Jak pracują dostawcy pizzy? Czy to nie przesada?

Wczoraj wieczorem, godzina 21. Miejskie drogi tradycyjne pokryte skorupą lodu, na termometrze -11 stopni. Jadę w rozgrzanym jak piasek na plaży Copacabana samochodzie, zatrzymuję się na światłach. We wstecznym lusterku dostrzegam słabe światełko. To jakiś chłopak na skuterze. Żeby wyhamować próbuje oporować piętami.

Foto: Oldskoolman.de

Światła zmieniają się na zielone, chłopak dalej jedzie na dwa kółka i dwie stopy. Ustawiłem się za nim, żeby ktoś go nie rozjechał w razie wywrotki. Za chwilę biedak zniknął na najbliższym zakręcie. Z tyłu skuterka miał duże pudło z nazwą jakieś pizzerii.

Do teraz zastanawiam się, kto wysyła tych chłopaków na tak trudne warunki? Do tego pojazdami, które nie nadają się do jazdy w zimie?!

Jeden komentarz

  1. Czy to prawdziwa historia

    Sami się wysyłają. Bo dla paru groszy warto zaryzykować złamania i zapalenie płuc. Bo dopóki znajdzie się ktoś kto się zgodzi na takie warunki, to takie właśnie będą. Tak jak stanowiska po 5zł/h, etaty za najniższą krajową itp.

    Bo jeżeli wszyscy wiedzą że normalnie się czegoś nie robi, to jak szef każe to się wykona.

    Kiedy ostatnio robiliście coś logicznego w pracy?

%d bloggers like this: