Kobieta z psem przejechała całe Stany, Karaiby i Panamę…

W 1914 roku 30-letnia roku Della Crewe rozpoczęła przygodę życia. Wyjechała z Waco w Teksasie po to, aby zobaczyć cały kraj. Sześć miesięcy później żądna przygód Amerykanka dotarła do Nowego Jorku. Była zima, na ulicach miasta leżał śnieg, ale Della nie zamierzała jeszcze wrócić do domu. Zapakowała motocykl na statek i popłynęła na… Karaiby. To był właściwie dopiero początek jej wielkiej wyprawy.

Po objechaniu egzotycznych wysp pachnących przyprawami i owocami morza, Emma zapragnęła wyprawić się jeszcze dalej. Nie wróciła do Stanów, tylko pojechała do Ameryki Środkowej. Kiedy nie płynęła statkiem, Della Crewe siedziała za kierownicą swojego Harleya-Davidsona z bocznym koszem. Kompanem jej wszystkich wypraw był pies o wdzięcznym imieniu Trouble (ang. kłopot).

Della nie próbowała stać się sławna, nie szukała poklasku i zainteresowania mediów, ale jej podróż była tak zdumiewająca, że popularność przyszła sama. Na całe szczęście, bo być może gdyby nie to, że jej motocyklową wędrówkę śledziły media amerykańskie, historia tej wyprawy zostałaby zapomniana, tym bardziej, że świat właśnie zaczynał płonąć w ogniu dział I Wojny Światowej.

Della Crewe. Foto: harley-davidson.com

Wczesne lata 20. XX wieku to był czas przemian, rewolucji przemysłowej, a w Stanach Zjednoczonych – Sufrażystek, kobiet walczących o prawa wyborcze kobiet. Przedstawicieli płci pięknej domagały się nie tylko głosu, chciałby także zaciągać się do wojska, jak Augusta i Adeline Van Buren, krewne byłego prezydenta USA, które przejechały przez całe Stany na motocyklach, aby udowodnić swoją siłę, odwagę i niezłomność (później Augusta została pilotem). Inna dzielna kobieta, Effie Hotchkiss, wraz ze swoją 52-letnią matką przejechała w 1915 roku na motocyklu trasę z Nowego Jorku do San Francisco, stając się pierwszą kobietą, która przebyła słynny trakt na jednośladzie.

Jednak zanim świat usłyszał o siostrach Van Buren, a Effie Hotchkiss wyruszyła w podróż, Della Crewe przejechała na motocyklu tysiące kilometrów. Nie dla jakiejś wielkiej sprawy, reklamowego celu lub rekordu. Po prostu dla siebie. Była pierwszą kobietą w Stanach Zjednoczonych, która odważyła się na przejechanie całego kontynentu amerykańskiego do wybrzeża do wybrzeża, mimo że jej trasa nie została oficjalnie zaliczona jako osiągnięcie w tej klasie (na motocyklu). Nie stało się tak dlatego, że Della podzieliła podróż na kilka etapów.

Della pochodziła z Racine, niewielkiego miasteczka w stanie Wisconsin, ale zarabiała na życie w Waco, jak manikiurzystka. Jeden z młodszych członków rodziny zasugerował jej kupno motocykla, którym mogłaby sprawniej poruszać się po miejskiej scenerii, którą tak bardzo lubiła. Della kupiła swój motocykl jesienią. Był to Harley-Davidson z 1913 roku z pojedynczym cylindrem.

Della Crewe w fabryce H-D. Foto: harley-davidson.com

To była dobra decyzja. Motocyklowe przejażdżki tak bardzo spodobały się młodej kobiecie, że już wiosną wymieniła maszynę na motocykl z dwucylindrowym silnikiem v-twin i boczną przyczepą. W tym czasie jeden z przyjaciół sprezentował jej małego teriera, którego za sprawą żywiołowej natury i skłonności do niszczenia nazwała Trouble (ang. kłopot).

Della i Trouble wkrótce opuścili Waco, aby udać się do Dodge City w stanie Kansas. Trasa mierzyła „tylko” 525 mil, czyli ok. 845 kilometrów, ale sto lat temu drogi bardziej przypominały szlaki, a podróż samotnej kobiety na takim dystansie w ogóle nie mieściła się w głowie purytańskiej społeczności USA. Della Crewe nie zamierzała się tym przejmować, pokonała trasę w osiem dni i została przywitana w Dodge City jak bohaterka.

Następnym przystankiem było Milwaukee, siedziba firmy Harley-Davidson. Na okoliczność tej wizyty pracujące w fabryce H-D kobiety zaprosiły Dellę na piknik, ale sama podróż piknikiem nie była. Niektóre etapy drogi pomiędzy Kansas a Wisconsin przypominały raczej rynny z błota i kamieni. Bywało, że Della nie wiedziała gdzie jechać, bo trudno było nawet wskazać właściwy kierunek szlaku. Za to napotkani ludzie zawsze okazywali jej troskę i pomoc. W każdym miasteczku witana była przez lokalne władze i mieszkańców, którzy dbali również o uzupełnienie jej ekwipunku i żywności, w zamian oczekując jedynie opowieści z podróży.

Della Crewe na Jamajce. Foto: piledriverz.com

To dlatego Della pisała mnóstwo listów, robiła zdjęcia i odpowiadała na wszystkie pytania dziennikarzy, rewanżując się za pomoc i wsparcie. Wyprawę Amerykanki relacjonowały między innymi Motorcycle Illustrated Magazine i Texaco Star Magazine. Skany z tych artykułów sprzed stu lat dziś dostępne są w Internecie w formie cyfrowej.

Della jechała do Nowego Jorku przez wiele tygodni, przebyła ponad 5400 mil i ostatecznie dotarła do Wielkiego Jabłka 12 grudnia. Temperatury były minusowe, dlatego miała na sobie wszystkie ubrania jakie posiadała. Trouble również dostał specjalny sweter, który utrzymywał go w cieple. Poza tym miał swoje ciepłe gniazdo w wózku bocznym, w którym zwijał się w kłębek i smacznie spał.

Wczesne plany Amerykanki zakładały, że po dotarciu do Nowego Jorku, wyruszy w podróż do Europy, ale Stary Kontynent był już zaangażowany w I Wojnę Światową, co oznaczało, że ambitny pomysł nie mógł zostać zrealizowany. Niewiele się namyślając, Della zarezerwowała bilet na Florydę, gdzie zresztą długo nie zabawiła, bo popłynęła dalej, do… Hawany!

Della Crewe w Portoryko z piorącymi kobietami. Foto: piledriverz.com

Na Kubie spotkała się z miejscowymi motocyklistami i zwiedziła na siodełku Harleya całą wyspę. Potem wsiadła na kolejny statek i popłynęła do Panamy. Państwo położone pomiędzy Oceanem Spokojnym a Morzem Karaibskim to przede wszystkim przepiękne krajobrazy i wspaniała przyroda, ale sto lat temu, podobnie jak dziś, nie jest to najlepsze miejsce do motocyklowych wojaży. Mimo to Della nie planowała się wycofać.

Po tygodniach pełnych przygód popłynęła dalej, tym razem na Jamajkę, będącą wówczas pod panowaniem Imperium Brytyjskiego. Amerykanka postanowiła zdobyć na motocyklu najwyższy szczyt wyspy, co udało się jej osiągnąć. Ostatnim przystankiem okazało się Portoryko, gdzie Della ponownie odpaliła motocykl i pokonała lokalne pasma górskie z najwyższym szczytem Corro De Punta.

Co najciekawsze, mimo że przedzierała się przez lasy deszczowe Ameryki Środkowej, przemierzała karaibskie wyspy i bezdroża Ameryki Północnej, nigdy nie narzekała na jakość dróg. Poza Florydą. Kiedy ponownie zawitała do Stanów Zjednoczonych i znalazła się w Tampie, powiedziała dziennikarzom: „Jeśli chcesz przetestować jakość i siłę swojego motocykla, nie mówiąc o ludzkiej wytrzymałości, udaj się na zachodnie wybrzeże Florydy, po linię Georgi.” Podobno najbardziej doskwierał jej klimat Florydy i wielokilometrowe etapy, w trakcie których nie spotykała po drodze żywej duszy.

Della Crewe w Atlancie. Foto: piledriverz.com

Ostatecznie Della wróciła do cywilizacji, dotarła do Atlanty, następnie do Waszyngtonu i ponownie Nowego Jorku, przejeżdżając finalnie 10 778 mil, czyli ponad 17 000 kilometrów!

Po zakończeniu niezwykłe podróży Della wyjechała z Nowego Jorku. Nie wróciła jednak w rodzinne strony, tylko przeniosła się do Los Angeles, gdzie ostatecznie osiadła w 1916 roku. Według spisu powszechnego z 1926 roku nadal mieszkała w Hollywood pracując ponownie jako manikiurzystka oraz na wyższym stanowisku w sklepie. Z dokumentów miasta Della Crewe zniknęła niewiele później i właściwie nikt nie wie, co się z nią dalej działo.

Pamięć o niezwykłej podróży kobiety, która chciała zobaczyć świat, przetrwała m.in. dzięki archiwom Texaco Star i Harleya-Davidsona. Być może dziennikarze oraz badacze historii motocyklowych pionierów i podróżników odkryją za jakiś czas inne niezwykle fakty z życia Amerykanki, ale nawet jeśli tak się nie stanie, Della Crewe nadal będzie inspiracja dla osób, które wciąż marzą o swojej wielkiej motocyklowej wyprawie…

Della Crewe i jej ukochany pies Trouble. Foto: piledriverz.com
%d bloggers like this: