Inspekcja kasku motocyklowego. Czy twoja głowa jest bezpieczna?

Ponieważ wczoraj doświadczyłem bólu głowy po sylwestrowych szaleństwach, przypomniała mi się sytuacja sprzed kilka lat, kiedy zaliczyłem glebę zakończoną solidnym łupnięciem łbem o asfalt. Było lato, na chodniku zobaczyłem motyla w sukience której prawie nie było, nasze spojrzenia się spotkały, a potem pamiętam tylko, że moja twarz zderzyła się z czarną masą bitumiczną…

Poczułem się jakbym dostał w zęby wywrotką wypełnioną piaskiem. Potem długo nic się nie działo, no może poza niejasnym wrażeniem, że pląsami sobie na łące pełnej bluszczyków kurdybanków i bodziszków czerwonych.

Dopiero po chwili zobaczyłem nad sobą obce, zatroskane twarze. Niestety żadna z nich nie należała do wspomnianej piękności, bo nie przypominam sobie, żeby miała wąsy i brodę. Rozczarowanie miało żelazisty smak krwi, którą czułem w ustach.

Później okazało się, że przegryzłem sobie język, rozwaliłem nochal, i coś tam jeszcze, ale cała historia skończyłaby się o wiele gorzej gdybym nie miał na głowie kasku. Na co dzień jeździłem w orzeszku, który ledwo sięga za ucho. Wiecie, taki trochę stahlhelm w wersji cywilnej. Krótszy od oryginału z 1916 roku, no i oczywiście z tworzywa a nie solidnej, niemieckiej stali. Powiedzmy sobie szczerze, ten garnek może co najwyżej ochronić przed promieniami UVA,UVB i UVC.

Ten styl zabija? Foto: fakelly.com

Miałem jednak szczęście, bo tego dnia założyłem kask integralny. Planowałem jechać za miasto i nie potrzebowałem drugiego śniadania w postaci sałatki z much, a poza tym orzeszek przy większych prędkościach zaczyna cicho, ale uporczywie gwizdać. Ten dźwięk jest fajny przez pięć sekund, a potem wwierca się w czaszkę jak wiertło dentysty w zęba.

Czy kask ucierpiał po pojedynku z asfaltem? Wizjer odpadł, na matowej powierzchni pojawiał się rządek szram, których nie powstydziłby się Bruce Lee, ale poza tym skorupa wydawała się cała. Jeździłem w nim nadal, bo miałem to gdzieś, ale któregoś dnia źle zawiesiłem sprzęt na kierownicy i po prostu spadł z wysokości jednego metra.

Gdy go podniosłem, okazało się, że na skorupie pojawiła się długa szczelina o ostrych krawędziach, przez którą mogłem dostrzec wyściółkę. Ten widok wystarczył mi raz i do końca życia, bo oczami wyobraźni zobaczyłem podobną szczelinę we własnej czaszce, a zamiast wyściółki szary mózg. Od tej pory straciłem też chęć do używania orzeszka, chociaż w gorące dni zakładam na baniak kask otwarty.

Kask nie ma tylko ładnie wyglądać. Foto: Bell

Później popytałem znajomych z długim stażem, co myślą o tej sprawie. Dowiedziałem się wówczas paru ważnych rzeczy, o których może też nie wiecie, nie uświadamiacie sobie, albo zwyczajnie olewacie. Ale, na zmianę podejścia nie jest za późno, prawda?

Na dzień dobry wyjaśnijmy sobie, że kupno używanego kasku to dość ryzykowna sprawa, a po drugie, że kask, który spełnił swoja rolę i ochronił głowę podczas wypadku, nie nadaje się już do użytku, nawet jeśli wciąż wydaje się, że jest w doskonałej formie.

Ostatecznie każdy sam podejmuje decyzje i godzi się, lub nie, na ryzyko jazdy w kasku, który miał już przygody. Jeśli twój egzemplarz jest pewny i nie obawiasz się o jego kondycję i tak powinieneś sprawdzić, czy wszystko działa jak powinno. Przyzwyczailiśmy się, że wiosenna inspekcja obejmuje motocykl, ale mało kto sprawdza również stan kasku. Jak to zrobić?

Po pierwsze obejrzyj dokładnie powłokę pod względem pęknięć, głęboki zadrapań lub innych oznak przebytych urazów. Bądź jak doktor House, czyli dokładny i skrupulatny. Jesteś pewien, że twój kask nie miał żadnych przygód? Może nie spadł lub nie miał innych awarii w twojej obecności, ale to nie znaczy, że ktoś inny przypadkowo nie spuścił go na ziemię lub nie uszkodził jego integralność nie informując cię o tym. Po prostu trzeba się upewnić.

Bezpieczeństwo przede wszystkim. Foto: myshowroom.tv

Żywotność wyściółki kasku, która spełnia przecież również zadanie amortyzujące, nie jest wieczna. Wielu producentów uważa, że okres przydatności tego komponentu to pięć lat od daty produkcji. Dla przykładu Arai drukuje datę na jednym z pasków zapięcia D-ring. Może warto odżałować kasę i wymienić liner? Teraz jest jeszcze czas, aby uporać się z tym przed sezonem. Jeśli nie dziś, jutro, to za miesiąc. Byle przed wiosną.

Po wyjęciu linera sprawdź piankę EPS pod kątem uszkodzeń. Wgniecenia i „pajęczyna” pęknięć to bardzo zły znak, bo najczęściej oznacza trwały wpływ na skuteczność ochrony EPS. Specjalna pianka ma świetne właściwości pochłaniające energię uderzenia, ale trzeba pamiętać, że jest to materiał jednorazowego użytku. Pozorne drobne uszkodzenie może wpłynąć na działanie całej konstrukcji i w kryzysowej sytuacji po prostu zawieść. A czaszka to nie guma, nie powróci po strzale do swojego poprzedniego kształtu.

Dopóki za oknem jest jeszcze biało i ma masz ciśnienia na jazdę, warto wyciągnąć z kasku całą wkładkę i sprawdzić jej stan. Niektóre elementy mogły ulec większemu zużyciu niż inne. Być może warto rozważyć wymianę części linera? Jeśli nie, to właśnie teraz jest czas, aby wyściółkę wyprać i wysuszyć. Przed instalacją warto jeszcze raz wszystko dokładnie przejrzeć.

Pewne zapięcie kasku? Foto: The Moto Expert

Taśmy, sprzączki, zapięcia D-ring – to elementy, które są stale używane i poddawane sporej presji. Jednocześnie są to części, szczególnie paski podbródkowe, które najszybciej się zużywają. Obejrzyj je dokładnie i upewnij się, że nie są postrzępione lub przetarte. Zapewne widziałeś wiele filmów z wypadków, podczas których motocyklista leci w jedną stronę, a jego kask w drugą, a kończy się to tak, że głowa ridera uderza o bruk.

Niewielkie części kasku są niezwykle ważne i musisz być na 100 procent pewny ich skuteczności. Weź pod uwagę przeciążenia, jakich powstają podczas kraksy, nawet drobne uszkodzenie paska może być śmiertelnie groźne. Nie lekceważ tej sprawy.

Przyłbicę, wizjer, jego mocowanie również trzeba dokładnie obejrzeć i upewnić się, że wszystko działa jak należy. W przypadku szyby sprawdź szczelność, śruby mocujące i mechanizm blokujący przypadkowe otwarcie podczas jazdy. Absolutnie nie używać smarów lub innych środków, które miałyby poprawić płynność pracy mechanicznych elementów.

Kask to bezpieczeństwo. Foto: Skully

I ostatnia sprawa. Zima tak naprawdę dopiero pokaże swoje pazury. Upewnij się, ze twój kask nie będzie narażony na częste zmiany temperatury i wilgotności. Najlepiej żeby leżał w pokojowej temperaturze, ochroniony przed kurzem i pyłem, ale z dostępem świeżego powietrza (wentylacja).

Jesteś pewien, że zweryfikowałeś wszystkie powyższe elementy i zapewniłeś właściwie zimowane kasku? To świetnie. Wystarczy teraz poczekać te kilka, kilkanaście tygodni, aż zima odpuści. We właściwie chwili będziesz gotowy do drogi. Szerokości!

%d bloggers like this: