Czy to powrót motocykli Jawa, czy sen?! Nowe modele 350 OHC oraz 660 Vintage!

Czeski producent motocykli, którego szczytowy okres prosperity przypadł na lata osiemdziesiąte i wczesne lata dziewięćdziesiąte, próbuje znaleźć nową drogę do serc motocyklistów. Być może mu się to uda, ale czy to naprawdę Jawa, na którą czekaliśmy?

Od jakiegoś czasu pojawiały się mniej lub bardziej hurraoptymistyczne informacje prasowe o nowościach Jawy, głównie o modelu 350 OHC wyposażonym w czterosuwowym silnik. Wreszcie możemy skończyć ze spekulacjami, bowiem Jawa właśnie zaprezentowała swój nowym model, a właściwie to nawet dwa. Mimo to, mamy mieszane uczucia.

Jawa 350 OHC. Foto: auto.cz

Konstrukcja Jawy 350 OHC nawiązuje do popularnego modelu Jawa 350 typ 634 z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, od którego zapożyczono charakterystyczny zbiornik paliwa oraz osłony boczne.

Producent informuje, że to właściwie już wszystko jeśli chodzi o związki ze starym, dwusuwowym przodkiem. Wszystko inne jest nowe, dlatego powinniśmy się cieszyć z osiągnięcia zespołu pracującego w niewielkiej miejscowości Týnec nad Sázavou w kraju środkowoczeskim. Czesi uczciwie przyznają, że nowy motocykl nie jest wytworem ich własnego działu inżynierów i mechaników. Zaraz, zaraz, czyli czyim?

Technologia pochodzi z Chin, a dokładnie od modelu SHINERAY 400, znanego również w innych europejskich krajach pod rodzimymi markami. Jawa nie rozwodzi się nad tym tematem, ale wystarczy trochę poszukać, żeby dowiedzieć się, że SHINERAY 400 to kopia Hondy CB400SS z silnikiem Hondy XR400. Co ciekawe, jeśli spojrzeć na zdjęcie Rometa 400 Classic, nowy przebój przedsiębiorstwa Arkus & Romet Group, to można zauważyć, że mamy do czynienia praktycznie z tą samą maszyną. Robi się ciekawie, ale przecież to jeszcze nie koniec.

Jawa 350 OHC. Foto: auto.cz

Mówimy o Czechach, i słusznie, bo Jawa to marka czeska, którą założył w 1929 roku świętej pamięci František Janeček, konstruktor broni i biznesmen. Gdy produkcja i sprzedaż granatów ręcznych oraz karabinów spadła, Janeček przerzucił się na wytwarzanie motocykli, zresztą nie własnej koncepcji, ale na licencji od niemieckiej firmy Wanderer.

Pierwsza Jawa była właściwie kalką niemieckiego motocykla Wanderer 500 OHV. To wszystko działo się bardzo dawno temu, minęły dekady, lata świetności firmy dawno przeminęły. Dziś Jawa należy do… Hindusów z Mahindra & Mahindra Limited, czyli indyjskiej spółki produkującej samochody, ale również giganta tamtejszego rynku motocyklowego. Dziwne, pokręcone, ale prawdziwe.

Mahindra & Mahindra Limited już od dłuższego czasu stara się wyjść poza lokalne podwórko, zresztą bardzo udanie. To Hindusi przejęli w zeszłym roku sportowy zespół Peugeota z Moto3. Szeroki echem odbiła się też sprawa zakupu słynnego studia Pininfarina, które stało za projektami Ferrari Enco, Maserati GranTurismo i innych pojazdów. W portfolio Mahidry znajduje się ponadto brytyjska marka BSA i właśnie nasz dzisiejszy bohater – czeska Jawa.

Przypomnijmy, że już w zeszłym roku, w październiku, zastanawialiśmy się nad tym fenomenem. Warto przywołać fragment naszego komentarza tej sprawy, cyt. „Po co Mahindrze czeskie motocykle, skoro mają bez liku własnych modeli? Zapewne chcą ponownie powołać Jawę do życia, co ma sens, bo czeska marka jest w Indiach doskonale znana. (…) pięć dekad temu Jawa skutecznie konkurowała ze światowymi gigantami, w Polsce sława czeskiej marki także nigdy nie przeminęła.

Hindusi będą zapewne bazować na tej legendzie. Ponadto tamtejszy rynek jest specyficzny i nie oczekuje tylko najnowszych rozwiązań rodem z motocykli BMW, bo takie w realiach mało zasobnych portfeli nabywców, po prostu się nie sprawdzają. Co innego motocyklowy klasyk, który będzie solidny, trwały i tani. Nowe fabryki w Madhya Pradesh i Pithambur będą miały co robić, produkcja ruszy prawdopodobnie już w 2018 roku.”

Jak widać nasze spekulacje okazały się słuszne. Nie musieliśmy czekać długo na nową Jawę. Tylko czy to naprawdę Jawa jakiej oczekiwaliśmy, czy po prostu kolejny już klon „chińczyka”?

Jawa 350 OHC. Foto: auto.cz

Swoją drogą jest w tym procederze, który możemy nazwać również globalizacją, coś szalenie niestosownego. Nie uważacie? Te same maszyny dla niepoznaki nieco przerobione wizualnie, reklamowane są jako zupełnie nowe motocykle lokalnych producentów, którzy wykorzystują historię, rozpoznawalność i legendę rodzimych marek, żeby wmawiać klientom, że kontynuują dawną tradycję.

Dlaczego zatem nie protestujemy? Właśnie dlatego, że tak było od zawsze. Popatrzmy choćby na historię Jawy, czy przebojów marki Ural wywodzących się od solidnych, niemiecki motocykli. To przecież ta sama historia.

Współcześnie świat zmalał za sprawą globalizacji, a powyższe procesy nasiliły się jeszcze bardziej, natomiast my, jako klienci, szukamy dawnej świetności i jakości, nawet jeśli były tylko złudą. Prawda jest taka, że wolimy kupować motocykle znajomych marek, bo przecież dziadek jeździł na Jawie, a tato miał Rometa. Przecież nie rozjeżdżali polnych dróg i dziurawych, polskich asfaltów na SHINERAY 400, a właściwie Chungking 400B, bo tak zwie się jednoślad wywodzący z Chongqing Shineray Motorcycle Co. Ltd., pierwowzór wszystkich kolejnych klonów.

Jawa 350 OHC. Foto: auto.cz

Pocieszające jest natomiast to, że Chińczycy bazowali na myśli technicznej Japończyków, a pewnie gdyby pogrzebać jeszcze głębiej, okazałoby się, że Honda zaczerpnęła wiele pomysłów od Niemców. Właściwie to nawet pewne, bo przecież pierwszym motocyklem był Daimler Reitwagen skonstruowany w fabryce Gottlieba Daimlera i Wilhelma Maybacha.

Wychodzi na to, ze jak zwykle wszystkiemu winni są Niemcy. I tym pozytywny akcentem, po znalezieniu prawdziwych sprawców całego problemu, zakończmy już ten wątek, natomiast powróćmy jeszcze do głównych bohaterów powyższego wywodu, nawet jeśli w gruncie rzeczy bardziej chińskich, a nie czeskich. Powiedziałbym nawet, że wpierw chińskich, następnie indyjskich, a dopiero na końcu czeskich.

Jawa 350 OHC. Foto: auto.cz

Podstawą Jawy 350 OHC jest kolebka z rur stalowych, w której zamontowano jednocylindrowy silnik OHC chłodzony powietrzem o pojemności 397 cm3 i mocy 20,4 kW (27,7 KM). Skrzynia jest pięciobiegowa.

Rozstaw osi wynosi 1420 mm, z przodu znajduje się teleskopowy widelec o skoku 150 mm, para tylnych amortyzatorów również zapewnia skok 150 mm. Przednie koło wyposażono w dwutłoczkowe hamulce tarczowe (średnica tarczy 280 mm) z ABS. Z tyłu zamontowano klasyczny hamulec bębnowy. Rozmiary opon to 100/90 19” z przodu oraz 130/70 i 18” z tyłu.

Masa Jawy 350 OHC wynosi 160 kg bez obciążenia, maksymalna prędkość 130 km/h. Według producenta motocykl będzie szczególnie odpowiedni dla początkujących amatorów motocyklizmu oraz osób poszukujący tradycyjnych kształtów. Cena Jawy 350 OHC w Czechach została ustalona 99 300 czeskich koron (CZK), czyli około 16 tysięcy złotych.

Jawa 660 Vintage. Foto: auto.cz

Druga nowość Jawy to model 660 Vintage, wywodzący się od enduro 660 Sportrad, z którym dzieli rurową ramę oraz układ napędowy, to znaczy chłodzony cieczą silnik Minarelli SOHC o pojemności 660 cm3. Motocykl może poszczycić się 36 kW mocy (49 KM). W tym modelu również zastosowano pięciobiegową skrzynię biegów.

Przednie teleskopy 660 Vintage to model Paioli o skoku 150 mm. Tylny centralny amortyzator Bitubo o skoku 170 mm posiada regulację napięcia wstępnego i tłumienia. Koła to rozmiar 100/90 i 19” z przodu oraz 150/89 17” z tyłu, rozstaw osi 1500 mm zaś masa motocykla na sucho 198 kg. Model 660 Vintage może rozpędzi się do 160 km/h, natomiast jego cena wyniesie 179 830 koron (CZK), tj. ok. 29 tys. złotych.

Jawa 660 Vintage. Foto: auto.cz

Według oficjalnych informacji modele 350 OHC oraz 660 Vintage zostaną zaprezentowane publiczności podczas targów motocyklowych, które odbędą się w Pradze w dniach 3 do 5 marca.

Co do „winy” Niemców, to oczywiście żart, ale oferowanie i sprzedaż chińskich jednośladów pod szyldem rodzimych, znanych marek, niestety staje się normą, a nie ewenementem. Ktoś może powiedzieć, że Chińczycy kupili też Volvo i nikt z tego powodu nie wyrywa sobie włosów z głowy. Ponadto jakość produktów z Państwa Środka również rośnie. To się zgadza, natomiast pytanie brzmi, jak naprawdę jest z tą jakością? Szczególnie nowego motocykla za 8, 10 czy 15 tysięcy złotych? Ale to już temat na osobny artykuł…

%d bloggers like this: