Qube, wiadro, chapsy… Znacie motocyklową nowomowę?

Przyznam bez bicia, nie należę do tej motocyklowej braci w kamizelkach obwieszonych blachami. Po prostu nie jest mi po drodze z tym klimatem, bo wolę enduro, a sami przyznacie, że to zupełnie inna bajka. Ale właściwie ja nie o tym… Kto wie, co to takiego qube albo prospekt? Nie wiecie? Nie szkodzi, też nie wiedziałem.

Ostatnio spotkałem się na browcu z kilkoma kumplami, wszyscy uzależnieni od dwóch kółek, co nas łączy, chociaż preferujemy inne style, maszyny i klimat. To właśnie od jednego ze znajomych noszących barwy pewnego klubu dowiedziałem się co to jest qube. Mimo mojego wieloletniego stażu motocyklowego nie znałem tego określenia. Zaczęliśmy o tym gadać i okazało się, że nasz słownik obfituje w wiele takich ciekawostek. Wypisałem sobie część z nich. Oto najciekawsze przykłady.

Zacznijmy od qube. W wolnym tłumaczeniu jest to „kostka” z insygniami MC, która najczęściej trafia na prawą stronę logo klubowego. Logo umieszczone jest na kamizelce, czyli jupie – kolejne nowe słowo. Warto dodać, że aplikacje na kamizelkach klubowych muszą być projektowane według określonych zasad, czyli podziału na dolny i górny rocker. W centrum znajduje się logo, górny rocker to nazwa klubu a dolny nazwa terytorium.

Wróćmy jeszcze do pytania w nagłówku. Prospect to kandydat na membera klubu, zaś member to już pełnoprawny członek grupy. Motocyklowa brać ma tez określenie na czarne owce, które nazywa się bad standing. W wolnym tłumaczeniu to po prostu „zła postawa”. Kluby MC przylepiają taką łatkę osobie, która nie jest godna zaufania, podejmuje wrogie działania względem klubu lub jego członków. Jednocześnie to status, który jest sygnałem dla innych klubów, że należy uważać na jegomościa.

Na elitę motocyklowej braci też jest określenie. To 1%er, czyli ludzie, którzy nie tylko należą do klubu, ale oddychają i żyją motocyklami spędzając w siodle 7 dni w tygodniu. To mocni faceci, mniej romantyczne wersje bohaterów filmu „Harley Davidson i Marlboro Man”. „Jednoprocentowcy” jeżdżą dużo, bawią się do oporu i żyją chwilą. Termin powstał jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku, natomiast z czasem nabrał złych konotacji. 1%er kojarzeni byli jako członkowie grup przestępczych. Niemała w tym zasługa niektórych działań Wielkiej Czwórki, czyli największych motocyklowych klubów na świecie, do których zalicza się Outlaws, Hells Angels, Paganas i Banditos.

Poza terminologią związaną z klubami, mamy jeszcze niezliczone przykłady motocyklowej nowomowy. Oczywiście najwięcej dotyczy samych motocykli, szczególnie najbardziej znaczących, niekiedy legendarnych modeli, które zyskały swoje „pieszczotliwe” nazwy. Każdy wie, że bandzior to Suzuki GSF Bandit, a buza to najszybsza swego czasu Hayabusa, czyli Suzuki GSX-R 1300.

Duka to oczywiście Ducati, etka motocyklowy klasyk MZ ETZ, a Gienek to nic innego jak Suzuki GN. Słynna Yamaha R1 też ma nasz swojski odpowiednik, czyli erłan, zaś właściciele Hondy CBR zwą ją cebrą. Mnie osobiście najbardziej podoba się określenie intruz, które przylgnęło do potężnego Suzuki Intruder. Mniej szlachetne miano, czyli jajo lub imbryk zyskał model Suzuki GSXF. Równie mało dumnie brzmi zygzak, to jest Kawasaki ZZR oraz wirówka – popularne określenie Yamahy XV Virago.

Na liście niezbyt uprzejmych określeń wysokie zajmuje… wiadro. To slangowe miano Hondy Varadero. BMW też się dostało od dzielnych Polaków, którzy model BMW R-35 przemianowali na… osiołka. Dodajmy jeszcze chyba najbardziej znane określenie – kredens. Przylepiło się do Hondy Gold Wing, ale używane bywa często w odniesieniu do innych ciężkich, obudowanych, wyglądających jak szafa babci Klementyny motocykli. Tak samo jak Wiejski Sprzęt Kaskaderski do motocykli WSK. Dziś już zresztą rzadko słychać to miano w nawiązaniu do „wuesek”, bo z czasem narodził się sentyment do tych maszyn i znacznie zyskały na szacunku oraz wartości.

Kolejna grupa określeń dotyczy motocyklowych utensyliów i czynności. Niegdyś popularny szyszak albo szyszka, to po prostu kask. Dziś częściej mówi się orzech, garnek, jet albo open face w odniesieniu do kasków otwartych lub skorupa, szczękowiec, integral w przypadku modeli zabudowanych. Najbardziej podoba mi się nieformalna nazwa maski na twarz chroniącej przed wiatrem i uderzeniami owadów, którą przemianowano na… milczenie owiec.

Motocyklowej braci nie brakuje również fantazji w nazewnictwie elementów odzieży. Skórzane ciuchy zwane są papą, a ze sztucznych materiałów – tekstylem. Nieco kusa kurtka skórzana to ramoneska, chociaż to określenie też powoli wychodzi z użycia. Popularne wśród właścicieli ścigaczy kombinezony zwane są kombi. Skarpeta to oczywiście… kominiarka, a przeciwdeszczowy komplet bywa… kondonem.

Na pewno znacie też katanę, czyli rodzaj kamizelki motocyklowej. Klasyk klasyków to chapsy. Obecnie spotykane chyba wyłącznie na zlotach skórzane lub zamszowe spodnie prawdziwych kowbojów składają się z nogawek i pasa, z wycięciem na krocze. Do kompletu dodajmy jeszcze pancerz na klatę, to znaczy buzer, oraz ochraniacz pleców. To oczywiście żółw.

Na koniec przypomnijmy obecnie prawie zapomniane określenie motocyklistki. Kiedyś była to po prostu Baba Jaga. Ale to było dawno i dziś nikt już nie obraża pięknych pań na dwóch kółkach. Nawet poczciwy plecaczek, czyli dawne określenie na pasażerkę, ale również pasażera, powoli wypada z mody, bo budzi zbyt dużo emocji.

Wiele dawnych określeń ulega zapomnieniu i zatarciu, pojawiają się zupełnie nowe słowa, najczęściej pochodzące z języka angielskiego. Być może pamiętacie inne, mocno przykurzone określenia, które warto byłoby przypomnieć?

Tomek „Suchy” Suchar

%d bloggers like this: