Rat Rod to potwór, ale w tym szaleństwie jest metoda

Rat bikes to motocyklowa moda, która rozpoczęła się od Mad Maxa, lecz w pełni rozkwitła kilka lat temu. Mimo że specjaliści i znawcy motocyklowych trendów wróżyli jej rychły koniec, nadal istnieje i ma się całkiem dobrze.

Cechą przerobionych w tym stylu maszyn jest wszechobecna rdza, potraktowane drucianą szczotką elementy obudowy, metalowe owijki i kłębki drutu służące do naprawy, oraz wrażenie obcowania z motocyklowym wrakiem, który jakimś cudem jeszcze jeździ.

Foto: URBAN HILLBILLY VIDEOS
Foto: URBAN HILLBILLY VIDEOS

Oczywiście mistrzowie tego stylu próbują wciąż i wciąż połączyć obce sobie światy. Z jednej strony motocykl, który będzie miał wszelkie znamiona dobrze zachowanej maszyny, niezawodnej i bezawaryjnej, a z drugiej wygląd złomu, który nie wiedzieć czemu, nie leży na złomowisku. To dość trudne, chociaż zapewne właściciele wszystkich Ogarów, Komarów i Jaw 350, czytający te słowa, prychają w tej chwili z lekceważeniem.

Na świecie znanych jest całkiem pokaźna liczba znamienitych (tak, tak), docenionych projektów z nurtu rat bikes. Dodajmy jeszcze, że nie jest to nurt jednorodny, bo w jego ramach występuje kilka subkultur.


Źródło: URBAN HILLBILLY VIDEOS

Powyższa konstrukcja na cechy stylu, ale jest jednocześnie czymś innym, bo w ramie motocykla znajduje się silnik… diesla od starego mercedesa.  Warto też zwrócić uwagę na nietypowe, przednie zawieszenie, cudaczne drewniane podesty i tylny błotnik – zdaje się nadkole z jakiegoś traktora.

Najdziwniejsze, że ten cudak działa i jeździ.

 

%d bloggers like this: