Koniec motocykli Victory. Co się właściwie stało?

Mimo niewielkiej krytyki, wysokiej punktacji w badaniach satysfakcji klientów, pomimo wiernego środowiska fanów, a ostatecznie nawet mimo to, że chodzi o amerykański styl krążownika z widlakiem w ramie, firma Polaris Industries ogłosiła likwidację Victory Motorcycles. To już koniec.

„Naszym celem jest wzrost” – powiedział wczoraj prezes Polaris Industries Scott Wine w oświadczeniu wydanym późnym wieczorem. Wine stwierdził, że decyzja była bardzo trudna, ale osłabienie sprzedaży i chęć skoncentrowania energii i inwestycji na marce Indian oraz Slingshot, wymusiła na firmie podjęcie zdecydowanych kroków.

„W warunkach ograniczonych zasobów, ruch ten pozwoli nam zoptymalizować i zwiększyć nacisk na przyspieszenie sukcesu marek, które pozostają w naszym portfolio” – dodał prezes Polaris. Co tak naprawdę oznaczają te słowa?

1999 Victory V92C. Foto: motorcyclecruiser.com

W dziewiętnastoletniej historii motocykle Victory nieustanie walczyły o miejsce na rynku. Właściciel marki chciał konkurować z Harleyem-Davidsonem, ale po reinkarnacji Indiana okazało się to niezwykle trudne.

Sukces Indiana nie był oczywisty, ale stał się faktem i nagle Polaris znalazło się w niekomfortowej sytuacji producenta, który oferuje zbliżone produkty pod dwiema różnymi markami. Oczywiście Polaris próbowało polaryzować Victory i Indiana, sugerując że w przypadku Victory mamy do czynienia z marką premium.

Victory Judge. Foto: Red Iron Indian Victory

To nie było dobre rozwiązanie, bo oznaczało jednocześnie podkopywanie pozycji nowej gwiazdy na firmamencie. Skoro Victory to marka ekskluzywna czy to oznacza, że Indian jest produktem dla mas? Gorszej jakości? I jak w takim razie ma konkurować z Harleyem-Davidsonem, którego dział marketingowy usilnie pracuje nad tym, żeby klienci mieli wrażenie, iż nabywają motocykle wyjątkowe i najwyższej klasy?

Zapewne Polaris nie będzie mówić o tym problemie wprost. Dziś amerykańska firma twierdzi, że traciła pieniądze w każdym roku ostatnich trzech lat. Maksimum sprzedaży Victory osiągnięto w 2012 roku, później było tylko gorzej.

Aktualnie dziewiętnastoletnia marka stanowi jedynie około 3 procent całkowitej sprzedaży Polaris. Mniej niż 25 procent dealerów z Ameryki Północnej (ok. 400) aktywnie sprzedaje Victory, ale nawet oni mogą poszczycić się sprzedażą na poziomie zaledwie 20 jednostek rocznie.

Ethel the Evil Octane. Foto: Victory Motorcycles

Firma przytacza powyższe dane, ale nie tłumaczy skąd wziął się spadek Victory. To raczej nie przypadek, że kłopoty rozpoczęły się mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Indian powstawał z klęczek. Pierwsze motocykle z dumnym wodzem na baku, wyprodukowane pod skrzydłami nowego właściciela, zjechały z linii montażowych blisko cztery lata temu.

W aspekcie danych zaprezentowanych przez Polaris warto przypomnieć statystyki z połowy zeszłego roku. Otóż w ciągu trzech lat całkowity przychód amerykańskiego giganta wzrósł o blisko 50 procent, do 4,7 mld dolarów, natomiast motocykle, które stanowiły 8 procent całości, podskoczyły do 15 procent. Sprzedaż tego segmentu wzrosła prawie czterokrotnie do 698 milionów dolarów rocznie.

Victory Gunner. Foto: victorygunner.org

Dodajmy jeszcze, że Polaris zanotowało 18 procentowy wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym, podczas gdy w całym przemyśle dużych motocykli o pojemności 900 cm3 i większych, wykres sprzedaży był płaski. Ponadto, ponieważ Harley-Davidson zgłaszał spadki sprzedaży motocykli, oznaczało to w praktyce, że Polaris Industries przejmowało udziały rywali.

To ciekawe, bo dziś dowiadujemy się, że Victory jest kulą u nogi Polaris. Mówiąc inaczej, siłą napędową zysków firmy w segmencie motocykli od dłuższego czasu musiał być Indian, ale trudno żeby Polaris chwaliło się tym faktem, skoro w setkach salonów zalegają tysiące niesprzedanych motocykli Victory. Teraz tym bardziej nikt ich nie kupi, chyba że po cenie, która oznaczałaby stratę dla producenta.

Victory Octane. Foto: Victory

Najwidoczniej punk krytyczny został osiągnięty i konieczne było podjęcie zdecydowanych decyzji. Możemy być pewni, że szefowie Polaris nie działali pochopnie. Plany dotyczącej wyłączenia Victory z gry musiały zostać opracowywane już wiele miesięcy wcześniej. Oznacza to zapewne kontrolowany upadek.

„Decyzja o wycofaniu Victory poprawi rentowność Polaris i naszej globalnego biznesu motocyklowego, a także jego konkurencyjność w całej branży” – powiedział Scott Wine.

Prezes Polaris Industries pewnie ma już na biurku dokładne wyliczenia całej procedury – wie ile straci, ale obok leży też raport na temat spodziewanych zysków w bieżącym roku. I kiedy prezes Wine spogląda na te wyliczenia, zaczyna się szeroko uśmiechać…

Foto: Victory

„W ciągu blisko dwóch dekad zainwestowaliśmy nie tylko pieniądze. Nasze serca i dusze wciąż są z Victory Motorcycles i jesteśmy niezwykle dumni z tego, co osiągnął nasz zespół. Pragnę wyrazić wdzięczność wszystkim osobom związanym z Victory Motorcycles” – podsumował Wine. Przekładając język korporacji na normalne słowa, wypowiedz prezesa oznacza, że sporo ludzi straci pracę. Tak to już jest w biznesie.

Victory ostatecznie schodzi ze sceny, czy na tarczy? To wcale nie jest takie oczywiste. Historia firmy ze Spirit Lake w stanie Iowa to blisko dwie dekady walki z… Harleyem-Davidsonem. Ale o tym napiszemy w kolejnym artykule. Zaglądajcie na inforiders.pl.

%d bloggers like this: