawet mimo solidnej masy motocykla, bardzo szybko okazało się, że większe, a nawet mniejsze dziury czuję każdą plombą w zębach, a na dodatek nieprzyjemnie uderzam kolanem o airboxa. Na dodatek przy mocniejszych skrętach podnóżki zaczynają odbijać kamienie jak piłeczki golfowe.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Być może szuter i polne drogi były niegdyś żywiołem scramblerów, ale w tych trudnych warunkach Yamaha SCR950 zdradza swoje pochodzenie od łagodnego, przeznaczonego do spokojnego nawijania kilometrów Bolta.

Czy to oznacza, że maszyna koncernu z Iwata jest dla brzuchatych emerytów? Co to, to nie. Bardziej zadziorne oblicze SCR950 można poczuć na ulicach miasta. Wysoka, prosta pozycja za szeroką kierownicą, zapewnia doskonałą widoczność i łatwiejsze manewrowanie w miejskiej dżungli. Motocyklem świetnie balansuje się pomiędzy przeszkodami.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Mimo że kierownica jest długa, lusterka mieszczą się w obrysie, a więc podczas szybkich manewrów pomiędzy samochodami nie musiałem obawiać się, że urwę lusterka razem z mocowaniem. Szeroka kiera oczywiście powoduje pewne problemy, ale ponieważ znajduje się dość wysoko, zazwyczaj powyżej poziomu lusterek w autach, przemykanie pomiędzy toczącymi się wolno pojazdami jest proste, a nawet przyjemne.

To nie jest motocykl na trasę

Hamowanie wspomaga fabryczny ABS, operowanie dźwigniami hamulców i sprzęgła nie stanowi problemu, silnik jest żwawy i nawet mocno żyłowany oddaje moc bez ociągania i zawsze na czas, chociaż kiedy wyjechałem na trasę szybkiego ruchu, okazało się, że przy prędkości powyżej 120-130 km/h zaczyna się jego cierpienie, a moc przestaje przyrastać. Z drugiej strony to nie jest maszyna przeznaczona do turystyki motocyklowej, z czego bardzo szybko zdałem sobie sprawę walcząc o to, aby pęd powietrza nie zwiał mnie z siodła.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Aktualna cena modelu SCR950 wynosi 39 900 zł, natomiast XV950 – 31 999 zł. Klienci mają jeszcze do wyboru ulepszoną wersję XV950R oraz wariant racer łączący low riderowy styl z nurtem cafe racer, za co trzeba zapłacić 36 499 zł.

Warto? Nie warto?

Czy SCR950 tak bardzo różni się od XV950, że warto dołożyć 8 tysięcy złotych? W ramie znajduje się ten sam silnik, a pozostałem modyfikacje, może poza inną pozycją za kierownicą, są w gruncie rzeczy drugorzędne. Odpowiem tak, gdybym kochał ten styl i był wielbicielem firmy z Iwata, pewnie nie wahałbym się zapłacić więcej, żeby mieć scramblera od Yamahy. Samodzielna przeróbka byłaby zadaniem karkołomnym i zapewne kosztowniejszym.

Po drugie, kupno scramblera nie zamyka drogi do dalszych modyfikacji, a nawet je otwiera, zaś dla ludzi, którym przeróbki nie są potrzebne do szczęścia, pozostaje zadowolenie z solidnego, dobrze jeżdżącego, japońskiego motocykla, który ponadto świetnie wygląda.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia scramblera Yamahy na tle motocykli konkurencji, ale to już temat na oddzielny artykuł. Yamaha XV950 to pewny, miejski motocykl, który nie zawiedzie również na nieco gorszych drogach, ale w standardowej wersji nienadający się do eksperymentów z offroadem. Używany zgodnie ze swoim przeznaczeniem raczej nikogo nie zawiedzie… Niestety nie jest to tania maszyna, ale na to już nic nie poradzimy.

Yamaha SCR950. Foto: Inforiders.pl

Dziękujemy firmie Motorland z Wrocławia za użyczenie motocykla do testów.

%d bloggers like this: