Głośne wydechy ratują życie! Przykro mi, ale to nieprawda

Najpopularniejszą motocyklową teorię zna każdy. Głośne rury automatycznie zwiększają bezpieczeństwo motocyklisty, ponieważ kierowcy samochodów mogą usłyszeć dwukołowego potwora znacznie wcześniej. Mówiąc inaczej, puszkarze zostają odpowiednio wcześniej poinformowani o nadjeżdżającym jednośladzie. Niestety efekt Dopplera osłabia ten efekt. I nie tylko on.

Internet ma wiele do powiedzenia na temat efektu Dopplera, ale przybliżymy najbardziej popularne podsumowanie z Wikipedii: „Gdy źródło emituje falę cały czas z taką samą częstotliwością i nie porusza się, to odległość między kolejnymi grzbietami fali jest jednakowa we wszystkich kierunkach, natomiast kiedy źródło porusza się, to odległość między kolejnymi grzbietami jest zależna od kierunku rozchodzenia się fali. Z tego powodu obserwator może odbierać falę o innej częstotliwości niż nadawana, przy czym zmiana zależy od prędkości źródła oraz kąta między kierunkiem obserwacji a kierunkiem ruchu źródła. Różnica częstotliwości między falą nadawaną i odbieraną nazywana jest częstotliwością Dopplera lub przesunięciem Dopplera”.

Innymi słowy basowy ryk wydechów wcale nie jest głęboki i basowy, dopóki pojazd nie minie odbiorcy. Oczywiście należy również uwzględnić to, że otwory wylotowe wydechów skierowane są w przeciwną stronę do kierunku jazdy, co także osłabia efekt.

Foto: Ducati

Co to finalnie oznacza? Rzeczywiście puszkarz usłyszy zbliżający się motocykl, ale nie będzie to wcale dźwięk nadciągającej burzy z piorunami, przynajmniej do czasu, aż motocyklista znajdzie się na jego wysokości. Dopiero kiedy jednoślad minie samochód, jego kierowca zostanie uderzony basem wydechów.

Teraz rozważmy wyniki europejskich statystyk dotyczących wypadków motocyklowych, z których wynika, że do większości kolizji motocyklowych dotyczy przedniej części maszyny. Aby stwierdzić ten fakt, nie trzeba zresztą specjalnych badań. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę lub jutuba hasło w rodzaju „motorcycle accident” i obejrzeć kilka kraks lub ich wynik.

Mówiąc inaczej zagrożenie czai się z przodu, czyli tam, gdzie ryk wydechów przynosi najmniejszy efekt! To ważne przypomnienie dla motocyklistów, którzy polegają na wydechach jako systemie ostrzegania.

Dodajmy, że kierujący motocyklem słyszy dudnienie, które z racji wibracji motocykla przenika również jego ciało. Tym samym zyskuje przekonanie, że jest równie głośny dla wszystkich innych uczestników ruchu drogowego. Niestety z powodu Efekt Dopplera częstotliwość dźwięku słyszanego przez kierującego pojazdem jest zupełnie inna.

Road King Special 2017. Foto: Harley-Davidson

Na dodatek nakładają się na niego inne dźwięki. Dla kierującego samochodem, choćby silnika własnego auta, czy innych pojazdów znajdujących się przed nim. Nie mówiąc już o systemie audio, nawiewach, klimatyzacji i żonie lub dzieciakach, które dokazują na tylnej kanapie. Nie każdy ma też otwarte okna. Właściciele samochodów chronią się przed gorącem włączając klimatyzację, której skuteczne działanie jest uzależnione od szczelności kabiny (zamknięte szyby). Jeśli weźmiemy te wszystkie czynniki pod uwagę, może okazać się, że wydechy, które w garażu brzmią jakby spadało niebo, dla kierowcy samochodu są kolejnym elementem tła dźwiękowego, który na dodatek wcale specjalnie się nie wyróżnia!

Ale nie chodzi przecież tylko o otoczenie. Hałasujemy wydechami, bo po prostu lubimy. Tylko czy to jest dla nas dobre? Długotrwałe narażenie na hałas może mieć bardzo niebezpieczne skutki dla motocyklistów. Hałasem nazywamy drgania akustyczne o dużej intensywności. Niestety skutki częstego narażenia na hałas nie pojawiają się od razu. Na ogół podlegają kumulacji i objawiają się po dłuższym czasie wywołując coraz większy rozstrój całego systemu nerwowego.

Podstawowym skutkiem długotrwałego narażenia na hałas o wysokich poziomach jest nieodwracalne uszkodzenie komórek rzęskowych w organie Cortiego i związane z tym trwałe podwyższenie progu słyszenia (przesunięcie w kierunku wyższych poziomów). Uszkodzenie komórek rzęskowych jest nieodwracalne i rozwija się stopniowo w ciągu lat narażenia na hałas.

Indian Chieftain Elite 2017. Foto. Indian

Szkodliwe działanie hałasu na organizm człowieka objawia się zmęczeniem, gorszą wydajnością postrzegania, trudnościami w skupieniu uwagi, zaburzeniami orientacji, drażliwością, podwyższonym ciśnieniem krwi, bólem i zawrotami głowy, czasowymi lub trwałymi uszkodzeniami słuchu, występowaniem szumów usznych.

Hałasy słyszalne można podzielić w zależności od ich poziomu na pięć grup. Problem pojawia się już powyżej 35 dB, czyli w drugiej grupie. Hałas o poziomie 35–70 dB wpływa na zmęczenie układu nerwowego człowieka, poważnie utrudnia zrozumiałość mowy i wypoczynek. Trzecia grupa, czyli 70–85 dB wpływa na znaczne zmniejszenie wydajności pracy, hałas o tej intensywności może być szkodliwy dla zdrowia i powodować uszkodzenie słuchu.

Kolejny poziom, czyli 85 –130 dB, to hałas, który powoduje liczne schorzenia organizmu ludzkiego. Przy tej głośności nie jesteśmy w stanie zrozumieć ludzkiej mowy nawet z odległości 50 cm. W tym zakresie działa wiele głośnych wydechów, ale część łapie się na ostatnią grupę, czyli powyżej 130 dB. Taka głośność powoduje trwałe uszkodzenie słuchu, wywołuje pobudzenie do drgań organów wewnętrznych człowieka powodując ich schorzenia.

W Polsce górna granica hałasu dla jednośladów z silnikami o pojemności skokowej do 125 cm3 wynosi 94 dB, dla maszyn z większymi silnikami 96 dB. Taki sam limit mają samochody z silnikami wysokoprężnymi. Auta z silnikami benzynowymi nie mogą przekraczać 93 dB.

Ostatnio głośno jest o akcji policji w Krakowie, która „uwzięła się” na motocyklistów i bada natężenie dźwięku układów wydechowych. Efektem tych działań są masowe zatrzymania dowodów rejestracyjnych. Okazuje się zatem, że przekraczające normy wydechy nie są zjawiskiem odosobnionym, a raczej częstym, żeby nie powiedzieć powszechnym. Pojawia się pytanie, kto tak naprawdę na tym traci, a kto zyskuje?

Czy głośne wydechy rzeczywiście nam w czymś pomagają, poza rosnącym ego i chwilową satysfakcją? W miastach, które i tak są zbyt głośne, po prostu dodajemy jeszcze jeden hałas i budzimy gniew oraz irytację ludzi. Poza miastami ten fanfary są tym bardziej niestosowne, bo przecież nie podróżujemy na dwóch kołach, żeby płoszyć i przerażać wszystko co żyje i się rusza, ale chcemy być częścią przyrody, chłonąć ją i przeżywać.

Czy nie dlatego wybieramy dwa koła zamiast metalowej puszki?

Bibliografia: „Zagrożenia hałasem, wybrane zagadnienia”, Opracowane tematyczne OT-612, Kancelaria Senatu, Luty 2012

%d bloggers like this: