Aby stać się dobrym motocyklistą, musisz zostać mistrzem

Gdybyś poszedł teraz na miasto i zapytał przypadkowe 1000 osób, co myślą o jeździe na motocyklu – jakie usłyszałbyś odpowiedzi? Możesz być pewien, że większość twoich respondentów, o ile nie jeżdżą na dwóch kółkach, miałaby podobne zdanie. Uznaliby, że to zmotoryzowana wersja rosyjskiej ruletki. W rzeczywistości jazda na motocyklu nie jest aż tak ryzykowna, ale jednocześnie nie należy do czynności bezpiecznych. Dlaczego zatem to robimy?

Nie będziemy się skupiać na ocenia poziomu niebezpieczeństwa. Wystarczy napisać, że miarodajne statystyki dowodzą, iż w praktyce najwięcej wypadków zdarza się w… naszych domach, natomiast od motocykla znacznie niebezpieczniejszy jest poczciwy rower. Przypomnijmy, że według raportu „Wypadki drogowe w Polsce w 2016 roku” Komendy Głównej Policji Biura Ruchu Drogowego, gdy motocyklista był kierującym, ofiar było 2078, w tym 232 zabitych i 1846 rannych osób.

Z kolei wśród rowerzystów (gdy rowerzysta był kierującym) poszkodowanych zostało 4547 osób, w tym 271 przypadki okazały się śmiertelne. Jednocześnie odnotowano 4276 rannych. Statystyki motocyklowe psują ofiary będące pasażerami. Było ich w ubiegłym roku 233. W tych zdarzeniach zginęło 12 ludzi, a liczba rannych wyniosła 221 osób. Rowery są zazwyczaj jednoosobowe. Policja odnotowała w ubiegłym roku 22 wypadki pasażerów na rowerach i dokładnie tyle osób odniosło obrażenia. Na szczęście nikt nie zginał.

Nawet jeśli wypunktujemy statystyki rowerowe, nie zmienia to faktu, że jazda na motocyklu niesie ze sobą spore ryzyko utraty zdrowia i życia. Wypada zatem powtórzyć pytanie: Dlaczego to robimy?

Przynajmniej część odpowiedzi zawiera się w stwierdzeniu, że nagroda warta jest ryzyka. Nagrodą może być poczucie wolności, wrażenie życia pełną piersią lub po prostu opanowanie unikalnych wyzwań związanych z motocyklizmem. Życie, które umożliwia nam pokonywanie ograniczeń, daje ogromną satysfakcję, ale czy naprawdę warto ryzykować? Motocykliści to ten typ ludzi, który nie unika odrobiny niebezpieczeństwa, ale choć niektórzy ryzykują więcej nić inni, nikt nie chce przecież zginąć.

Harley-Davidson Street Rod 2017. Foto: Harley-Davidson

Ryzyko można porównać do grawitacji – jest stale obecne i zawsze musimy sobie z nim radzić, ale w przeciwieństwie do grawitacji, możemy zdecydować, jak bardzo chcemy być narażeni na niebezpieczeństwo i jak działać, aby je zminimalizować. Bycie ekspertem w zarządzaniu ryzykiem jest dobrym celem ponieważ, jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, jazda na motocyklu nie wybacza ignorancji. To dlatego warto nauczyć się strategii redukcji ryzyka i zaawansowanych umiejętności jeździeckich.

Możesz podejść do jazdy, jak wielu motocyklistów, którzy uważają, że ich umiejętności są na wystarczająco wysokim poziomie, ale wówczas nigdy nie będziesz wiedział, czy jesteś zdolny do poradzenia sobie w kryzysowej sytuacji zagrażającej zdrowiu lub życiu.

Niestety często bywa tak, że okoliczności weryfikują nasze przekonania. Wiele osób dowiaduje się, że ich zdolności do pokonywania zakrętów i hamowania są niewystarczające, gdy zetkną się ze szczególnie złożonym zdarzeniem, którego albo nie zdołają przetrwać, albo poniosą konsekwencje w postaci obrażeń. Spójrzmy zatem na trzy sprawy, które pozwolą zminimalizować przypadkowość na korzyść pewności, wiedzy, umiejętności i gotowości.

Na początek zostań mądrzejszym motocyklistą. Mnóstwo ludzi jeżdżąc przez kilka sezonów zakłada, że osiągnęli pewien wystarczający poziom wiedzy na temat tego, co może zdarzyć się na drodze oraz jak sobie radzić z problemami. Niestety najczęściej są w błędzie, ponieważ nie zetknęli się z prawdziwymi kłopotami, lub mieli do czynienia tylko z częścią z nich. Pamiętasz jak intensywnie ćwiczyłeś ósemki na kursie prawa jazdy kategorii A? Awaryjne hamowanie? Jazdę pomiędzy pachołkami? Dlaczego teraz tylko wsiadasz i jedziesz z punktu A do B zakładając, że wszystkiego już dawno się nauczyłeś?

Strategia uczenia się polega na tym, aby nigdy nie przestawać. Jednocześnie jest to droga do mistrzostwa. A przecież nie wymaga aż tak wiele poświęcenia. Niemal na każdym zlocie motocyklowym znajdziesz kilka rozrywkowych konkurencji technicznych. Nie omijaj ich. Pogłębiaj swoje umiejętności. W internecie można bez problemu wygrzebać filmiki z ciekawymi ćwiczeniami. Skorzystaj z nich. Przy okazji przekonasz się, że bycie lepszym poprawia również psychiczny komfort jazdy.

H-D Roadster. Foto: Harley-Davidson

Po drugie, bądź mistrzem swojej maszyny. Oczywiście umiesz ruszać, hamować, przyspieszać, ale czy robisz to z najwyższą kontrolą i precyzją? Raczej nie? A właściwie dlaczego? Poszukaj osób, które jeżdżą na takim samym motocyklu jak Twój, wymień z nimi doświadczenia, zobacz jakie są ich strategie jeździeckie – pogłębiaj wiedzę i umiejętności. Możesz i powinieneś iść na kursy doszkalające z zakresu techniki jazdy. Tego typu oferty dla motocyklistów pojawiają się w każdym większym mieście. Przy okazji być może okaże się, że odkryjesz fragment motocyklowej zajawki, która daje moc energii i satysfakcji.

Na koniec również ważna sprawa. Oceniaj swoją zachowanie i postawę. Nawet dobrze rozwinięte strategie i umiejętności kontroli nie pomogą, jeśli dokonujesz złej oceny własnej osoby i umiejętności, jesteś winny niedbalstwa lub po prostu przesadzasz. Chcesz się położyć w winklu? Przypałować na prostej? Masz do tego pełne prawo, zastanów się tylko na chwilę, jak bardzo chcesz ryzykować i czy aby na pewno warto.

Weź pod uwagę setki i tysiące przykładów z doświadczenia innych, gdy refleksja przychodziła za późno. Samokontrola to jedna z najtrudniejszych spraw, bo nigdy do końca nie wiesz, czy nie posunąłeś się za daleko. Kiedy dowiadujesz się, że było za mocno, najczęściej jest już po ptakach. Również dlatego wciąż musisz podnosić motocyklowego skilla. Paradoksalnie większe umiejętności uczą pokory i uświadamiają, jak łatwo popełnić poważny błąd. To jest właśnie bycie świadomym motocyklistą. Stań się nim.

%d bloggers like this: