Czy Harley-Davidson przeżyje starcie z Polaris? [część 2]

Foto: Indian

Koncern Polaris powoli, ale nieustannie rozwijał markę Victory, co Harley-Davidson przyjął właściwie z wdzięcznością, bo wreszcie pojawił się jakiś chłopak do bicia. Być może ta runda trwałby do dziś, gdyby nie kolejna zaskakująca decyzja amerykańskiej firmy Polaris. Chodziło o pewien poważny zakup…

Trudno spekulować, gdzie i kiedy powstał pomysł przejęcia praw do Indiana. Polaris do dziś nie zdradza szczegółów przedsięwzięcia oraz kwoty zakupu najsłynniejszej, obok Harleya-Davidsona, amerykańskiej marki motocyklowej. To był strzał w dziesiątkę również ze względów prestiżowych, bo motocyklowy biznes George’a M. Hendee i Carla Oscara Hedstorma powstał zanim na świecie pojawiło się zjawisko pod nazwą Harley-Davidson Motor Company. Motocykle Indian jeździły po amerykańskiej ziemi dwa lata przed maszynami H-D. Tego faktu nikt i nic już nie zmieni.

Foto: Indian
Foto: Indian

Dziś każdy może powiedzieć, że zamiast topić miliony dolarów w MV Agusta, Harley-Davidson powinien był kupić markę Indian (przed Polaris). Nie chodzi nawet o produkcję motocykli z głową indiańskiego wodza na baku, bo to byłoby działanie co najmniej ryzykowne, ale wystarczyło wsadzić prawa do marki w papierową teczkę i zanieść do piwnicy. Niech się stary papier kurzy na dolnej półce przez kolejne, długie lata, a może nawet dekady. Komu by to przeszkadzało?

Harley-Davidson przespał moment rezurekcji swojego największego konkurenta. Bossowie z Minneapolis przyzwyczaili się przez dekady do złej passy marki Indian, dlatego w ich głowach nie pojawiła się myśl o przejęciu. Po co kupować trupa? I to był ich największy błąd.

Wszystko stało się szybko. Aktualnie bogata gama motocykli Indian i świetne wyniki sprzedaży nikogo specjalnie nie dziwią, ale przecież, gdy pięć lat temu koncern Polaris kupował Indiana, nic nie było takie oczywiste. Przypomnijmy, że praktycznie od 1967 roku stara amerykańska marka przechodziła z rąk do rąk i niewiele z tego wynikało, poza kuriozalnymi pomysłami w rodzaju „odrodzenia marki” w wykonaniu Alana Newmana. Amerykański biznesmen produkował na Tajwanie małe jednoślady o pojemności od 50 do 175 cm3 i sprzedawał je pod szyldem marki Indian. To była porażka.

Indian MM5A. Foto: motor1.com
Indian MM5A. Foto: motor1.com

Pod koniec zeszłego wieku wydawało się, że losy marki wreszcie sie odwrócą, bo nowa firma Indian Motorcycle Company of America miała nie tylko dumną nazwę, ale również wspaniale plany na przyszłość. Wszystko skończyło się tak samo jak wiele razy wcześniej: Bankructwem. Ostatecznie udziały Indian Motorcycle znowu przeszły w inne ręce, powstał nawet następny motocykl. Kolejna firma padła.

Stellican Ltd. to angielska korporacja finansowa i inwestycyjna, która stała się następnym właścicielem Indiana. Tym razem nie było wielkich zapowiedzi odbudowy marki, ale konkretne działania, które rozpoczęły się od utworzenia fabryki Indian Motorcycle Company w Kings Mountain w stanie Nowy Jork. Rzeczywiście wyprodukowano niewielką liczbę motocykli Chief, których wszystkie podzespoły pochodziły z własnej manufaktury.

Biznes bazował na limitowanej wersji motocykla o pojemności 1720 cm3. Wyniki sprzedaży nie były znakomite, ale właśnie w tym czasie do gry wkroczył koncern Polaris. Nastał rok 2011.  Zaledwie dwa lata później Indian odrodził się z popiołów, a już w 2014 i 2015 roku Harley-Davidson stanął w obliczu rosnącej w siłę konkurencji na swojej własnej ziemi. I to nie jednej marki, ale dwóch – Indian i Victory. Nowi przeciwnicy mogli wygrać tylko w jeden sposób – wydzierając motocyklowej dynastii z Milwaukee udziały w rynku.

Victory Judge. Foto: Red Iron Indian Victory

Dobrą wiadomością dla Harleya-Davidsona był fakt, że postępy marki Indian zaczęły odbijać się na kondycji Victory. Aż do początku bieżącego roku wydawało się, że Victory będzie powoli zanikać tracąc zainteresowanie odbiorców oczarowanych nową ofertą marki Indian. Dzięki temu Harley mógłby skupić się na jednym przeciwniku, a nie dwóch. Każdy wie jak się kończy walka na dwóch frontach, mieliśmy liczne przykłady takich starć w historii. Dane firmy analitycznej Motley Fool były jednoznaczne. Sprzedaż motocykli Victory spadła o 15 procent, podczas gdy sprzedaż jednośladów z logo Indian podwajała się, a nawet potrajała. Ale zagrożenie zostało w porę dostrzeżone.

Jeśli spotkasz dziś dealera Victory na targach, usłyszysz, że to marka premium. Są to motocykle, które nie służą do toczenia się z jednego zlotu na drugi, ale są predestynowane do czegoś więcej. Ich wysoka jakość oznacza również komfort i wygodę. Czy to prawda? Najważniejsze jest to, co myślą klienci. Amerykański „Consumer Reports” przeprowadził w zeszłym roku ankietę wśród motocyklistów, której wyniki są jednoznaczne. Motocykle Victory są najbardziej komfortowe. I to nie tylko wśród marek amerykańskich, ale również pozostałych, światowych liderów rynku motocyklowego.

Być może to nowa legenda ma jakiś wpływ na odbiorców, bo ostatnie rokowania Victory znowu są bardzo dobre. Najnowszy raport sprzedaży Polaris za trzeci kwartał, zawierający połączone wyniki Indian i Victory udowadnia, że jest dobrze. Dwie marki łącznie mogą wyprzedzić Harleya-Davidsona w ciągu najbliższych kilku lat i strącić go z pozycji lidera na rodzimym, amerykańskim rynku cruiserów. To jest realna groźba.

Chieftain Dark Horse. Foto: Indian
Chieftain Dark Horse. Foto: Indian

Indian podbiera Harleyowi udziały w segmencie ciężkich maszyn oferując modele Chieftain i Roadmaster jako alternatywę dla Electra Glide i Street Glide. Z kolei Victory uderza Octane – średniej wielkości cruiserem, który zabiera liderowi z Minneapolis początkujących nabywców. Tych samych ludzi, którzy mogliby przecież zakupić jednoślad z linii Sportster lub Street.

Na dodatek Indian stara się oczarować młodszych motocyklistów modelem Scout Sixty, licząc że wychowa wiernych fanów marki, którzy pozostaną z nią na całe lata, a może i dekady. W końcu ta filozofia sprawdziła się w przypadku Harleya-Davidsona, a więc dlaczego historia nie miałby się powtórzyć? Rosnąca społeczność posiadaczy motocykli marki Indian i Victory związana jest z jeszcze jedną sprawą. Chodzi o rynek wtórny i rozwijające się dynamicznie linie akcesoriów oraz części.

Nieliczone wydumki na bazie maszyn Indian i Victory już teraz zdobywają nagrody, pojawiają się w prasie, Internecie, trafiają na zloty i spotkania motocyklowych bractw. To przecież wspaniała reklama i gotowy pomysł w jednym, również dla tych wielbicieli motocykli, którzy wciąż marzą o Harleyu, ale zadowolą się równie słynnym motocyklem marki Indian, zakupionym z drugiej ręki, najczęściej tańszym niż H-D.

Indian Scout. Foto: Roland Sands Design
Indian Scout Custom. Foto: Roland Sands Design

Ten efekt będzie się nasilał w kolejnych latach, bo co raz więcej starszych maszyn zostanie wystawionych na sprzedaż przez swoich dotychczasowych właścicieli. Mówimy o potencjale, który przez Harleya został już wykorzystany, a w przypadku Indiana, i w mniejszy stopniu Victory, jest tematem wciąż nowym.

Mimo wszystko Polaris nie jest alfą i omegą. Amerykańskie konsorcjum zmaga się z własnymi problemami. Miniony rok oznaczał się spowolnieniem sprzedaży i spadkiem zysków. Jest to sytuacja, na którą Polaris może sobie pozwolić, ponieważ gros zysków pochodzi z segmentu ATV i słuzy do wzmocnienia oraz rozwoju innych działów.

Po wielu latach nieszczęść marka Indian rzeczywiście staje na nogi, a to nie może być nic dobrego dla Harleya-Davidsona. Z drugiej strony rośnie Victory, co może tylko pogłębiać stres właścicieli H-D. Nic nie jest wieczne. Jak długo gigant z Minneapolis będzie w stanie opierać się napierającym konkurentom? To się dopiero okaże.

Pierwszą część artykułu  znajdziecie tutaj.

2 komentarze

  1. brak podpisu autora artykułu sugeruje artykuł sponsorowany

%d bloggers like this: