Czy odpalając motocykl masz plan, że dziś się rozbijesz?

Praktycznie każdy motocyklista wyjeżdżając na drogę ma jakiś plan. Może to być odstresowująca jazda po pracy, albo relaksującą przejażdżka po okolicy wraz ze znajomymi. Niekiedy tylko kilka kółek, innym razem nawet kilka dni jazdy w założonym kierunku. Plan zazwyczaj dotyczy różnych przyjemnych etapów i zakłada terminowe przybycie do miejsca przeznaczenia. W tym planie nie ma nic, co dotyczyłoby awarii lub wypadku. Prawda?

Nigdy nie planowałem tamtego ranka, gdy kupiłem sobie wielgaśnego loda w budce i wychodząc zza autobusu stojącego na przystanku, zostałem potrącony przez motocyklistę. Wylądowałem w szpitalu na długie tygodnie. Sprawca pewnie tego też nie planował, ani wszystkiego co się wydarzyło potem, czyli leżącego w kałuży krwi dzieciaka, zbiegających się ludzi i całego zamieszania. Być może nie chciał też wsiąść na motocykl i odjechać, chociaż to zrobił. Zresztą nigdy go nie odnaleziono, to nie były jeszcze czasy wszędobylskim kamer na ulicach.

Żródło: YT, StudioSpeed

Gdybyś się obudził pewnego ranka i dowiedział, że to będzie dla ciebie katastrofalny dzień, starałbyś się przygotować najlepiej jak potrafisz, prawda? Założyłbyś najlepszy i najbezpieczniejszy kask, włożył cały komplet odzieży ochronnej i pewnie jeszcze poleciałbyś do PZU dodatkowo ubezpieczyć. Ja nigdy nie planowałem, że się rozbiję.

Na przykład tego dnia, kiedy wyjeżdżałem nieco roztargniony spod pracy, mając jeszcze w głowie tematy, nad którymi dyskutowałem z przełożonymi. Nawet nie zauważyłem, że asfalt jest mokry po deszczu, a ja jadę zbyt agresywnie i za szybko. To była chwila kiedy zobaczyłem, że motocykl sunie bokiem po drodze, krzesząc iskry, a ja lecę bezwładnie, jak szmaciana lalka, kilka metrów za nim. Dostrzegłem jeszcze, że motor uderza w tył stojącego na światach samochodu, i szczęśliwie poleciałem tuż obok, wpadając niemal pod koła samochodów, które poruszały się poprzeczną drogą.

Tego dnia było zimno, wiec miałem na sobie motocyklową kurtkę i spodnie. Kurtka starła się jak ziemniak na tarce, kask też był w opłakanym stanie. Gdyby rano było słonecznie, miałbym na sobie lekki ortalion oraz kask typu orzeszek i pewnie do teraz przechodziłbym następna z wielu operacje przeszczepu skóry.

Czy kiedykolwiek spotkałeś kogoś, kto planuje dziś rozbić się na motocyklu? Podejrzewam, ze jeszcze nie. Sam tego nie planowałem, a przez lata mojej motocyklowej przygody spotkałem wielu ludzi, którzy też nie mieli takich destrukcyjnych pomysłów, a jednak padło właśnie na nich. I odnieśli w tych przygodach różne obrażenia, od otarć, wielkich fioletowych siniaków, urazów palców, rozbitych głów i nosów, po poważne złamania, uszkodzenia kręgosłupa. Tych, których spotkało coś jeszcze gorszego, już niestety nigdy nie spotkam.

Foto: Crash Sportster 883, BioniK

Podczas wielu rozmów z osobami, które miały wypadek się i przetrwały, jak mantra przewija się jedno zdanie: „Gdybym wiedział, ze tego dnia się rozbiję, nie jechałbym tak szybko, ubrałbym spodnie z protektorami, uważałbym na skrzyżowaniu, nie wyprzedzałbym na trzeciego.” I tak dalej, i tak dalej. Nikt się tego nie spodziewa, bo przecież nie lubimy mysleć o tym, że coś mogłoby nam się stać.

Odkładamy wszystko na później, nie dostrzegamy, że nadszedł czas, aby podejść do tematu tak, jakby zależało od niego życie i zdrowie. Potem większość z nas ma jakieś usprawiedliwienie: „Nie widziałem, gdzie zostawiłem swoje rękawiczki”. Albo: „Nie przypuszczałem, że się rozbiję, skoro jeździłem tylko wokół mojej dzielnicy”.

Usprawiedliwienia brzmią jeszcze gorzej, gdy wiesz, że podstawowa odzież motocyklowa byłby nawet lepsza niż zestaw pod tytułem: „Jestem wolny jak ptak”. W gorące dni kurtka z odpowietrzeniem, która utrzymuje stałą, znośną temperaturę, będzie wydajniej chłodzić skórę niż zwykła koszulka. Tak, pachnie gorzej pod koniec dnia, ale na dłuższą metę jest praktyczniejsza. Ponadto t-shirt i krótkie spodenki potrafią bardziej zmęczyć, niż zalecany zestaw odzieży ochronnej. Wiatr wysusza skórę, jesteś narażony na oparzenia słoneczne, których po prostu nie czujesz z powodu pędu powietrza i jego chłodzącej skórę strugi. Do tego nawet w ciepły dzień o wiele łatwiej wychłodzić organizm i zamieszać w naturalnym procesie termoregulacji ciała. To wszystko dla pozornej wolności, powiewającej koszulki i gołych kolan.

Wiele problemów bierze się stąd, że w handlu jest od groma odzieży pseudomotocyklowej. Wygląda podobnie, prawie tak samo jak renomowane modele, ale jak mówi hasło reklamowe pewnego piwa: „Prawie robi wielką różnicę”. Ostatnio znajomy pokazywał mi kurtkę, którą zakupił „na motor”. Z wyglądu rzeczywiście rasowy egzemplarz z protektorami na łokciach, ramionach, licznymi kieszeniami, systemem wentylacji. Niestety po bliższym przyjrzeniu okazało się, że skóra jest zbyt delikatna, aby poradziła sobie w razie ewentualnej wywrotki, suwaki mankietów mają tendencję do samoistnego rozpinania, kieszenie wentylacyjne są za małe, zaś cała kurtka źle układa na ciele, gdy dłonie opierają się na rączkach kierownicy.

Girl and Motorcyclists. Źródło: YT, люблю

Wiele nieporozumień bierze się właśnie z podyktowanego kaprysem albo namową kumpli zakupu odzieży, która jest po prostu kiepska i źle dopasowana. Każdy chce wyglądać świetnie, ale przede wszystkim trzeba zwracać uwagę na właściwości ochronne i elastyczność rzeczy, które mają posłużyć przez setki godzin jazdy na motocyklu.

Podstawowe zasady nie są jakoś specjalnie skomplikowane. Materiał powinien być solidny, najlepiej cordura, prawdziwa skóra lub opatentowana tkanina renomowanego producenta. Szwy powinny być dokładne i mocne, najlepiej jeśli są klejone, natomiast zamki muszą być odpowiednio mocne, aby wytrzymały w razie nieszczęścia. Mankiety muszą dobrze przylegać, zaś kołnierz powinien być zabezpieczony przed trzepotaniem. Aby umożliwić wentylację konieczny jest system umożliwiający przepuszczanie powietrza. Liner ma być dobrze dopasowany i wygodny. Przydatne elementy to oczywiście zbroja, albo jej elementy, regulowane makiety, kieszenie pasujące do twoich przyzwyczajeń. To samo dotyczy się spodni. Tym bardziej nie warto oszczędzać na kasku, rękawiczkach i butach.

Zrozum jedno. Nie chodzi o to, żeby ograniczać Twoją wolność, niszczyć swobodę. Jeśli chcesz swobody, biegaj na golasa po plaży w Chałupach. Tu chodzi o to, żebyś wrócił cało do domu, do swoich najbliższych. Mógł zakrzyknąć w wejściu: „Już jestem!”, a nie jęczał tygodniami w szpitalu i zastanawiał się, dlaczego nie pomyślałeś o bezpieczeństwie.

Jasne, protektory oraz dobry kask i kurtka też nie dają gwarancji, że w razie wypadku wyjdziesz cało z opresji, ale jednak znacząco minimalizują ryzyko odniesienia obrażeń. Życie jest za krótkie, aby o nie dbać. Tak po prostu.

%d bloggers like this: