Czy Harley-Davidson przeżyje starcie z Polaris?

Czy to jest pytanie na wyrost? Jak można zagrozić potędze Harleya-Davidsona, który od 113 lat udowadnia, że jest na szczycie? Okazuje się, pretendent do tronu ma wielkie szanse na zwycięstwo. Możemy się z tym nie zgadzać, możemy tego nie akceptować, ale być może ten dzień jest już blisko…

Polaris Industries od 1998 roku doskonali swoje motocykle. To właśnie pod koniec drugiego tysiąclecia pierwszy motocykl Victory zjechał z linii produkcyjnej. W tym czasie Victory było postrzegane przez branżę motocyklową jako sposób Polaris na wykorzystanie rosnącej popularności ciężkich krążowników. Dodajmy, że koncern z Mediny w Minnesocie skupiał się wówczas wyłącznie na skuterach śnieżnych i ATV, zresztą był i nadal jest największym producentem tego typu sprzętu w Stanach Zjednoczonych.

W tamtych latach Harley-Davidson wciąż szczycił się pozycją amerykańskiej legendy, której na nikt nie mógł zagrozić. Klienci wpisywali się na listy i czekali miesiące żeby móc kupić motocykl z logo H-D. Wiele salonów marki rozlokowanych w całym kraju sprzedawało więcej odzieży i innego sprzętu niż motocykli, ale to nikomu specjalnie nie przeszkadzało. Ktoś w Polaris dostrzegł jednak nieefektywność Harleya-Davidsona i postanowił zawalczyć z legendą.

1999 Victory V92C. Foto: motorcyclecruiser.com
1999 Victory V92C. Foto: motorcyclecruiser.com

Zapewne ważni prezesi z Milwaukee z pobłażaniem oglądali pierwszy motocykl Victory, model Antares Red & Blac V92C, w którym liczba „92” oznaczała pojemność, a literka „C” miała wskazywać, że to cruiser. Mimo że opinie o tym motocyklu były bardzo różne, często niezbyt pochlebne, maszyna uzyskała tytuł Best Cruiser, przyznany przez poczytny magazyn Cycle World. To był impuls, który skupił uwagę Polaris na rynku zdominowanym przez motocykle Harley-Davidson. Okazało się, że z legendą można wygrać. Na razie tylko w walce o prestiżową nagrodę, ale skoro to się udało, być może stary mistrz wcale nie jest tak mocny jak się wydaje?

Począwszy od roku 2000-2001 sprzedaż Victory zaczęła stopniowo rosnąć, natomiast już w 2006 roku wzrost był na tyle duży, że marka Victory zaczęła być postrzegana jako potencjalny konkurent dla Harleya-Davidsona. Niewiele później rynek mieszkaniowy w USA załamał się i zaczęła się recesja, które swoje apogeum osiągnęła dwa lata później. Zarówno Harley jak i Victory zanotowały poważne spadki sprzedaży. To właśnie wtedy Harley-Davidson zrobił fałszywy krok, którego konsekwencje zaważyły na przyszłości firmy.

Harley-Davidson podjął decyzję o zakupie włoskiej marki MV Agusta. Kwota transakcji opiewała na 109 milionów dolarów, z czego 70 milionów stanowiły długi włoskiego przedsiębiorstwa założonego w połowie lat 40. XX wieku w Mediolanie. Plan szefów Harleya był prosty. Chcieli skorzystać z popularności MV Agusta w taki sposób, aby zabezpieczyć się przed niżem demograficznym, czyli innymi słowy starzeniem się klientów Harleya-Davidsona. Podupadła, ale wciąż atrakcyjna marka MV Agusta miała sprawić, że Harley przyciągnie również młodszych odbiorców, którzy chcieliby dostać motocykl bardziej sportowy. Niestety pomysł okazał się nietrafiony, a przedsięwzięcie fiaskiem.

Claudio Castiglioni. Foto: sportrider.com
Claudio Castiglioni. Foto: sportrider.com

Wielbiciele Harleya po prostu nie chcieli motocykli MV Agusta. Inwestycja była klapą, a motocykle kurzyły się w salonach marki. Nikt ich nie kupował. Zaledwie nieco ponad rok później Harley odsprzedał włoską markę Claudio Castiglioniemu. Temu samemu, którego rodzina sprzedała Amerykanom… MV Aguste. W rodzinie nic nie ginie?

Najtragiczniejsze jest to, że kwota tej transakcji wynosiła… 3 euro, czyli ówcześnie równowartość 3 dolarów i 98 centów. Ponadto Harley musiał wysupłać jeszcze 20 milionów dolarów, które spłynęły na konto MV Agusta. Środki te miały być wykorzystane jako kapitał operacyjny w ciągu kolejnych 12 miesięcy.

Mariaż Harleya z MV Agusta zakończył się zatem utratą milionów dolarów i jednocześnie cofnął H-D do punktu wyjścia. Jak uporczywy ból zęba powróciły stare problem ze starzeniem się odbiorców, spadkiem sprzedaży i rosnącą presją na rynku krajowym. Chodziło o małe, dynamiczne firmy budujące świetne motocykle oraz kolejną rundę walki z Victory – przeciwnikiem wciąż zbyt wątłym, żeby zagrozić mistrzowi, ale podgryzającym go i nieustannie osłabiającym. Tym bardziej, ze Victory to Polaris, a to już waga ciężka, z którą każdy musi się liczyć. Dlaczego?

Victory Magnum. Foto: topspeed.com
Victory Magnum. Foto: topspeed.com

Wystarczy tylko jedna liczba: dochód korporacji za 2015 rok wyniósł dokładnie 4719 milionów dolarów, czyli blisko pięć miliardów dolarów! Na początku tysiąclecia Polaris Industries oczywiście nie osiągało takich zysków, dla przykładu dochód z 2003 roku wynosił 1552 miliony dolarów. Ponad półtora miliarda dolarów to także astronomiczne kwota, a biorąc pod uwagę, że koncern funkcjonuje od przeszło sześćdziesięciu lat i działa na całym świecie poza Kubą, Iranem Syrią i Północną Koreą, łatwo sobie uzmysłowić, że mamy do czynienia z poważnym graczem. Poważnym i groźnym, którego ekspansja trwa na wielu polach, a dzięki dywersyfikacji produkcji mniej podatnym na turbulencje rynkowe niż skupiony na jednej „działce” Harley-Davidson.

Nawet dziś można trafić na liczne komentarze branżowe w USA, że to w drugiej połowa lat 90. i początku nowego tysiąclecia, kiedy sprzedaż Harleya-Davidsona była znakomita, amerykańska marka osiadła na laurach. Na dodatek Harley okazał się zbyt pazerny. Liczne salony zostały sprzedane nowym właścicielom, którzy wybudowali wielkie hale w miejscach wzmożonego ruchu samochodowego.

W błyszczących, szklanych hangarach, pojawiły się motocykle w wygórowanych, często zaporowych cenach. Motocykle stawały się wściekle drogie, ale bez odpowiedniego podniesienia jakości i wydajności. Rosły również rachunki za usługi, koszty eksploatacyjne i serwisowe podwoiły się, a nawet potroiły, natomiast na forach internetowych zastępy niezadowolonych klientów wylewały swoje żale. Posiadacze H-D pisali o licznych awariach i opryskliwym traktowaniu klientów przez serwisy marki.

Wielu rozgoryczonych i rozczarowanych klientów zaczęło szukać alternatywy, ale to są Stany, gdzie duch i narodowa duma są silne jak nigdzie indziej na świecie. Mówiąc inaczej, to musiał być amerykański motocykl. I to była szansa dla Victory. Długi, powolny i kosztowny proces, który wówczas się rozpoczął, ostatecznie zaprowadził przeciwników w zupełnie odmienne miejsce niż oczekiwali… Ale to miało okazać się później.

c.d.n.

2 komentarze

  1. Sprawdzając badania wśród klientow obu marek, Victory ma na poziomie 98% zadowolenia gdzie HD osiągnął zaledwie 70% czy takie 3+na =. Pewnie zaraz runą siarczyste pioruny na mnie, bo ja z Andrzejem tylko HD… rynek w eu rządzi sie innymi prawami, tu Victory nie jest popularne np PL około 45-50 zarejestrowanych ale za to we FRancji ok. 1000 modeli gdzie 90% to baggery i touringi. Często klienci w PL nieznających tej marki nie wiedza co tracą… a np harleyowcy zachwycają sie polarisowymi Indianami, ze legenda wróciła ze Vic jest paseee a tak naprawdę całe doświadczenie zdobyte przy projektowaniu Victory, współpraca z rodzina Ness zaowocowała bardzo udanymi modelami Indian które tak naprawdę to w 80% Victory w klasycznej odsłonię aby starsi Klienci mogli odnaleźć sie w ofercie Polarisa, bo np dla nich modele Victory sazbyt odważne i designerskie:)

    Szkoda ze importer tak słabo promuje ta markę… nie widać motocykli… żadnych akcji… ale sa w Pl zwolennicy tej marki i wiedza ze ich moto sa powodem do dumy!

    Np w ten weekend w Łodzi na Tattoo Konwent bedzie najwieksza wystawa Victory w Polsce… 3 mega customy i nawet elektryk! Zapraszam!

%d bloggers like this: